REKLAMA / Advertisement

Reklama /Advertisement

Nie idealna, ale coraz lepsza – „Korona królów” oczami konsultanta historycznego

233
„Koronie królów” już od emisji pierwszego odcinka zarzucano nieścisłości historyczne. Czy królowa Jadwiga poprawnie odmówiła „Zdrowaś Maryjo”? Czy w serialu mogą pojawić się różowe szaty? Dlaczego bohaterowie używają takiego, a nie innego języka? O to wszystko zapytaliśmy dr hab. Bożenę Czwojdrak, która zdradziła nam kulisy powstawania serialu z punktu widzenia konsultanta historycznego.

Paweł Czechowski: Kiedy umawialiśmy się na tę rozmowę, napisała Pani, że faktycznie warto by było wyjaśnić masę rzeczy w obliczu tego, co się dzieje. Co więc takiego się dzieje i co miała Pani na myśli?

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Bożena Czwojdrak: Telenowela „Korona królów” wzbudziła nie tylko ogromne emocje, ale też wiele dyskusji. Zwłaszcza dyskusji na tematy historyczne. Mam wrażenie, że czytam recenzje rozprawy naukowej, a nie wypowiedzi artystycznej, co mnie jednak dziwi. Nikt nie obiecywał, że „Korona królów” będzie ekranizacją podręcznika, przeciwnie – raczej i też nie najszczęśliwiej – podsuwano porównania z „Grą o tron”. Telenowela TVP nie jest ani jednym, ani drugim, a zarzuca się jej to, że nie jest i jednym i drugim zarazem: megaprodukcją ze smokami i akademicką rozprawą.

Jako konsultant historyczny napisanych odcinków scenariusza dbam o to, by opowieść nie stawała w sprzeczności z podstawowymi faktami historycznymi i nie odbiegła zanadto od realiów epoki. Taka jest moja rola. Podsuwam autorom źródła, z których korzystają. Dzięki temu wskrzesiliśmy w otoczeniu Kazimierza Wielkiego postaci, o których mówi się bardzo rzadko, albo wcale. By użyć słów Jana Długosza „w pamięci zakrzepłe i śpiące w ciemności”.

REKLAMA / Advertisement

P. Cz.: Stroje pokazywane w „Koronie” zebrały wiele krytyki. Czy jako konsultant naprawdę nie miała Pani na nie żadnego wpływu?

B.Cz.: Dostaję do konsultacji teksty, a nie tkaniny. Jeśli autorzy zapytają, jaką bieliznę nosi królowa, bo jest to potrzebne do opisu w scenie, wtedy odpowiadam albo odsyłam do źródeł. Gdybym zobaczyła w tekście, że „kanclerz Zbigniew ze Szczyrzyca wkłada dżinsy”, to bym protestowała. Natomiast gotowe kostiumy widzę na aktorach – w nakręconych odcinkach, razem z widzami. Poza tym chcę podkreślić, że dołączyłam do pracy nad „Koroną królów” dopiero na pewnym etapie. Dekoracja stała gotowa, a i kostiumy były uszyte. Warto też podkreślić, że przy nich pracują wybitni specjaliści z ogromnym doświadczeniem przy filmach historycznych. A na etapie przygotowań do produkcji pracował przy tym projekcie inny konsultant.

P. Cz.: Dlaczego więc to Pani figuruje w napisach końcowych jako konsultant ds. historycznych już od pierwszego odcinka, a nie poprzednicy?

B.Cz.: To sprawa ustaleń między pozostałymi historykami a produkcją. Im należałoby zadać to pytanie.

P. Cz.: Będąc przy błędach, przychodzi mi na myśl od razu pierwsza scena w serialu. Królowa Jadwiga odmawia „Zdrowaś Maryjo”. Zarzutem w tym przypadku jest to, że królowa nie mogła znać modlitwy w takiej wersji, jak to przedstawiono.

