Warszawa już za kilka lat! Gdyby wierzyć kandydatom na urząd prezydenta...

Witowski: „Pięciolatka” Jakiego, czyli co jeszcze mogą Wam obiecać… za Wasze pieniądze

334

Kampania wyborcza wkroczyła w decydującą fazę. Impet, z jakim dwaj główni pretendenci do fotela prezydenta Warszawy jeszcze do niedawna agitowali, wyraźnie osłabł. Pula pomysłów opolanina, nominata z partyjnego nadania oraz jego głównego kontrkandydata, gwaranta kontynuowania kursu Hanny Gronkiewicz-Waltz, czyli „polityki ciepłej wody”, powoli się wyczerpuje.

Obaj panowie obiecali już niemalże wszystko, wszakże swą kampanię rozpoczęli na wiele miesięcy przed oficjalnym ogłoszeniem początku kampanii. A że dzień bez rzucenia porcji kiełbasy wyborczej mediom, to przecież był i jest dzień stracony! Cóż to nie powstanie w Warszawie, ileż to oni linii metra nie wybudują! Słysząc pana Jakiego mam przed oczami PRL-owskie kroniki filmowe, w których dumny narrator zapowiada jakże ambitne plany kilkuletnie. Tyle, że zamiast wzrostu produkcji stali i wydobycia węgla, mamy wyścig na budowę kolejnych linii metra czy nawet dodatkowych dzielnic. Wszystko pięknie, tylko… za co?! Zadłużenie Warszawy sięga ponad pięć miliardów złotych. Czy obu panów liczba ta interesuje? Wątpliwe, a przynajmniej nie na etapie kampanii wyborczej. I w tej kwestii zdroworozsądkowym podejściem wykazuje się Marek Jakubiak, który chce uczynić ze stolicy „przedsiębiorcze miasto”. Spojrzenie nowatorskie i z pewnością wybijające się, szczególnie w zetknięciu z wizjami kandydatów Zjednoczonej Prawicy i Platformy Obywatelskiej.

Wszyscy jednak wiemy, że łatwo się mówi, a trudniej robi. Jak miasto miałoby zarabiać? Ano na przykład poprzez emisję obligacji, uruchomienie banku komunalnego czy nawet wprowadzenie lokalnej waluty. Poprzez wspieranie nowo powstającej, drobnej przedsiębiorczości. Pomysły kandydata Kukiz’15 są naprawdę interesujące i godne rozważenia. Mnie osobiście najbardziej spodobało  się podejście i przekaz Marka Jakubiaka do warszawiaków – nie jak do durni, którym wszystko i w każdych ilościach można obiecać, a oni mają to „łyknąć”, bo kierują się wyłącznie roszczeniowością, ale jak do rozsądnych i świadomych sytuacji ludzi. Niestety, wolnorynkowe hasła, od dawien dawna zmonopolizowane w przekazie przez Janusza Korwin-Mikkego, mocno straciły na sile przebicia. Tym bardziej, że „warszawska” oferta ikony polskiego ruchu konserwatywno-liberalnego, jest po prostu skrajnie aspołeczna. Postulat likwidacji tramwajów, to dobrowolne polityczne samobójstwo. Skompromitowana w oczach społeczeństwa przez rzeczonego lidera „ruchu wolnorynkowego” idea, którą najprościej wyrazić w haśle „mniej Ci damy, ale więcej zostawimy”, nie zaskarbia sobie sympatii społeczeństwa.

Dlatego też obawiam się, że nasz portfel po październikowej elekcji czeka dalsza, jeszcze bardziej agresywna dieta, wymuszona koniecznością realizacji niektórych kosztownych zapowiedzi. A rząd z pewnością będzie chciał przed przyszłorocznymi wyborami zaimponować społeczeństwu swoją szczodrobliwością i hojnością (czyli transferując środki w różnorakich podatkach z naszych kiszeni)… Dlatego gorąco zachęcam Czytelników, by dwa razy się zastanowili, czy 21 października warto zagłosować na tych, którzy obiecują cuda na kiju, za których realizację zapłacimy my wszyscy!

Daniel Witowski – lat 28, rodowity warszawiak, związany z ruchem Kukiz’15 od 2015 r. Asystent społeczny posła Tomasza Rzymkowskiego i lider warszawskiego Klubu Młodych K’15. Z wykształcenia magister nauk politycznych w specjalizacji administracja publiczna. Zwolennik przyjaznego obywatelom „państwa minimum”, debiurokratyzacji i rozwoju partnerstwa publiczno-prywatnego.

materiały wyborcze

materiały wyborcze