REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Płk dypl. Henryk Bagiński: Wojsko Polskie na Wschodzie – cz. VII

322

REKLAMA / Advertisement

Około godz. 24-ej 7-go lipca 1917 r. nieprzyjaciel wszczął nadzwyczaj silny ogień artyleryjski na całym odcinku dywizji. Niemcy rzucali bardzo obficie pociski różnych kalibrów, szczególnie jednak ucierpiały okopy 4-go pułku strzelców oraz sztab, rezerwy i cały odcinek pułku 1-go. 3-ci pułk, prawoskrzydłowy był prócz tego ostrzeliwany intensywnie z miotaczy bomb, które jednak nie dorzucały pocisków. 8-go lipca nieprzyjacielski ogień działowy wszystkich kalibrów wymógł się znacznie. Szczególniej w rejonie 3-go pułku, gdzie strzelano przeważnie pociskami z gazami trującymi. W dywizji nie było wcale masek ochronnych i podręcznych pakietów opatrunkowych.

Działań zaczepnych ze strony nieprzyjaciela nie było, dzień zakończył się rzadkim ogniem karabinowym i działowym na całym odcinku dywizji. W 1-m pułku było zatrutych 2 strzelców, raniony 1. W 3-m pułku 5 zabitych, 12 rannych, zatrutych gazami 21. W 4-m pułku kontuzjowany chorąży Porembski, ranny 1 strzelec. Pomoc sanitarną okazywały nasze oddziały czołowe. Siostry nie mogły się dość nachwalić zuchowatości naszych chorych w porównaniu do żołnierzy rosyjskich, jęczących wiecznie i proszących „wodiczki”. 3 działa czwartej baterii 113 brygady artylerii rosyjskiej zostały zdemolowane. 2-gi pułk strzelców przybył dnia tegoż z Rosochowaćca i wszedł w skład rezerwy dywizji: 1 -szy batalion przy folw. Sieńków, 2-gi batalion na wschodnim krańcu lasu Komarowskiego, 3-ci batalion czasowo w Kozówce.

9 -go lipca znów ogień działowy o wielkim napięciu. Wypadki zatrucia gazami przybierają charakter masowy. Wywiadowcy 3-go pułku przyprowadzili dwóch jeńców, szeregowców 19 pułku landwery austriackiej (54 dywizji) i 32 pułku strzelców. Nasze straty w ciągu dnia: w 1-ym pułku zabitych 4, rannych 2. W 3-im pułku 2 rannych, 1 kontuzjowany, 14 zatrutych gazami. W pułku 4-m kontuzjowany por. Sakowicz i 7 strzelców, ranny I. 10 lipca stan mniej więcej ten sam. Intensywnie ostrzelano sztab pułku 1-go. W ciągu doby ubiegłej, według oficjalnych danych, w l-m pułku 3 rannych i 43 „zaginionych bez wieści. W 2-m pułku lekko ranny ppor. Nadkański. W 3-m pułku 101 ludzi „zaginionych bez wieści”. W pułku 3-m jeden zabity, 5 rannych, 9 „zaginionych”. W nocy l-szy bataljon 2-go pułku z oddziałem karabinów maszynowych Colta podszedł do sztabu 3-go pułku, gdzie zbiegów było stosunkowo najwięcej i położenie stawało się groźnym. W m. Kozow maruderzy z pułków rosyjskich rozpoczęli pogrom sklepów i mieszkań, korzystając z zamieszania, jakie powstało wskutek wysadzenia w powietrze składu pocisków na stacji kolejowej Kozowa. Celny strzał dalekonośny artylerii nieprzyjacielskiej wzniecił pożar wagonu ze słomą, skąd ogień przeniósł się na skład pocisków działowych. Według krążących wersji zniszczono w ten sposób około 600 tysięcy pocisków t.j. cały zapas przygotowany dla ofensywy.

Do Kozowa były wezwane dwa oddziały konnych wywiadowców dywizji, którzy przywrócili porządek i spokój w miasteczku. Odgłos potężnych wybuchów w tyłach głośnym echem odbił się w okopach, lecz ludzie zachowali się wobec tego wypadku spokojnie. Nagle zaniepokoił wszystkich rozkaz, który nadszedł rankiem 10-go lipca, że dywizja schodzi z pozycji. 3-cia Zaamurska dywizja mająca nas zastąpić, odmówiła wszelako posłuszeństwa, toteż przez cały dzień 11 lipca cała Dywizja stała jeszcze w okopach. Straty w ciągu tej doby: ranny telefonista 1-go pułku, zabity 1 strzelec, ranny l i zatruty 1; w 3 pułku—1 żołnierz ranny; w 4-ym ranny jeden żołnierz z oddziału K. M. Colta; w 2-gim pułku dwóch rannych. Dzień przeszedł spokojnie. Rozbito jedno działo rosyjskie na odcinku Dywizji.