B.Cz.: Wrzawa wokół tej modlitwy jest świetnym punktem wyjścia do dyskusji nad tym, jak trudno współczesnemu widzowi wyobrazić sobie rzeczywistość sprzed druku i sprzed powszechnej dostępności pisma. Zarzucać, że Jadwiga nie mogła znać „Ave Maria”, bo oficjalną formułę zapisano długo później, to trochę tak jakby twierdzić, że Grecy nie znali „Odysei”, nim nie została wpisana do kanonu lektur szkolnych. Chcę też podkreślić, że nie jestem jedynym historykiem pracującym przy tym serialu. Na facebookowym profilu „Korony królów” pojawił się długi post autorstwa konsultanta do spraw liturgii, kolegi z Wrocławia, wyjaśniający tę sprawę.
Powtórzmy: fakt, że ta modlitwa została u nas zapisana dopiero w 1475 roku nie oznacza, że nie znano jej wcześniej. Bardzo mocno propagowali ją franciszkanie, a ponieważ Jadwiga przez swojego ojca była z tymi zakonnikami w pewien sposób związana, mogła ją bez problemu znać. Samo „pozdrowienie anielskie” pochodzi przecież z Ewangelii. W świecie zdrowego rozsądku takie wyjaśnienie by wystarczyło, aby sprawa została zamknięta. W mediach jest inaczej. Do tej pory sądziłam też, że wszyscy Polacy znają się na medycynie i polityce, teraz okazało się, że znają się także świetnie na średniowieczu. (śmiech).

B.Cz.: W dużej mierze tak. Źródła są skąpe, ale za to barwne. Nie mamy sposobu na to, by dokładnie opowiedzieć, jak przebiegał każdy dzień życia władcy i jego dworu w XIV wieku. Interpretujemy to, co jest dostępne. Warto też podkreślić, że przecież nie ma jednej modelowej historii Polski Piastów. A kto czyta komentarze do „Korony królów” mógłby odnieść wrażenie, że przymierzają one telenowelę do jakiegoś standardowego wykładu historii Polski. Obawiam się zresztą, że jego autorem jest Internet, na którym nie zawsze można polegać.

REKLAMA / Advertisement

Podam przykład: na jednym z portali rozgorzała dyskusja o kształcie korony królowej Jadwigi. Zarzucano, że nie powinna być ona zwieńczona kabłąkiem. Tymczasem znamy kształt tej korony, między innymi z obrazu Baciarellego, bo ten miał jeszcze szansę zobaczyć oryginał, oraz na podstawie źródeł pisanych, potwierdzających, że kolejne królowe były koronowane koroną żony Łokietka. Insygnia musimy odtwarzać – jak warszawską starówkę – z dokumentów i obrazów, gdyż Prusacy w czasach zaborów wszystkie przetopili. Za to na Wawelu do dziś można obejrzeć miecz koronacyjny Łokietka, który pojawia się w „Koronie królów”. Nie wiemy wszystkiego, ale trochę skarbów się zachowało i warto je pokazać.

P. Cz.: Czy jest w planie włączenie Pani opinii jako konsultantki ds. historycznych do kwestii strojów czy scenografii, czyli najbardziej drażliwych kwestii?

B.Cz.: W tym momencie byłoby to dosyć trudne. Stroje już są, więc trudno je zmienić. Poza tym, przypomnę, przy serialu pracuje całe grono profesjonalistów.

P. Cz.: Spotkała się Pani z niepochlebnymi opiniami wycelowanymi wprost w Panią?

B.Cz.: Oczywiście. Nie ma tu dworskiej etykiety, rycerskiego kodeksu ani reguł akademickiej debaty, do jakich przyzwyczajony jest mediewista.

P. Cz.: „Korona królów” jest reklamowana jako telenowela, ale jednak telenowela historyczna. Mam wrażenie, że na tą historyczność był postawiony bardzo mocny akcent, a teraz następuje próba wycofania się z tego, bo jak się okazało, pewnych spraw nie można przełożyć na ten gatunek.

