REKLAMA / Advertisement

Reklama /Advertisement

Romaniuk: „Początek” Dana Browna

317

Udało mi się zgodnie z moim planem skończyć dziś lekturę najnowszej książki Pana Browna i niestety jestem lekko rozczarowany, ale o tym później…

Jest to autor znacząco odbiegający swoim światopoglądem od mojego, ale był dla mnie w młodym wieku (tuż po Tolkienie) kimś, kto wprowadzał mnie w „świat książek” i zaszczepił zamiłowanie do czytelnictwa. Każde jego dzieło zostało przeze mnie wchłonięte i mam wyrobione zdanie na temat autora i jego twórczości.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Zacznę od pochwał. Przede wszystkim cieszy mnie to, że utrzymana została forma narracyjna i, że cała treść książki rozgrywa się w czasie jednej doby, ponieważ utrzymuje to bardzo szybkie tempo wydarzeń i sprawia, że ciężko sobie odmówić przeczytania kolejnego rozdziału.

Wybór miejsca akcji też oceniam za trafny (Hiszpania), ponieważ tamte tereny, tradycja i historia aż się prosiły na poświęcenie im ciekawej powieści.

REKLAMA / Advertisement

Na tym chyba jednak zakończę swoje pochwały, ponieważ miejsce rozgrywania się akcji spowodowało, że autor musiał dotknąć kilku kwestii, które dla mnie osobiście są wrażliwe, a więc: Hiszpańska wojna domowa (ogólnie rzecz biorąc), karlizm, Franco itd., itp.

Niestety cała książka jest nasycona bijącym po oczach stronniczym podejściem do historii wojny domowej z lat 1936-1939, a także okresem panowania Franco i wiem, że nie jest to książka historyczna, ale autor wielokrotnie mówi nam, co mamy myśleć o tych wydarzeniach i wręcz z obrzydzeniem podchodziłem do niektórych fragmentów książki, ponieważ nazwałbym to „nachalniactwem”, które mnie osobiście odpychało. Tym bardziej, że przyswoiłem w zeszłym roku znaczący materiał poświęcony tym wydarzeniom i wcale nie byłbym takim optymistą jak Pan Brown, który zaznaczył, że zwycięstwo Franco powstrzymało postęp tolerancji dla tego kraju na wiele lat. Pojawiała się tylko drobna wzmianka o około 6 tys. osób duchownych, które zostały zamordowane przez „bojowników tolerancji” za to, że po prostu byli katolikami… według autora zapewne jedne życia są warte więcej, a drugie mniej, ale to powszechny pogląd dla ludzi, którzy słowo „równość” potrafią odmienić na wszystkie przypadki, ale w praktyce ciężko im to zastosować.

Zastanawiałem się czy w ogóle pisać ten komentarz, ponieważ rozumiem, że jest to powieść, ale czasami autor wzburzał we mnie bardzo negatywne emocji swoimi niepotrzebnymi zbitkami typu: „Franco, karlizm… Hitler”, które czytelnik ma traktować jako synonimy. Więc jeśli autorowi wolno się wypowiadać na te tematy, to ja mam wręcz obowiązek to sprostować i zachęcić do lektur poświęconych tym wydarzeniom, ponieważ doskonale uzupełni nam to lekturę „Początku”.

Oczywiście turystyka wzrosła znacząco w miejscach, gdzie rozgrywa się akcja książki (sprzedawanej w milionowych nakładach), ale poziom zamętu, który ona wprowadza, jest zapewne znacznie bardziej znaczący, ponieważ nie jestem przekonany, że ludzie czytający książki Browna potrafią odróżnić fikcję od prawdy, co dobitnie pokazała poprzednia książka autora „Kodu Leonarda da Vinci”, której treści były odbierane jako fakty niezaprzeczalne.

Mam tylko nadzieję, że Pan Brown nie zechce napisać książki, której akcja toczyłaby się w naszym kraju.

Jarosław Romaniuk – absolwent studiów I stopnia na kierunku stosunki międzynarodowe, działacz akademicki i narodowy.

REKLAMA / Advertisement