Dla ubezpieczenia styczności z 2-gą dywizją Finlandzką przysłano 2 kompanie 6-go pułku Finlandzkiego; szkoła podoficerów tegoż pułku stanęła za stykiem prawoskrzydłowym Dywizji Strz. Pol. W nocy z 11-go na 12-sty lipca dla zluzowania Dywizji Strz. Pol. przyszły 7-y, 9-y i 10-y Zaamurskie pułki. Nocy tej Austriacy kilkakrotnie wszczynali ogień działowy wielkiej mocy w kierunku lasu TopieIiska i okopów na wzgórzach 369 i 411. Strzelały działa różnych kalibrów. Każdy okres ognia trwał do 15 minut. Artyleria rosyjska odpowiadała ogniem zaporowym. Około godziny 1 -ej w nocy na południe od Baranówki zauważono rzadki łańcuch nieprzyjacielski, który rozproszono naszym ogniem karabinowym. Straty polskich pułków: 4-ch rannych i 11-tu kontuzjowanych. Około godz. 3-ej nad ranem 12-go lipca l-y, 2-gi i 3-ci pułk strzelców polskich zostały wycofane z pozycji i przeszły na tyły; pułk 1 -y stanął we wsi Rossochowaciec, 2-gi we wsi Iszczków, 3-ci rozkwaterował się w Bohatkowcach. Sztab dywizji, kompania inżynieryjna, oddziały konnych wywiadowców 1-go i 2-go pułku, oraz karabiny maszynowe 1-go pułku stanęły w Sosnowie nad Strypą. Oddział czołowy i 4-ty epidemiczny w Tudynce. 70-ta czołówka w Chatkach.

„Wracaliśmy z pozycji (pisze ppor. Małagowski ), jak z pogrzebu. Rosyjscy żołnierze, tak niedawno grożący nam kulą w plecy, jeżeli będziemy się bić na froncie, miotali na nas zza płotów’ i węgłów obelgi: „Towaryszczi, kakoj eto połk idiot” — pytali z ironią. Rozjątrzenie mieszało się z goryczą, żądza zemsty z przygnębieniem. Wszystko przeżyte w tak krótkim okresie czasu plotło się w głowie w jeden wieniec — cierpienia. Tydzień temu podziwiano nasz względnie wzorowy porządek, pytano: „Czy to serbska piechota idzie?” Dziś banda maruderów rosyjskich szydziła z tych, których zdradzili koledzy, i którzy oparli się nawet tej pokusie, aby z tego piekła wyrwać się „do domu” … Jakaż wołająca o pomstę do Boga niesprawiedliwość? Oczy mgłą zachodziły. Ale ponad gorycz i przygnębienie, dręczyło nas pytanie: czemu nas z frontu wycofano – i co będzie dalej?”

REKLAMA / Advertisement

* * *

W czasie działań bojowych pozostał tylko pułk 4-ty strzelców polskich, który od 15 lipca został oddany pod ogólne dowództwo dowódcy 3-ciei dywizji Zaamurskiej. Czwartacy nie potrzebowali dowódcy 3-ciej dywizji Zaamurskiej. Czwartacy nie potrzebowali ratować honoru dywizji, bo w- całej dywizji o ten honor dbano. Ale czwartacy zadali żywy kłam temu, co o Dywizji Polskiej mówiono i pisano: pułk 4-ty, nie będąc zluzowanym (bo nikt nie chciał go luzować), pozostał jeszcze 6 dni w okopach, poddał się rosyjskiej komendzie i zaszczytnie spełnił swój obowiązek bojowy. W przeddzień ustąpienia z pozycji, wywiadowcy 4-go pułku w nocy z dnia 16 na 17 lipca natknęli się na nieprzyjacielską placówkę. Austriacy ujrzawszy mały oddziałek (2-ch oficerów i 12-tu strzelców), -poczęli wzywać ich do siebie. Dowódca oddziału wywiadowców’, por. Eugeniusz Słowikowski, rozdzielił ludzi na dwie części i zaczął okrążać placówkę z dwu skrzydeł, jedna część pod dowództwem ppor. Biłgoradzkiego zdradziła swoją obecność, a nieprzyjaciel spostrzegłszy manewr wszczął nieustanny ogień karabinów maszynowych.