B.Cz.: To jest pierwsza historyczna telenowela i do tego pierwsza jakakolwiek produkcja, poświęcona średniowieczu od wielu lat. Jak to wychodzi i jak będzie wychodzić – widzę dopiero teraz, bo znałam tylko scenariusze – gotowe odcinki oglądam razem z widzami.

P. Cz.: A jak to wychodzi? Dobrze czy źle?

B.Cz.: W pierwszym dniu emisji hasło „Kazimierz Wielki” przebiło w liczbie wyszukiwań w Internecie np. hasło „Kamil Stoch”, który wygrywał zawody Turnieju Czterech Skoczni. Tego się chyba nikt nie spodziewał. Być może dzięki telenoweli pewne postacie historyczne będą lepiej zapamiętane.

P. Cz.: Ryt, w jakim odbywają się wszelkie wydarzenia religijne w serialu zdaje się nie pasować do tej epoki. To nie jest przeoczenie samo w sobie, tylko skrót fabularny i próba przełożenia na prostszą wersję dla telenoweli?

B.Cz.: Podkreślę znowu, że umowność w telenoweli jest koniecznością. Natomiast dopiero pokazanie ludzi średniowiecza bez rytuałów, modlitw i nabożeństw byłoby przeoczeniem. Często pada też zarzut, że bohaterowie są „zbyt czyści”. Proszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że główne sceny dzieją się na zamku, więc trudno, by ich szaty były ubrudzone w ekskrementach. Nie będą mieć brudnych paznokci i czarnych zębów. Choć i takie postaci – niedomyte i szczerbate – występują w produkcji.

Pojawiał się także zarzut o zbyt kolorowe stroje. Wydaje mi się, że taka jest konwencja telenoweli – przedstawienie bohaterów w sposób barwny. Choć także mi – jako historykowi – nie pasują wszystkie kolory strojów, rozumiem taki zabieg artystyczny. Ale jak czytam, że lasy, w których toczyła się akcja jednego z odcinków, są sztuczne i nie było takich w średniowieczu, to już mogę się tylko śmiać.

P. Cz.: Rozumiem, że w otrzymywanym przez Panią scenariuszu nie ma w ogóle żadnego wspomnienia o tym, jak wyglądają szczegóły scenografii i strojów?

B.Cz.: Scenariusz to wydarzenia i dialogi. Ja dostaję jedynie informację tego typu: na Annę wkładana jest suknia – i to cały opis. Jak już wspomniałam, kostiumy i scenografia zostały przygotowane wcześniej.

P. Cz.: Po co więc twórcom serialu konsultant historyczny, skoro nie ma Pani dostępu do scenografii i strojów, a Pani uwagi i koncepcje mogą zostać dla wygody skrócone? Przez to nawarstwiają się przecież błędy.

B.Cz.: Zostałam zatrudniona jako konsultantka scenariusza i za niego mogę brać odpowiedzialność. Praca w takim tempie i w tak wielkim zespole jest skazana na wpadki i nieporozumienia, ale staramy się je stopniowo eliminować. Ponadto w telenoweli konwencja opiera się głównie na intrygach i romansach, a w „Koronie” funkcjonują przecież i elementy historyczno-polityczne, np. zjazd w Wyszehradzie. W tym wypadku przekazywałam informacje o tle historycznym, ale także o tym, kto w takim zjeździe mógł uczestniczyć, jakie były jego postanowienia, jak to powinno wyglądać itd. Ponadto wykorzystuję moje badania nad dworami monarszymi w średniowiecznej Polsce, wyjaśniam sprawy z jego funkcjonowaniem, mechanizmami działań itd. Czasami sugeruję sama użycie jakiegoś detalu.

P. Cz.: Mój redakcyjny kolega zwrócił uwagę, że w scenie turnieju rycerze nie stają do walki w szrankach, tylko walczą na ubitym polu…

B.Cz.: Katedry wawelskiej też nie mamy.

