REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Roman Rybarski: Podstawy narodowego programu gospodarczego cz. IX

208

5. Rzemiosło i polskie mieszczaństwo.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Do niedawna lekceważyło się nasze rzemiosło. Ustawodawstwo społeczne nie chciało uwzględnić jego odrębnego położenia, podciągając je pod szablony, wypracowane w krajach, w których dominuje przemysł fabryczny. Nie liczy się z jego potrzebami ustawodawstwo i administracja podatkowa. Szkolnictwo zawodowe nie daje tych wyników, które przynosi w innych krajach, np. w Czechosłowacji. Kredyt rzemieślniczy prawie nie istnieje, a jeżeli się zjawia, ma charakter zapomogowo – polityczny. Państwo przez różne swoje warsztaty występuje nieraz jako uprzywilejowany konkurent rzemiosła. Polityka celna nie uwzględnia dostatecznie ochrony produkcji rzemieślniczej. Słowem jest wiele do roboty w tej dziedzinie, bez zbytniego angażowania finansów państwowych i stosowania interwencji, która by zabijała prywatną inicjatywę.

By jednak rzemiosło przestało być kopciuszkiem, musi poczuć się sobą. Musi stać się samodzielnym, zorganizowanym czynnikiem wytwórczości, a nie bierną masą, którą traktuje się w sposób lekceważący. Rzemiosło nie może poprzestać na narzekaniach, petycjach, wołaniu o pomoc państwową. Jeżeli nie wydobędzie siły z siebie, będzie nadal bezsilne. Nie pomoże mu organizacja przymusowa czy dobrowolna, która łączy razem rzemiosło polskie z rzemiosłem żydowskim. Żydzi mają odrębną psychikę, odrębną organizację, własne sposoby ratunku i własne metody pracy. Potężny ruch rzemieślniczy musi być polskim ruchem. Polsko – żydowskie rzemiosło nie znajdzie oddźwięku w opinii publicznej. Mieszane organizacje zakrywają rzeczywistość, często bardzo przykrą, zakrywają fakt, że nieraz polski rzemieślnik jest przedmiotem wyzysku ze strony żyda – dostawcy materiałów, żyda wierzyciela, żyda odbiorcy, który licho płatną robotę rzemieślniczą rozwozi po jarmarkach. Polak nie jest już rzemieślnikiem, lecz poprostu nędznym chałupnikiem.

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Walka z lichwą w rzemiośle, to walka z przewagą żydowskiego kapitału i żydowskiej organizacji. Rzemiosło miało swoją epokę świetności — cechy średniowieczne. Przeszłość czasem powraca, choć w zmienionej postaci. Ale cechy średniowieczne oparte były na pierwiastkach religijno-moralnych. I dzisiaj zawiedzie organizacja rzemiosła, która by była czysto zawodową, nie miała narodowego i chrześcijańskiego charakteru. Bez podniesienia godności i dumy zawodowej, bez odżycia dawnych, dobrych tradycyj, nie podniesie się rzemiosło z upadku. Niedostatecznie wysoki stan organizacyjny i intelektualny rzemiosła tym się tłumaczy, że z powodu lekceważenia pracy fizycznej, fałszywej dla niej pogardy, inaczej mówiąc, pańsko – szlacheckiego poglądu na wartość różnych zawodów, uciekały z rzemiosła jednostki wybitniejsze, bardziej kulturalne; przerywały się często dobre tradycje rodzinne. A równocześnie względna pomyślność, która dawniej panowała, rozrost wielkiego przemysłu i równie gwałtowny rozrost tak zw. inteligencji, przyciągał wszystkie niemal jednostki zdolniejsze.

