REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Roman Rybarski: Podstawy narodowego programu gospodarczego cz. VIII

301

Rozdział III

PRAKTYCZNE ZAGADNIENIA GOSPODARSTWA NARODOWEGO

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

1. Ewolucja ustroju społecznego.

Celem polityki gospodarczej nie jest, jak wiemy, tylko jak największe nagromadzenie bogactwa, jak największa jego suma. Ogromnie wiele znaczy i rozdział tego bogactwa, zdrowa struktura społeczna narodu. Kraj bogaty, ale szarpany ostrymi konfliktami społecznymi, bę­dzie krajem słabym, mało na zewnątrz zwartym. Dobra struktura społeczna jest gwarancją pokoju społecznego, na jej podstawie można w pełni urzeczywistnić jedność gospodarstwa narodowego i jedność narodu. Wiek XIX doprowadził do wprost niebywałego nagromadzenia bogactwa. Dzięki postępom techniki, rozwojowi kapitalizmu, opanowaniu przez nowoczesną wytwórczość całego niemal świata, podniósł się ogromnie dobrobyt rasy białej, zwłaszcza wielkich państw przemysłowych. Stopniowo w zyskach, które przynosił kapitalizm, uczestniczyć zaczęli i robotnicy. Podniósł się bardzo znacznie, wbrew teorii o zwiększającej się nędzy robotniczej, ich poziom życiowy.

REKLAMA / Advertisement

Ale te wielkie zdobycze w dziedzinie produkcji trzeba było okupić gruntownym zachwianiem się równowagi społecznej. Kapitał rósł w coraz większą potęgę, panował coraz bezwzględniej nad wytwórczością; a równocześnie mnożyły się szeregi tych, którzy reprezentowali tylko pracę najemną. Społeczeństwo, którego struktura dawniej nie znała ostrych społecznych przedziałów, a przynajmniej nie dawały się one zbytnio odczuć, zaczęło się dzielić coraz wyraźniej na dwie grupy: z jednej strony koncentrował się wielki kapitał, a z drugiej proletariat. Przewidywano dość pochopnie, że między tymi dwoma kamieniami młyńskimi zostanie starte na miazgę to wszystko, co jest pośrodku. Że zaniknie rzemiosło, drobne rolnictwo, drobny i średni handel. Po jednej stronie zostaną wielcy kapitaliści, coraz mniej liczni dzięki koncentracji kapitałów, a po drugiej — pozbawione własności, żyjące z pracy rąk własnych, rzesze robotnicze.

Gdyby ewolucja poszła w tym kierunku, los ustroju, zwanego kapitalistycznym, byłby przesądzony. Musiałoby dojść do rewolucji społecznej, do przejęcia władzy nad gospodarstwem przez proletariat, do wywłaszczenia własno­ści kapitalistycznej. Ale tak się nie stało. Najpierw w rolnictwie ewolucja szła we wręcz przeciwnym kierunku. Stopniowo wielkie majątki ulegały parcelacji, powstawała mocna własność chłopska. A następnie średni przemysł i rzemiosło w wielu dziedzinach wykazało odporność. Koncentracja w handlu zawiodła, handel uległ wielkiemu rozproszkowaniu, zaznaczyły się w nim wyraźnie pierwiastki indywidualistyczne. Wy stąpiło to wyraźnie nawet w krajach wysoce kapitalistycznych; w innych kapitalizm wywołał mniejsze przeobrażenia, nie zaznaczyła się w nich ani nadmierna koncentracja kapitału, ani tak ogromny rozrost proletariatu fabrycznego.