P. Cz.: Wspomniała Pani, że nie jest jedyną konsultantką…

B.Cz.: Tak, na przykład kolega zajmuje się sprawami liturgicznymi.

P. Cz.: A co z innymi elementami?

B.Cz.: Są konsultanci do spraw językowych, jest konsultant do spraw jeździectwa, konsultant od muzyki, od uzbrojenia… Dlaczego nie odpowiadam za wszystko? Bo np. na uzbrojeniu się nie znam, więc nie mogę się tym zajmować.

P. Cz.: Mam jednak wrażenie, że nad pewnymi rzeczami nie pochylał się nikt, albo doszło do maksymalnych uproszczeń. Choćby używanie barwników syntetycznych, jak tego różowego przy welonie Aldony Anny.

B.Cz.: Barwnik różowy jak najbardziej funkcjonował w średniowieczu. Jest to widoczne na ówczesnych rycinach. Całkiem niedawno była zresztą dyskusja wokół tego zarzutu na fanpage’u serialu na Facebooku, gdzie koledzy prowadzący tę stronę zamieścili wizerunki ze średniowiecznych manuskryptów i były tam widoczne różowe szaty.

P. Cz.: Nie uważa Pani, że „Korona królów” jest źle tworzona pod względem organizacyjnym?

B.Cz.: Nie miałam z tym wcześniej żadnych doświadczeń więc nie mam żadnego porównania. Osobiście twórców i realizatorów podziwiam za to, jak wiele elementów umieją zestroić jednocześnie, jak wiele muszą opanować, by powstało to, co widać na ekranie. Komentatorzy skupiają się na tym, co kuleje, ale widzowie doceniają pracę ekipy. Mediewiści spędzają większość życia w archiwach, wśród bardzo starych dokumentów a bohaterowie, którymi się zajmujemy, nie żyją od kilkuset lat. Bohaterami „Korony królów” żyją od ponad dwóch tygodni wszystkie media.
Wracając jednak do tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej. W święta obejrzałam sobie „Potop”, który zresztą bardzo lubię. I tam Kmicic również cały czas biega w śnieżnobiałej koszuli. Podobnie obejrzałam ostatnio wszystkie odcinki „Czarnych chmur”. Gdyby ten serial powstał w dobie Facebooka, nie zostałaby na nim sucha nitka. U panny starościanki znalazłam zegarek na ręce.

Co do „Korony”: błędy będą się zdarzać, ale cała ekipa także cały czas się uczy. Scenariusze są coraz lepsze, co widać też na ekranie przy kolejnych odcinkach. Zespół literacki ma mnóstwo ciekawych pomysłów i nasza współpraca układa się bardzo dobrze. Nie twierdzę, że „Korona królów” jest idealna, bo na pewno taka nie jest, ale jest coraz lepsza i to jest najważniejsze.

P. Cz.: Ogląda Pani serial z przyjemnością, czy raczej z poczucia obowiązku?

B.Cz.: Nie ma tam dla mnie niespodzianki, bo wiem, co będzie dalej i jak się to skończy, ale jestem bardzo ciekawa, jak scenariusz zostaje przełożony na efekt końcowy. Z poczucia obowiązku też: aby wyłapać jakieś niepotrzebne błędy i przekazać ekipie, by wyeliminowali je w dalszych częściach.

P. Cz.: Chciałbym zapytać jeszcze o język. Rozumiem, że nikt nie chciałby słuchać zbyt długo staropolszczyzny, ale pojawia się często zarzut, że język w serialu jest aż nazbyt współczesny.

B.Cz.: Gdyby w serialu używano XIV-wiecznego języka, to nikt by go nie zrozumiał, ani składni, ani wyrazów. To, co ludzie uważają za tzw. „język dawny”, to przecież jest Sienkiewicz. A w takim „Potopie” wszyscy mówią językiem Sienkiewicza, nie językiem epoki. Gdyby było inaczej, to dzieło także byłoby niezrozumiałe.