Te czasy już minęły. Nie tylko syn rzemieślnika będzie musiał zostać przy warsztacie ojca, ale niejeden syn „inteligenta” zostanie rzemieślnikiem, co mu ani nie będzie ubliżało, ani też na tym najgorzej nie wyjdzie. Wielu ludzi z wyższym wykształceniem znajdzie się w kadrach rzemiosła; zamiast żebrać o licho płatne posady rządowe, będą zakładali samodzielne warsztaty. To samo, mutatis mutandis, dotyczy i polskiego handlu. Pod wpływem konieczności życiowych, działających w sposób żywiołowy, a zarazem w związku ze świadomą polityką narodową, która pracuje także nad przeobrażeniem psychiki społecznej, powstanie mocna warstwa średnia po miastach. Warstwa, która wniesie nowe walory do cywilizacji narodowej. I wtedy nasze miasta i miasteczka w centrum Polski i na jej wschodzie zmienią swój wygląd; przestaną być domeną żydostwa, siedzibą brudu i nędzy. Stanie się to wówczas, gdy młoda inteligencja polska zrozumie swoją misję dziejową; gdy pójdzie między polskie mieszczaństwo, jak kiedyś szła między lud.

REKLAMA / Advertisement

6. Wielki przemysł.

Fakt, że nie doceniało się dotychczas średniego i drobnego przemysłu, nie upoważnia do lekceważenia wielkiej produkcji fabrycznej. Niewątpliwie wszędzie tam, gdzie produkcja mniejsza może się opłacać, gdzie praca ręczna wytrzyma współzawodnictwo z pracą maszynową, należy dać przewagę tej pierwszej. Jednakże świat nie wróci do średniowiecza, nowoczesnej techniki produkcyjnej nie uda się przekreślić. Warsztaty rzemieślnicze nie będą wydobywały ropy naftowej i węgla z głębi ziemi, ani wytwarzały związków azotowych; państwo w którym broń i amunicję wytwarzaliby rzemieślnicy dawnego typu, przedstawiałoby się kiepsko na wypadek wojny.

Istnienie wielkiego przemysłu jest faktem, z którym trzeba się liczyć. Społeczne niedomagania, z nim związane, wywołują reakcję w postaci bardzo radykalnych nieraz pomysłów. Nie wierzymy w to, by upaństwowienie czy też uspołecznienie tego przemysłu było na nie lekarstwem. Na taki zbytek, z punktu widzenia finansowego, trudno sobie pozwolić. Z tego nie wynika, by polityka gospodarcza miała zachować się biernie wobec wszelkich postaci organizacyjnych wielkiego przemysłu. Niedomaga, z punktu widzenia interesów gospodarstwa narodowego, organizacja wielkiego przemysłu. Nastąpił w niej przerost w kierunku uzależnienia kapitału przemysłowego od kapitału finansowego, mającego często charakter włóczęgowski i spekulacyjny. Przez tak zw. holdingi ruchliwe grupy finansowe uzależniają od siebie, rozporządzając nieraz skromnym kapitałem, olbrzymie kompleksy interesów, panując nad rzeczywistymi właścicielami przedsiębiorstwa.

Holdingi służą nieraz do ucieczki kapitału spod opodatkowania. Zacierają odpowiedzialność za prowadzenie przedsiębiorstwa, nadają kapitałowi, przez nie reprezentowanemu, charakter spekulacyjny. Dobre strony wolnej gospodarki nie mogą ujawnić się wówczas, gdy kapitał akcyjny zbyt często zmienia właściciela, gdy dzięki holdingom niewiadomo, kto naprawdę kieruje przedsiębiorstwem. Tym różnym postaciom hyperkapitalizmu, wyraźniej mówiąc, tym zwyrodnieniom kapitalizmu, powinno przeciwdziałać ustawodawstwo cywilne i handlowe. Prawa bezimiennego kapitału, przenoszącego się z miejsca na miejsce, powinny być ograniczone na korzyść kapitału jawnego, osiadłego, gospodarującego w świetle dziennym. Częstym również jest objaw, że kapitał akcyjny, rozproszony, pozostaje w roli biernej, nie otrzymuje dochodu, a rządy przedsiębiorstwa i korzyści z tym związane pozostają w rękach mniejszości, czasami biurokracji przemysłowej.

Ochrona akcjonariusza jest bardzo pilnym postulatem. Nadzór nad zasadami prowadzenia przedsiębiorstw nie może się przeradzać w bezpośredni wpływ administracji państwowej tego rodzaju, by zacierała się odpowiedzialność za losy warsztatu; jednakże ochronę akcjonariusza można przeprowadzić przez odpowiednie zmiany prawa akcyjnego i ustawodawstwa podatkowego, które nie będzie sprzyjało ciągnięciu nadmiernych dochodów za kierownictwo kosztem dywidendy akcjonariuszów.

