REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Kubań: Jak uchronić demokrację przed… demokratycznie wybranymi politykami, czyli nowozelandzkie reformy antyetatystyczne.

208

Demokracja pośrednia jako system ma podstawową wadę: prowadzi do socjalistycznego etatyzmu. W wyborach do sprawowania władzy wygrywają ci, którzy hojnie obdarzają przywilejami wybrane grupy społeczne. Najważniejszym przywilejem, o którym marzy prawie każdy, jest etat na dobrze opłacanym stanowisku w firmie państwowej. W tych bowiem firmach wymaga się mniej, a pensja jest stała i nie zależy od wyników pracy. Rządzący rozbudowują więc ten sektor, a zatrudnieni w nim dalej głosują za takim modelem rządzenia, a to napędza dalszy wzrost etatyzmu. Coraz więcej osób dobrze zarabia, również jednak produktywność coraz większej liczby osób maleje.

Do roku 1990 Polska była krajem, w którym firmy były wyłącznie państwowe i prawie każdy, z nielicznymi wyjątkami, pracował na państwowym etacie. Jednym słowem: żyć nie umierać – marzenie każdego socjalisty. A jednak kraj zawalił się gospodarczo. W pewnym momencie nie było nawet co jeść i rządzący wprowadzili kartki żywnościowe. Socjalistyczna Polska nie była w stanie wyżywić swego własnego narodu – ludzie po prostu nie wytwarzali potrzebnych im dóbr, choć większości z nich wydawało się, że ciężko pracują. Taka to już jest natura socjalizmu – wspaniałe intencje i piękne deklaracje, ale nieubłagany spadek produktywności, prowadzący do katastrofy gospodarczej. Onegdaj socjalizm powalił na kolana Polskę i Związek Radziecki, największy kraj na świecie, a teraz zniszczył Wenezuelę.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Mało kto wie, że o mały włos nie doszło do bardzo podobnej sytuacji w, leżącej ponad 17 tys. km od Polski, Nowej Zelandii. Przy czym o ile w Polsce socjalizm został siłą narzucony z zewnątrz, o tyle Nową Zelandię wpędzili weń Nowozelandzcy politycy wybierani w demokratycznych wyborach.

Czy politycy mogą działać na szkodę swego własnego kraju? Jak najbardziej, mnóstwo jest na to dowodów. Za rządzenie biorą się ludzie nie mający pojęcia o rządzeniu, a nawet o elementarnym zarządzaniu. Choć hasłami prawie wszystkich rewolucji są wolność i równość, to rządzący, nadużywając swej władzy, zawsze wolność krępują coraz to nowymi kajdanami, niejasnych i sprzecznych ze sobą, przepisów, a równość wyrzucają na śmietnik, obdarzając przywilejami siebie i swoich zauszników – zaufanych dziennikarzy i oddanych pracowników sektora państwowego. Znamienne są w tym względzie słowa autora niniejszej książki: „Gdyby dyrektorzy firm prywatnych pracowali jak dyrektorzy firm państwowych, to każdy z nich dawno już by siedział w kryminale”. Przywileje, propaganda, dodruk pieniądza, nieżyciowe przepisy, pożyczki – wszystkie te „typowe instrumenty rządzenia” dzielą społeczeństwo i doprowadzą kraje do ruiny.

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Podobnie działo się w Nowej Zelandii. Wybierani politycy, za parawanem frazesów o sprawiedliwości społecznej, doprowadzili ten kraj na skraj przepaści. Do katastrofy jednak nie doszło dzięki interwencji dwóch osób: Rogera Douglasa i Ruth Richardson. Szaleńców, którzy zamiast iść z prądem i tak jak prawie wszyscy rządzący myśleć o osobistych korzyściach, postanowili uratować swoją ojczyznę.

W naszym kraju sprawy również toczą się w złym kierunku. Mechanizm bowiem jest ten sam: obiecanki, dojście do władzy i… stosowanie wyżej wspomnianych „typowych instrumentów rządzenia”. Czy możemy mieć nadzieję, że wkrótce znajdzie się ktoś taki jak Roger i Ruth? Wiara jest mocną stroną naszego narodu. Jednak historia uczy, że w cuda wierzyć nie należy, lepiej jest wprowadzić systemową kontrolę działań rządzących.

REKLAMA / Advertisement

Rozwiązanie takie już istnieje i działa. Sprawdzono je w kraju, który również, jak obecnie Nowa Zelandia, zajmuje czołowe miejsca w rankingach wolności, bogactwa i zadowolenia obywateli. Rozwiązaniem tym jest szwajcarska demokracja bezpośrednia.

Kraj, który ponad 140 lat temu wprowadził pewną nowelizację do swojej konstytucji, żyje w pokoju, stabilizacji i w wyjątkowym dobrobycie. Nowelizacja polegała na tym, że obywatele mają do dyspozycji instrument polityczny zwany wetem ludowym, pozwalający na powiedzenie politykom NIE. Za jego pomocą 50 tys. obywateli może wystąpić o przeprowadzenie referendum, w którym naród może zaaprobować lub odrzucić uchwaloną ustawę państwową lub umowę międzynarodową. Według art. 142 konstytucji Szwajcarii projekty przedstawione pod głosowanie narodowi stają się obowiązujące wtedy, gdy opowie się za nimi większość głosujących.

Nie czekajmy na Rogera i Ruth lub obudzenie się Śpiącego Rycerza, który ponoć kiedyś ma uratować nasz kraj. Im szybciej wprowadzimy mechanizm podobny do szwajcarskiego weta ludowego, tym szybciej będzie się nam wszystkim lepiej żyło.

Odbierzmy politykom możliwość uchwalania nieodwoływalnych ustaw.

Zapraszam do dającej do myślenia lektury.

REKLAMA / Advertisement

Jan Kubań

REKLAMA / Advertisement