REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Olbrzymie kolejki, przepychanki i tłumy ludzi. Podlaski Urząd Wojewódzki oblężony przez cudzoziemców.

467

Trudno uwierzyć w to, co dzieje się w i pod Podlaskim Urzędem Wojewódzkim. Tłumy cudzoziemców prześcigają się w walce o załatwienie swoich spraw w tej instytucji. Dochodzi do przepychanek, ludzie koczują po kilkanaście godzin w samochodach, kolejki nie mają końca, a petentów przybywa.

Jak informuje portal Wirtualna Polska, pani Iza Post-Tarasewicz wraz z mężem – Amerykaninem, który mieszka od pięciu lat w Polsce i ubiega się o stały pobyt w naszym kraju próbowała załatwić swoje sprawy w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim.

REKLAMA / Advertisement

– Przyjechaliśmy do urzędu w piątek. Nikt nas nie przyjął do godz. 15. Z grupą osób, które czekały w tej kolejce, a nie zostały przyjęte, zrobiliśmy listę – opowiada pani Iza. Razem z mężem wróciła do urzędu w poniedziałek. – Przyjechaliśmy o 6 rano, godzinę przed otwarciem. Już była ogromna grupa ludzi – stało ich blisko 20. Później okazało się, że ogółem w kolejce było 50 osób. Wszyscy czekali w samochodach i namiotach – mówi kobieta.

Urząd nie posiada biletomatu, który pomógłby zaprowadzić porządek w kolejkach i ludzie zmuszeni są do koczowania w i przed budynkiem. Wnioski przyjmuje zaledwie dwoje urzędników, a liczba petentów sięga kilkudziesięciu osób. W takiej sytuacji często puszczają nerwy i dochodzi do aktów agresji.

– Kiedy pokazałam listę z piątku, na której był mój mąż i ludzie z Indii, Meksyku i Egiptu, Białorusini i Ukraińcy zareagowali agresją. Doszło do szarpaniny, ochrona musiała wezwać policję – dodaje pani Iza.

REKLAMA / Advertisement

– Walczyłam o dwóch chłopaków z Egiptu i Indii. Oni czekali od środy, spali w namiocie przed urzędem. Weszłam z tym studentem z Egiptu, byłam tłumaczem, udało się. Chłopak z Indii mówił, że ma cukrzycę, nie miał już siły czekać. Kiedy chciał wejść do pokoju, Ukrainka lub Białorusinka chwyciła go za plecak i siłą wyciągnęła z kolejki. Ochrona musiała błagać resztę, by go dopuszczono do urzędnika – relacjonuje kobieta.

– My się też nie doczekaliśmy. Byliśmy tam z mężem dziewięć godzin. Ostatecznie wysłaliśmy wniosek pocztą, co doradziła mi jedna z urzędniczek. „Pani nie wygra z Białorusinami” – mówiła. Urzędnicy są bezsilni, nie mają narzędzi do tego, żeby sobie z tą sytuacją poradzić – relacjonuje.

Przedstawiciele urzędu tłumaczą się coraz większą liczbą interesantów, wręcz lawinowo rosnącą w ciągu trzech ostatnich lat.

– Wiemy, jak sytuacja wygląda. Z roku na rok przybywa nam interesantów – mówi WP Anna Idźkowska, rzecznik prasowa Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego. – W 2015 mieliśmy złożonych 978 wniosków. W 2016 tych wniosków było 1415. W 2017 – 2854. Podwójnie zwiększyła nam się ich liczba – mówi rzecznik.

Mimo, że w wydziale ds. cudzoziemców zatrudnionych jest 14 urzędników, to przyjmowaniem zajmują się tylko dwie osoby. Rzecznik mówi, że nie ma możliwości przesunięcia większej liczby pracowników urzędu ze względu na fakt rozpatrywania złożonych wniosków, którymi urzędnicy również się zajmują. Urząd obecnie zajmuje się likwidacją stołówki i na jej miejscu ma powstać kolejny punkt obsługi interesantów; mają tam pracować dwie dodatkowe osoby, a także planowane jest zainstalowanie biletomatu, co pomoże rozładować olbrzymie kolejki.

za: wp.pl

REKLAMA / Advertisement