REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Pytania do teologa katolickiego: Czy w małżeństwie usprawiedliwione są wszelkie praktyki seksualne?

732

Autor książki „W obronie Mszy świętej i Tradycji katolickiej”, ks. dr Dariusz Olewiński, wyjaśnia na swoim facebookowym profilu „Pytania do teologa katolickiego” kwestię „Czy w małżeństwie usprawiedliwione są wszelkie praktyki sexualne (tak w oryginale – przyp.red.)?”

Pytanie stało się szczególnie aktualne wobec publicznie głoszonych prywatnych poglądów pewnego kapucyna, który rychło znalazł rozgłos i poparcie osób i kręgów popierających rozmywanie i dywersję katolickiego nauczania w dziedzinie moralności sexualnej.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Tradycyjne nauczanie Kościoła, zawarte co do istotnych zasad w dokumentach Magisterium, zaś co do szczegółów rozwinięte w podręcznikach teologii moralnej przeznaczonych dla katechetów i spowiedników, rozróżnia dwa rodzaje grzechów przeciw prawowitemu pożytkowaniu popędu sexualnego: polucję, czyli grzech nieczystości ze samym sobą, oraz sodomię, czyli obcowanie wbrew naturze popędu oraz aktu sexualnego. Do tego drugiego rodzaju zaliczany jest każdy akt z udziałem narządu rozrodczego oraz popędu sexualnego, nieukierunkowany ze swej natury i charakteru na spłodzenie potomstwa, czyli taki akt, który nigdy nie może prowadzić do poczęcia. Przykładem są tutaj nie tylko ogólnie akty homosexualne, lecz także akty między osobami płci przeciwnej, które są właściwie tym samym, czyli spółkowanie oralne i analne. Płeć osób uczestniczących jest pod tym względem nieistotna, gdyż chodzi o naturę samego aktu. Takie jest stałe nauczanie Kościoła, od niepamiętnych czasów. Ani w dokumentach magisterialnych, ani w wypowiedziach teologów katolickich nigdy nie było akceptacji moralnej takich aktów, wręcz przeciwnie, były zawsze potępiane jako przeciwne naturze, aczkolwiek w oficjalnych orzeczeniach nie były nazywane wprost z powodu intymności tej dziedziny i dla uniknięcia pobudzenia ciekawości u osób nieświadomych, zwłaszcza nieletnich. Wyraźnie i dość szczegółowo ta tematyka jest omawiana w podręcznikach katolickiej teologii moralnej wydawanych z imprimatur władz kościelnych, które tym samym są źródłami zwyczajnego Magisterium Kościoła, czyli powszechnego i nieomylnego. Stąd jest to nauczanie niezmienne i obowiązujące każdego katolika. Dowodem tego jest fakt, że żaden dokument Magisterium, także najnowszego – począwszy od encykliki „Casti connubii” Piusa XI, poprzez encyklikę „Humanae vitae” i deklarację „Persona humana” aż do Katechizmu Kościoła Katolickiego – nie zawiera ani wprost ani pośrednio nic, co by podważało tradycyjną moralną ocenę takowych aktów:

https://web.archive.org/…/rc_con_cfaith_doc_19751229_person…

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-3.htm

Zwolennicy zmiany oceny powołują się na rzekomo zmienioną definicję celów małżeństwa. Z faktu, że dobro małżonków podawane jest od Vaticanum II na pierwszym, a wydanie potomstwa na drugim miejscu, wyciągają wniosek, że wszystko, co służy małżonkom i trwałości małżeństwa, jest moralnie godziwe, dopuszczalne i dobre.

REKLAMA / Advertisement

Po pierwsze taki wniosek nie ma ŻADNYCH podstaw ani w Tradycji, ani w Piśmie św., ani w jakimkolwiek nowym czy najnowszym dokumencie Magisterium, ani nawet w jakimkolwiek podręczniku teologii moralnej wydanym z imprimatur władz kościelnych. Jest to wyłącznie prywatna, fantazyjna teoria pewnych osób nagłaśnianych medialnie i zyskujących dzięki temu popularność u tych, którzy mają problemy z autentycznym nauczaniem Kościoła i katolicką teologią moralną.

Po drugie takowa teoria nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia, ani teologicznego, ani ogólnoetycznego, ani psychologicznego. Twierdzenie, jakoby każde zaspokojenie popędu między małżonkami służyło trwałości małżeństwa, nie ma podstaw ani teologicznych, ani nawet psychologicznych. Wręcz przeciwnie: traktowanie małżeństwa jako legitymacji dla zaspokojenia jakiejkolwiek pożądliwości, godzi nie tylko w drugą osobę, lecz także w istotę małżeństwa, którą jest miłość czyli dar osobowy, a nie zaspokojenie własnych żądz. Dobro małżonków jest w teologii katolickiej definiowane stosownie do natury człowieka w pierwszym rzędzie jako duchowe, a nie jako użycie zmysłowe. Zgodnie już także ze zdroworozsądkową antropologią, potrzeby zmysłowe jako niższe powinne być podporządkowane sferze duchowej, nie odwrotnie. Odwrócenie tego porządku skutkuje destrukcją zarówno osoby jak też komunii osób.