REKLAMA / Advertisement

Ostatni światowy kryzys uwydatnił wady tego wysoce kapitalistycznego ustroju. Zawiódł kult maszyny, przekonanie, że nieustanne postępy techniki zabezpieczają automatycznie dobrobyt najszerszym warstwom ludności. Zawiodła racjonalizacja. W szeregu krajów wystąpiły na jaw ujemne strony nadmiernej industrializacji: złe jej skutki społeczne, moralne, nawet polityczne. I np. w Niemczech dzisiejszych, które przodowały w postępach kapitalizmu, wystąpiła wyraźna reakcja przeciw industrializmowi. Hitleryzm chce miejskiego robotnika z powrotem sprowadzić na wieś, chce popierać mniejsze i drobne warsztaty przemysłowe, faworyzować pracę ręczną, ograniczając zastosowanie maszyny. Ruch ten nie jest jakimś specyficznym tworem doktryny hitlerowskiej. Ma głębsze podstawy, przejawia się i w innych krajach. Następuje gruntowna zmiana pojęć o strukturze społecznej; to, co uchodziło za zabytek przeszłości, za pozostałość dawnego ustroju, skazaną na stopniowe wymieranie, nabiera nowych barw życia. Własność chłopska, przeznaczona przez marksizm na wymarcie, dochodzi do nowego znaczenia. Chłop okazał się wytrzymałym na przewroty, przebędzie kryzys, który go szczególnie ciężko dotyka. Umiejętność poprzestawania na małym, znoszenia biedy, jest bardzo cenną w dzisiejszych czasach; a tę umiejętność posiada chłop w wysokim stopniu. W róż­nych krajach coraz częściej wskazuje się na duże walory, tkwiące w warstwie chłopskiej, przywiduje się, że ta warstwa nabierze większego wpływu w życiu narodu nawet tam, gdzie przygniotła ją jednostronnie cywilizacja przemysłowa. Na śmierć skazano tak zw. „drobnomieszczań­stwo”. Mówił o nim z pogardą socjalizm, a od socjalizmu nauczyły się tego języka inne żywioły. Drobnomieszczanin miał być uosobieniem bierności, kołtuństwa, reakcji. A tymczasem fabryczny proletariusz w trosce o utratę zarobku siedzi cicho, drży o choćby pozorne zachowanie zdobyczy socjalnych, o majątek swoich związków zawodowych, gdy w niektórych krajach drobnomieszczaństwo robi rewolucje. Tego żywiołu było i jest sporo w ruchu faszystowskim, a jeszcze więcej w hitleryzmie.

2. Znaczenie warstw średnich

materiały wyborcze

materiały wyborcze

W interesie narodu leży, by jak najwięcej było ludzi, którzy reprezentują równocześnie kapitał i pracę. Żywioły te są samodzielne, reprezentują własność osiadłą, a nie włóczęgowską; pracują na własnym warsztacie, a nie są najemnikami. Główną ich siłą jest przywiązanie do własności. Własność średnia i drobna nie przedstawia jakiejś abstrakcyjnej wartości, oderwanego od właściciela źródła dochodu. Własność ta ma charakter osobowy, bezpośredni, a przez to żywy i trwały. Jednostka pracuje dla osiągnięcia zysku. Ale nie jest obojętne, w jaki sposób pracuje, jaką wewnętrzną wartość ma jej praca. Jeżeli człowiek na swój zawód patrzy wyłącznie z zarobkowego punktu widzenia, jeżeli nie znajduje w wykonywaniu zawodu źródła wewnętrznego zadowolenia, to życie jego jest uboższe i cięższe. To nie jest to samo, czy człowiek jako najemnik w cudzym warsztacie osiąga 3.000 zł. rocznie płacy, czy te 3.000 zł. wydobywa ze swojego warsztatu, któ­rego jest panem. Praca na swojem zaspakaja potęż­ny instynkt własności. Wytwarza przywiązanie, poczucie godności, dumy zawodowej, poczucie samodzielności. Wtedy łatwiej znosi się trudy, z większą wytrzymałością przezwycięża klęski, bo człowiek przed oczyma ma konkretny cel życiowy. Jak największa ilość samodzielnych gospodarzy na wsi i w mieście, to gwarancja równowagi społecznej. Gdy te warstwy dochodzą do znaczenia w życiu pań­stwa, nie jest ono terenem niszczącej walki kapitału z pracą. Ta podstawa struktury społecznej narodu łagodzi konflikty wielkiego kapitału i proletariatu. Daje zabezpieczenie zarówno przeciw rządom mię­dzynarodowego kapitału, jak i klasowej dyktaturze. Niepodobna w sposób sztuczny stworzyć ustroju społecznego, o ile mu nie sprzyjają warunki ekonomiczne. Ale, jak wiemy, warstwy średnie wykazują naturalną odporność i żywotność. Jeżeli tak jest, to polityka gospodarcza państwa może wzmacniać tę żywotność, ułatwiać i popierać rozwój własności średniej i drobnej, nie uciekając się do budowania sztucznych jej podpórek, ani nie stwarzając cieplarnianych tworów. A tymczasem dotychczas nasze ustawodawstwo gospodarcze i społeczne, wzorowane na ustawodawstwie państw wysoce przemysłowych, miało swoje oczy zwrócone przede wszystkim ku wielkiemu przemysłowi i robotnikowi fabrycznemu. W Polsce rzemieślników jest trzy razy tyle, biorąc zgrubsza, aniżeli robotników w wielkim przemy­śle; chłopi stanowią główną część składową ludno­ści. A czy dotychczas zagadnienie rzemiosła znalazło właściwe miejsce, czy zagadnienie wsi było traktowane tak, jak tego wymaga struktura naszego kraju?