Pierwszy padł waleczny por. Słowikowski, ranny śmiertelnie w brzuch na wylot. Wierni towarzysze broni poczęli z wolna odstępować, pełznąc po jasno oświetlonym terenie i wlokąc za sobą dogorywającego dowódcę. Por. Słowikowski, nie utraciwszy przytomności, zdał w okopach skarbowe pieniądze, wydał ostatnie zlecenie i po 2-ch godzinach męczarni życie zakończył. Na mogiłę tego dzielnego człowieka, dobrego kolegi, niezastąpionego towarzysza broni, padło kilka serdecznych łez żołnierskich. Odważny oficer, rzetelny żołnierz – tułacz, zakończył swe sprawy doczesne prawdziwie po żołniersku. Całe niemal jego niedługie, 21-letnie życie, nosiło ten sam charakter mężnego borykania się z losem. Mając niespełna lat 10 stracił oboje rodziców. Pod opieką starszego brata uczył się w gimnazjum w Sandomierzu, gdzie w roku 1914 przeszedł do 7 klasy. Z przyczyn, związanych z wybuchem wojny musiał porzucić naukę i wziął się do pracy zarobkowej, jako dziesiętnik przy budowie okopów. Z chwilą ewakuacji b. Królestwa, jako zdatny do służby wojskowej, musiał wyjechać. W rezultacie, z 50-ma rublami w kieszeni „dowlókł się” do Odessy. W e wrześniu 1915 roku wstąpił do tamtejszej szkoły piechoty, którą w’ styczniu r. 1916 ukończył z dobrym Wynikiem (jako 3-ci z Polaków swego kursu). Przeniósł się natychmiast do Brygady strzelców polskich, gdzie początkowo zaliczony do pułku rezerwowego, został następnie przeniesiony na stanowisko młodszego oficera 4-ej kompanii IV-go batalionu. Liczył się jednak tam tylko fikcyjnie, przyrodzona bowiem fantazja żołnierska ciągnęła go do działalności niezależnej i pomysłowej. Toteż większą część swego czasu i energii w czasie pobytu brygady pod Baranowiczami poświęcał z własnej woli wywiadom w oddziale swego zażyłego kolegi ppor. Michalskiego i „chronicznie go zastępował”, według własnych słów tego ostatniego. 20 czerwca 1916 r. za jakiś lepszy wywiad otrzymał odznakę orderu św. Anny 4 klasy z napisem „za waleczność”, a oprócz tego od Austriaków ręcznym granatem po żebrach. „Bardzo był z tego zadowolony i dumny” mówił jego szef.

Przy oswobodzeniu etatu młodszego oficera w oddziale wywiadowców, został ppor. Słowikowski na to miejsce przeniesiony (w sierpniu), a w końcu listopada tegoż roku objął jego dowództwo i dosłużył się stopnia porucznika w lutym 1917 r. Oprócz wspomnianego czerwonego temblaka, zdobył order św. Stanisława 3-ej klasy za okres służby. „Podaję garść szczegółów z życia tego walecznego oficera, pisze ppor. Małagowski, jako przyczynek do studiów, które może ktoś kiedyś o polskich oficerach w Legionie w Rosji prowadzić będzie. Myślę, że tacy oficerowie, jak ś.p. Słowikowski, znajdą zawsze sąd i opinię przychylną i do wieńca dobrej naszej sławy kwiat głogu wplotą. Cześć Twojej pamięci kochany kolego! Niech Ci będzie lekką ta ziemia, którą ofiarnie krwią swoją zmazałeś. A wierzby, co na prochach Twoich rosną, niech ci wyszepczą tajemnicę przyszłych losów tej sprawy, której służyłeś wiernie. Bądź pewny, że nie zapomnimy o Tobie i wieść z Wolnej Ojczyzny prześlemy”.

Płk. Henryk Bagiński

—————–
Pułkownik Henryk Bagiński „Józef Chłopski”, „Józef Jaszczurski” (1888 – 1973) był historykiem wojskowości, inżynierem, instruktorem harcerskim. Od 1914 r. działał w Lidze Narodowej. Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się ochotniczo w stopniu podporucznika do Legionu Puławskiego przy armii rosyjskiej, później do 1 Dywizji Strzelców Polskich. Po rewolucji lutowej i obaleniu caratu, w kwietniu 1917 roku założył w Kijowie Polską Ligę Wojenną Walki Czynnej[3]. Po przewrocie bolszewickim (rewolucji październikowej) znalazł się w I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego, zaś po jego rozwiązaniu 21 maja 1918 – na Kubaniu w 4 Dywizji Strzelców Polskich gen. Lucjana Żeligowskiego, w której, w stopniu kapitana, dowodził samodzielną kompanią inżynieryjną. W czasie II wojny światowej służył jako zastępca Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej od listopada 1939 do stycznia 1940 r., a potem jako szef Sztabu Komendy Głównej ZWZ od listopada 1939 roku do stycznia 1940 roku.

REKLAMA / Advertisement