Po trzecie uznanie prawowitości praktyk wbrew naturze ze względu na ich kontext małżeński wyłącza z pola widzenia ich istotę i charakter. Istotą aktów oralnych i analnych – niezależnie od ich kontextu i ukierunkowania – jest pobudzenie popędu i to w sposób, który jest sprzeczny z naturalnym przeznaczeniem danych narządów czyli antropologią (w pewnym sensie można powiedzieć: teologią) ciała ludzkiego. Zwolennicy nobilitacji sexu oralnego lubią się powoływać na nauczanie Jana Pawła II, zwłaszcza na tzw. teologię ciała. Nie są w stanie jednak podać ani jednego zdania, które choćby pośrednio mogło oznaczać poparcie dla ich poglądu. Uważna lektura zarówno pism Karola Wojtyły i Jana Pawła II, jak też chociażby Katechizmu Kościoła Katolickiego prowadzi wręcz do przeciwnych wniosków, mianowicie, że ani w ogólnym rozumieniu małżeństwa, ani w tej szczegółowej kwestii nie zaszła żadna zmiana, mimo zmiany w kolejności podawania celów małżeństwa.

Po czwarte: już zdroworozsądkowa intuicja prowadzi do poznania, że istotną cechą sexu oralnego jest poniżenie siebie i drugiej osoby, czyli grzech przeciw godności ludzkiej. Kontext, czyli ukierunkowanie na akt małżeński we właściwym sensie, nie jest w stanie zmienić tego faktu. Należy pamiętać o fundamentalnej zasadzie etyki nie tylko katolickiej lecz nawet ogólnoludzkiej, że czyn zły nigdy nie może zostać wykorzystany i usprawiedliwiony jako środek do dobrego celu.

Po piąte: ani sakrament małżeństwa, ani ostateczny cel danego współżycia (pełny akt sexualny) nie może zmienić moralnego zła w dobro czy uczynić je moralnie obojętnym. Wręcz przeciwnie: wykorzystanie związku małżeńskiego czy tylko aktu małżeńskiego do zaspokojenia nieuporządkowanej żądzy jest grzechem zarówno przeciw danej osobie jak też przeciw sakramentowi. Prawowitość przyjemności zmysłowej w akcie małżeńskim dotyczy wyłącznie aktu zgodnego z naturą, nie każdego aktu czy zachowania między osobami.

REKLAMA / Advertisement

Po szóste: natura ludzka jest ta sama na przestrzeni wieków, począwszy od grzechu pierwszych rodziców, aż do skończenia świata. Dlatego jakikolwiek postęp naukowy czy zmiany kulturowe, cywilizacyjne, światopoglądowe nie mają i nie mogą mieć istotnego wpływu ani na zasady etyczne, ani na nauczanie Kościoła w tak kluczowych i odwiecznych, istotnych dla rodzaju ludzkiego sprawach. Bezpodstawne jest też twierdzenie, jakoby Kościół w jakimkolwiek czasie uległ istotnie wpływom pozachrześcijańskim czy kulturowym. Nauka obyczajów głoszona powszechnie, zwłaszcza przez papieży – czy to bezpośrednio w ich dokumentach, czy pośrednio pod ich okiem i zatwierdzeniem – jest niezmienna i niepodważalna.

Po siódme: rozmywanie nauczania w tej kwestii, czy wręcz negowanie tradycyjnego nauczania Kościoła, jak to czyni o. Knotz, służy i jest elementem składowym ogólnego ataku na zasady etyki nie tylko katolickiej lecz także ogólnoludzkiej. Łatwo jest dostrzec związek tej kwestii z tematem homosexualizmu. Jeśli wyłącza się aspekt natury danego aktu sexualnego, a jego ocenę moralną uzależnia się od kontextu czy ukierunkowania, to według tej metody można usprawiedliwić moralnie także akty homosexualne, które zresztą de facto są co do istoty te same, aczkolwiek odbywają się między osobami tej samej płci. Nie trudno więc zauważyć, że usprawiedliwianie czy wręcz propagowanie aktów wbrew naturze także w małżeństwie nie jest niczym innym jak składnikiem rewolucji sexualnej, dążącej do destrukcji rodziny i społeczeństw.

REKLAMA / Advertisement