P. Cz.: Jaką funkcję spełnia „Korona królów”? To tylko kolejna telenowela, czy coś, co ma zainteresować Polaków historią lub w jakiś sposób odwoływać się do patriotyzmu?

B.Cz.: Kazimierz był świetnym gospodarzem, bardzo dobrym dyplomatą, ale także, jak pisał o nim Jan z Czarnkowa: „(…)w sobie był lubieżny, jako mąż wysokiego rodu hojnie przez naturę uposażony”. Starano się w odcinkach pokazać wszystkie elementy jego życia. Należy też przy tym pamiętać, że obejmując tron on w zasadzie napotyka pusty skarb królestwa. Zaczyna tworzyć dwór, za jego rządów także następuje proces integracji ziem polskich, budowania gospodarczej potęgi.

Chciałabym, aby ten serial zmienił podejście do władców i ludzi tamtego okresu. Patrzymy na nich z naszej perspektywy i nie myślimy o tym, że to byli tacy ludzie jak my, wprawdzie bez komórek i bez komputerów, ale z takimi samymi uczuciami i podstawowymi problemami, z jakimi i my się borykamy. Tak samo się kłócili, kochali i nienawidzili. Królowie nie siedzieli całymi dniami na tronie i schodzili z niego tylko w celach spłodzenia primogenitury oraz z powodu wojen. Poza problemami związanymi z władzą, mieli także i te osobiste. Bardzo bym chciała, aby tak też ich zaczęto postrzegać.

P. Cz.: A jeśli odbiorcy zapamiętają coś z błędów, które występują w serialu?

B.Cz.: Ach, to już jest sytuacja, która pojawia się przy każdym historycznym filmie czy serialu. Większość kojarzy, że był ktoś taki jak Jan Skrzetuski, choć pierwowzór tej postaci wcale nie miał na imię Jan. Wszyscy znają dokładny życiorys Kmicica, choć nie mamy podstaw by twierdzić, że ów istniał. Ponadto nie chcę, aby ludzie na bazie telenoweli uczyli historii, bo to nie jest podręcznik, ale jeśli zainteresują się średniowieczem, sięgną po coś więcej niż Wikipedię aby pogłębić swą wiedzę, to będę bardzo zadowolona. Zachęcam też do czytania „Kart Historii” na fanpage’u „Korona królów” . Równolegle z emisją umieszczane są tam ciekawostki obyczajowe, opisy postaci historycznych, punkty odniesienia dla wydarzeń, które widz śledzi w kolejnych odcinkach.

P. Cz.: Tu pojawia się też kwestia występowania w „Koronie” postaci fikcyjnych…

B.Cz.: Tak, oczywiście, takie też są. Zachowanie postaci autentycznych staraliśmy się w miarę możliwości pokazywać w sposób, który mógłby rzeczywiście mieć miejsce. W przypadku bohaterów fikcyjnych mieliśmy większą dowolność, w ramach realiów historycznych oczywiście. Proszę sobie przy tym wyobrazić, że w pół roku realizowanych jest 60 odcinków, to niezwykłe tempo.

P. Cz.: Czy nie jest właśnie zbyt szybkie?

B.Cz.: Przy telenowelach podobno tak jest. Zapewne przy serialu innego typu wyglądałoby to inaczej.

P. Cz.: Ma Pani dostęp do scenariuszy jeszcze niewyemitowanych i tworzących się odcinków. W którą stronę pójdzie „Korona królów”?

B.Cz.: Opowieść się rozkręca. Kolejne odcinki są ciekawe, jest sporo interesujących wydarzeń historycznych. Wyszehrad, obrady w Warszawie, rozwija się systematycznie konflikt Kazimierza z biskupem Grotem.

P. Cz.: Czy „Korona królów” to dobry serial?

B.Cz.: Po 10 odcinkach wydaje mi się, że jest lepsza z odcinka na odcinek.

za: Portal historyczny Histmag

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska<

REKLAMA / Advertisement