REKLAMA / Advertisement

Reklama /Advertisement

Mocne świadectwo wolontariuszki: „Afrykanie nie staną się tacy jak my, tylko dlatego że ich przyjmiemy” [WIDEO]

607
Karin McQuillan, stała publicystka portalu „American Thinker” pisze o swoich doświadczeniach z wolontariatu w Afryce. Jej tekst zatytułowany jest „Czego się nauczyłam w Korpusie Pokoju w Afryce: Trump ma rację”. Korpus Pokoju (Peace Corps) to federalna agencja amerykańska z siedzibą w Waszyngtonie, powołana do życia w marca 1961 r. z inicjatywy prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

Korpus służy pomocą słabiej rozwiniętym krajom w zaspokajaniu potrzeb technicznych przy współpracy wykwalifikowanych kadr amerykańskich wolontariuszy oraz propaguje w tychże krajach wiedzę o Stanach Zjednoczonych i Amerykanach.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

– Trzy tygodnie po studiach poleciałam do Senegalu w Afryce Zachodniej, aby prowadzić ośrodek kulturalny w wiejskim miasteczku. Życie było spokojne, bez żadnych niebezpieczeństw, z wyjątkiem zdrowotnych. To niebezpieczeństwo było znaczące z powodu jak je określił lekarz Korpusu – „fekalizacji środowiska” – pisze Amerykanka. – W prostych słowach: g… jest wszędzie. Ludzie wypróżniają się na otwartym terenie, a kał jest rozdmuchiwany przez wiatr – na ciebie, twoje ubrania, jedzenie, wodę. Ostrzeżono nas w pierwszym dniu treningu: nie tykajcie się nawet wody. Ludzki kał przenosi pasożyty, które przenikają przez skórę i powodują niewydolność narządową.

– Nigdy w najśmielszych snach nie wyobrażałabym sobie, że kilka dziesięcioleci później liberałowie (w USA to słowa oznacza nie tylko liberałów, ale przede wszystkim lewicę) będą wciskać nam kłamstwo, że cywilizacja zachodnia nie jest lepsza od krajów trzeciego świata. Albo że mogą uczyć dwa pokolenia naszych dzieci, że kochanie własnej kultury i chęć jej zachowania to rasizm – kontynuuje swoje wspomnienia. – Ostatnim razem, gdy byłam w Paryżu, widziałam piękną Afrykankę w wielkim boubou (tradycyjna tunika noszona w Afryce Zachodniej – przyp.red.), która pomagała swojemu dziecku wypróżnić się na chodniku przy katedrze Notre Dame. Francuski oficer policji, stojący dziesięć kroków od niej, odwrócił głowę udając że tego nie widzi.

REKLAMA / Advertisement

– Senegalczycy są muzułmanami, mają do czterech żon. Dziewczynkom odcina się łechtaczki w okresie dojrzewania. Byłam tego świadkiem, bo myślałam że to będzie miła ceremonią zbliżona do bierzmowania lub bar micwy. Seks, jak mi powiedziano, nie obejmował całowania. Miłość i przyjaźń w małżeństwie są uważane za zachodnie ideę. Wierność nie istnieje. Kobiety zamężne będą uprawiały seks za kilka groszy, aby mieć pieniądze na zakupy (…) Kobiety zapracowywały się niemal na śmierć. Żony zdobywały jedzenie i karmiły dzieci, wykonywały wszystkie ciężkie prace …. żyły we własnych chatach i czekały na wizyty małżeńskie swoich mężów na zasadzie rotacji z innymi żonami. Ich mężowie całymi dniami leniuchowali w cieniu drzew – opisuje stosunki społeczne w kraju, w którym pracowała. – Jednak rodzina była kluczowa dla ludzi w sposób, którego Amerykanie nie potrafią zrozumieć. Dziesięć przykazań nie było tu znane. System wartości był dokładnie odwrotny. Masz prawo ukraść wszystko, co możesz aby dać to swoim krewnym. Jest kilku Afrykanów ulegających wpływom Zachodu , którzy próbują zbuntować się przeciwko systemowi. Nie udaje im się. Kleptokracja rozciąga się na całe społeczeństwo. Moje miasto miało klinikę medyczną zbudowaną przez międzynarodowe agencje. Leki były kradzione przez pracowników medycznych i sprzedawane w lokalnym sklepie. Jeśli byłeś chory i nie miałeś pieniędzy, umierałeś. To było normalne.

– Moje miasto było pełne młodych mężczyzn, którzy nic nie robili. Czekali na pracę rządu. Nie było żadnego prywatnego biznesu, ze względu na powszechną biurokrację i kleptokrację. Im więcej tam pracowałam i odwiedzałam urzędników rządowych, nie robiących absolutnie nic, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że nikt w Senegalu nie miał pojęcia, że ​​praca to praca. Praca jest czymś danym przez krewnego. Zapewnia miejsce, w którym kradniesz wszystko, by oddać je rodzinie – pisze McQuillan i podsumowuje. – Dlaczego więc mielibyśmy przywieźć tutaj do nas Afrykę? Ludzie spoza Europy Zachodniej nie stają się w cudowny Amerykanami przybywając po prostu do naszych brzegów z wizą w paszporcie. (…) Problemy Afryki pogłębia nasza pomoc. Senegal jest pełen inteligentnych, zdolnych ludzi. W końcu rozwiążą oni problemy swojego kraju. Zrobią to na swoich warunkach, a nie na naszych. Rozwiązaniem nie jest jednak sprowadzanie tu Afrykanów.

za: americanthinker.com

REKLAMA / Advertisement