3. Ziemia nie jest towarem

Rolnicy, mimo swojego bardzo ciężkiego położenia ekonomicznego, mają tę pociechę, że coraz mocniej uznawane jest specjalne znaczenie rolnictwa, że zagadnienia rolne sta­ły się przedmiotem nowych zainteresowań. Kraje przemysłowe mimo klęsk, które spadły na rolnictwo, nie przestają popierać u siebie produkcji rolnej, ponosić na jej rzecz ofiar. W Rzeszy Niemieckiej organizuje się „stan żywicieli”, któremu przyznaje się różne przywileje, z którego chce się zrobić bodajże główną podstawę ustroju społecznego. Szereg publikacyj w różnych krajach apoteozuje ziemię, pracę na roli, podkreśla wielkie wartości, tkwiące w ludno­ści chłopskiej. Ma się wrażenie, jak gdyby po epoce jednostronnego popierania przemysłu przychodziła reakcja rolnicza, podobnie jak w XVIII w. fizjokratyzm wystąpił przeciw merkantylizmowi. W tym wszystkim tkwi coś głębszego, pewien ruch społeczny, zrywający ze zbyt uproszczonymi i szablonowymi pojęciami ekonomicznymi. Teoria ekonomii nie wyraża nigdy pełnej rzeczywistości. Z natury rzeczy w swych uogólnieniach pomija pierwiastki pozagospodarcze. Tymczasem w stosunku człowieka do ziemi, w stosunku narodu do niej, tkwi coś więcej, niż stosunek zwyczajnego producenta do warsztatu i narzędzia jego produkcji.

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Ziemia nie jest towarem w zwyczajnym rozumieniu wyrazu — z tego faktu płyną bardzo ważne, choć czasem niedoceniane konsekwencje. Ziemia, praca na niej, nie jest przedmiotem zwyczajnej kupieckiej kalkulacji. W normalnych warunkach za ziemię płaci się więcej, niż przynosi ona dochodu w stosunku do zwyczajnego oprocentowania kapitału. Kto szuka przede wszystkim zysku, ten przeważnie nie nabywa gospodarstwa rolnego. Kupuje się piękne majątki ziemskie dlatego, że są piękne, że ich posiadaczowi dają pozycję socjalną. Robi­ło się nieraz wkłady w gospodarstwo rolne, choć nie było gwarancji, że się te wkłady opłacą. Nieraz kupno majątku ziemskiego przez człowieka, który się w mieście dorobił, można wyjaśnić tylko atawistycznym przywiązaniem do ziemi, a nie kalkulacją gospodarczą.