REKLAMA / Advertisement

Nieprawidłowości w rozwoju wielkich przedsiębiorstw mogą mieć swoje źródło w interwencjonizmie państwowym. Pomieszanie funkcji gospodarczych państwa i wolnej gospodarki prowadzi nieraz do powstania przemysłu „koncesyjnego”, (w szczególnym wyrazu znaczeniu), do uprzywilejowania prywatnych monopolów. Genezą ich jest łaska administracji państwowej. Powstają fortuny dzięki dobrym z nią stosunkom, nie zawsze moralnym. Wysuwają się na czoło ludzie, którzy nie reprezentują najwyższych walorów technicznych czy handlowych, lecz po prostu poparcie władz administracyjnych. Ten przemysł koncesyjny, to najniższa postać przemysłu, to karykatura wolnej gospodarki. O ile z tym typem przemysłu łatwo jest skończyć, to wielkie trudności przedstawiają wypadki, w których wolna gospodarka zanika dzięki organizacjom przemysłowym, regulującym w sposób monopoliczny warunki produkcji ceny.

Słusznie wskazuje się na to, że wtedy nie dochodzi do znaczenia dobroczynne działanie wolnej konkurencji; powstaje wyłączność, jednostronna przewaga gospodarcza, wyzyskująca wolny rynek nieraz w sposób bezwzględny. Otóż jeżeli się stoi na gruncie wolności gospodarczej, obowiązkiem państwa jest przywrócić wolność tam, gdzie ona zamiera. Innego wyjścia nie ma — chyba że przejdzie się w tej dziedzinie do planowego gospodarstwa. Nie każda organizacja przemysłowa czy handlowa, ograniczająca wolne współzawodnictwo, sama przez się wyklucza dobre jego skutki. Gdy producenci porozumiewają się co do rodzaju produkcji* nawet co do ceny, ale liczą się z możliwością współzawodnictwa i nie wyzyskują jednostronnie swojego stanowiska, takie porozumienie może być pożyteczne. Ale gdy powstaje kartel, który śrubuje ceny, zwalnia swoich uczestników od wysiłków produkcyjnych, wprowadzania ulepszeń i obniżania kosztów produkcji, gdy ten kartel wypłaca rentę za bezczynność, gdy przyznany kontyngent wytwórczy jest przedmiotem handlu, a tworzy się równocześnie kosztowną biurokrację kartelową, wówczas administracja gospodarcza państwa nie może się zachować obojętnie wobec tych objawów. Może działać w różny sposób. Najpierw nie powinna ułatwiać i przyspieszać procesu kartelizacji, nie powinna sama tworzyć karteli.

Pewne zadania polityczno – gospodarcze, jak np. popieranie eksportu, na co powołują się zwolennicy karteli, mogą być rozwiązane w inny sposób, jak np. przez premie wywozowe, dostępne dla wszystkich producentów. A następnie ujemną działalność karteli, przejawiającą się w zbyt wysokich cenach produktów kartelowych, może państwo zahamować przez złagodzenie ochrony celnej, co chyba jest narzędziem bardzo skutecznym. W reszcie ustawodawstwo specjalne może nie dopuścić do tych zwyrodnień organizacji kartelowej, które nie godzą się z interesem publicznym, a dla członków kartelu stanowią źródło renty, nieusprawiedliwionej społecznie i gospodarczo. Zagadnienia te są bardzo ciężkie, nie uda się łatwo określić przestępstwa kartelowego, niebezpieczeństwo ujemnej w skutkach ingerencji państwa jest duże. Ale w każdym razie lepiej jest próbować tej drogi, aniżeli wprowadzać państwowe kartele i na państwo przerzucać ciężar tych niedomagań gospodarczych.

———–
Na podstawie wydania z 1934 r. – zachowano oryginalną pisownię zgodną z przedwojennymi zasadami pisowni polskiej

Roman Rybarski

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 r. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919–1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920–1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.

REKLAMA / Advertisement