Szczególnie silnie te pierwiastki psychiczne występują u chłopa. Chłop ma ,,głód ziemi”. Ten głód nie jest zjawiskiem czysto ekonomicznym. Jest wy­razem żądzy własności. Chłopi kupowali ziemię za cenę, która nie przynosiła normalnego oprocentowania. Zaniedbywali i zaniedbują nieraz intensywność gospodarstwa, by pomnożyć stan własnego posiadania. By się na ziemi utrzymać, by powiększyć gospodarstwo, chłop ponosi nieraz ogromne ofiary, którychby nie wytrzymał, gdyby jego stosunek do gospodarstwa był czysto zarobkowy. Robi wiele rzeczy, których nie usprawiedliwia kalkulacja, bo dyktuje je potężny instynkt własności. Zgodnie z tym ziemia nie może być traktowana jako jedna z licznych postaci kapitału, jako coś, co można dowolnie dzielić i porzucać w poszukiwaniu bardziej intratnego zajęcia. Ziemia jest najbardziej osobistą i konkretną postacią własności. Nie nadaje się do tego, by pracował na niej bezosobowy, ruchomy kapitał, przenoszący się od jednej lokaty do drugiej w poszukiwaniu zysku. Na ziemi może tylko ten gospodarzyć, kogo wiąże z nią ściślejszy stosunek. Nie potrafi dobrze gospodarzyć urzędnik na pań­stwowym folwarku. Próby gospodarowania przez„fabryki rolne” muszą się skończyć niepowodzeniem. Jeżeli kto nabywa ziemię po to, by z niej jak najwięcej wydobyć zysku w najkrótszym czasie, np. gdy ktoś kupuje ziemię po to, by wyciąć lasy, ten jest pasożytem, a nie rolnikiem. Ten z ziemi ucieka, gdy ją zniszczy. Ze względu na ten osobisty stosunek do roli, rolnictw o jest naturalnym przeciwnikiem kolektywizacji. Wszędzie można próbować uspołecznienia produkcji; ale w rolnictwie najprędzej i najoczywiściej te próby kończą się fiaskiem. A że równocześnie ziemia przechodzi w coraz to liczniejsze ręce, naturalnym biegiem rzeczy parcelują się wielkie gospodarstwa rolne, powstaje warstwa rolnicza, która stanowi pierwszorzędny czynnik równowagi społecznej, która łagodzi przeciwieństwa między wielkim kapitałem a proletariatem fabrycznym.

Jeżeli ziemia nie jest towarem, to polityka rolna nie może się sprowadzać do samego tylko zagadnienia produkcji rolnej; obok polityki czysto gospodarczej, ma ogromne znaczenie społeczna polityka rolna. Wymaga ona tego, by gospodarstwa rolne traktowano inaczej, niż inne gospodarstwa, by uwzględniano specyficzny charakter rolnictwa i szczególne walory społeczne, które tkwią w warstwie rolniczej. Niepodobna przenosić wszelkich instytucyj prawnogospodarczych, które wykształciły się w obrocie handlowym, na grunt rolnictwa. Np. inaczej przedstawiać się muszą zagadnienia kredytowe w rolnictwie, niż w handlu. Trudno też przypuścić, by postępujący kapitalizm upodobnił rolnictwo do fabryki, by mogły się przyjąć w rolnictwie formy organizacji, właściwe przemysłowi. A przede wszystkim nie jest obojętnym, w czyich rękach jest ziemia, jaka jest struktura społeczna rolnictwa.

4. Polityka rolna

Nie potrzeba podkreślać dzisiaj, że rolnictwo ma podstawowe znaczenie w naszym życiu gospodarczym, i że błędną była polityka, która nie doceniała rolnictwa. Przeważna część ludności żyje z roli, a przemysł i handel może tylko wtedy dobrze się rozwijać, gdy powodzi się rolnictwu. Tak zw. „odbudowa” siły nabywczej wsi jest już powszechnie uznanym postulatem. O ile ogólno – gospodarcze znaczenie rolnictwa jest bezsporne, nie rozumie się jeszcze dostatecznie społecznych zagadnień, występujących w rolnictwie. Naturalny proces gospodarczy prowadzi wszędzie w Europie do parcelacji wielkich obszarów rolnych. Zwłaszcza w Polsce, ze względu na przeludnienie wsi i żywotność warstwy chłopskiej, ten proces ma swoje głębsze podstawy.

Wobec tego zadaniem polityki państwowej jest nadać temu procesowi bieg, zgodny z wymaganiami produkcji i dążnością do stworzenia silnego ustroju społecznego. Nie można widzieć w parcelacji narzędzia walki klasowej, a z drugiej strony sztucznie podtrzymywać warsztatów rolnych, które straciły swoją rentowność. Parcelacja wszystkiego nie załatwi. Nie starczy ziemi dla wszystkich, choćby Polska miała stać się krajem o wyłącznie chłopskiej własności, co chyba nie jest pożądane. Przeludnienie wsi wymaga, by ludność małorolna i bezrolna znalazła zajęcie w przemyśle. Pod tym względem niejedno można zrobić przez zmianę lokalizacji przemysłu. Nie powinno się już zakładać więcej fabryk w olbrzymich centrach przemysłowych, trapionych bezrobociem. Natomiast dogodną siedzibą wielkiego przemysłu mogą się stać okolice kraju, gdzie gospodarstwa są bardzo rozdrobnione i bieda na wsi największa. Co straci się na odległości od źródeł surowca, zyska na taniości robotnika. Chłop małorolny lub komornik będzie mógł dorabiać w fabryce, nie tracąc kontaktu z swym gospodarstwem. Do tego celu można dążyć różnymi drogami; odpowiednia polityka podatkowa, ulgi dla nowo powstających przedsiębiorstw i t. d. mogą okazać się dogodnym jej narzędziem. Uzupełnieniem zbiedniałych gospodarstw chłopskich może się stać przemysł domowy. Zaniedbano go straszliwie w ostatnich dziesiątkach lat. Ubóstwo wsi, niemożliwość znalezienia zarobku, otwiera przed nim nowe perspektywy. Przez odpowiednią akcję instruktorską, propagandę, organizację spół-dzielczą, można niejedno zrobić. Ofiary, które ewentualnie poniesie się na to z grosza publicznego, będą bezporównania mniejsze, niż ofiary kredytowe na sztuczne podtrzymywanie niektórych wielkich przedsiębiorstw przemysłowych, a bodajże więcej przysporzą zatrudnienia ludności.

Dotychczas ludność wiejska wysyłała swój nadmiar do miast, gdzie synowie chłopscy pracowali po fabrykach, albo też zasilali inteligencję urzędniczą. Obecnie zmniejszyła się pojemność i jednej i drugiej dziedziny. Natomiast naturalnym biegiem rzeczy ludność wiejska będzie szukała ratunku w rzemiośle i handlu. Handel po wsiach jest przeważnie w rękach żydowskich. Przejdzie w ręce chłopskie. Tego nikt nie zdoła powstrzymać. A ten ruch, także i w bezpośrednim interesie gospodarczym rolnictwa, trzeba zorganizować. Musi się znaleźć pośrednik polski czy to kupiec indywidualny, czy instytucja spółdzielcza, który powiąże polską wieś z polskim miastem. Proces ten tu i ówdzie już się odbywa mimo przeszkód. Od dołu powstaje handel polski. Rozszerzy się i na dalsze ogniwa. Powyższe przykłady dowodzą, że położenie wsi nie jest beznadziejne, że wiele może zrobić zarówno inicjatywa indywidualna, jak i świadome kierownictwo. A zarazem samo wyliczenie tych zagadnień wskazuje, do jakiego stopnia swoisty charakter noszą trudności wsi polskiej, które w samodzielny sposób muszą być rozstrzygnięte. Dotyczy to całego zagadnienia rolnego. Gdy się uwzględni stan naszej produkcji rolnej, głód ziemi, gęstość zaludnienia, niski dotychczas poziom potrzeb i powiedzmy wyraźnie, wygłodzenie licznych warstw ludności, także wiejskiej, okaże się, że nasz kryzys rolny nie jest kryzysem nadprodukcji, na który ratunku trzeba szukać w zmniejszeniu wytwórczości. Cały nasz kryzys to raczej kryzys niedostatku; w równomiernym powiększaniu wytwórczości, podnoszeniu siły nabywczej rynku wewnętrznego, trzeba szukać ratunku.

———–
Na podstawie wydania z 1934 r. – zachowano oryginalną pisownię zgodną z przedwojennymi zasadami pisowni polskiej

Roman Rybarski

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 r. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919–1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920–1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.

REKLAMA / Advertisement