REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Karol Stojanowski: Chłop a państwo narodowe – cz. I

142

I. Chłopi przed bramami miast

Dzisiejsza polska sytuacja wewnętrzno-polityczna bardzo przypomina sytuację za czasów Łokietka. Tak samo, jak za niezłomnego zbieracza ziem polskich Polska przechodzi dziś proces scalania. Ma zatem do zwalczania sporo momentów odśrodkowych, separatystycznych. Tak samo, jak za czasów Łokietka procesowi temu zagrażają od zewnątrz Niemcy, zorganizowane w państwo zakonne w formie państwa narodowo-socjalistycznego.

Ale największy może tragizm podobieństwa leży w obcości miast polskich. Za Łokietka miasta były niemieckie, a dziś okupują je żydzi. Zdawałoby się, że dzisiejsza sytuacja jest o wiele dla Polski lepsza. Boć przecie niemieckie miasta za Łokietka były w posiadaniu elementu, dysponującego na zachodzie swoim własnym państwem. Zapewne jest w takim rozumowaniu trochę prawdy. Nie można jednak w dyskusji nad sprawą miejską w Polsce zapominać, że za żydami stoją jeszcze bądź co bądź międzynarodowe organizacje żydowskie, oraz że żydzi są jakby pewnego rodzaju szczepem niemieckim. Narodowy ich język w Polsce jest przecie zepsutym językiem niemieckim. Dowodzi to tylko jak duży wpływ na żydostwo wywarli Niemcy. Nie jest tedy zbyt nieprawdopodobnym, że żydzi mogą się, może nawet w niedalekiej przyszłości znowu opowiedzieć za Niemcami. Będzie to po prostu zależało od tego, co Niemcy żydom za sojusz zapłacą.

REKLAMA

Reklama / Advertisement

Ale wracając do porównania historycznego zapytajmy, jak w tych warunkach tworzył Łokietek z Polski państwo narodowe? Genialny ten polityk i prawdziwy, z Bożej łaski wódz narodu, oparł swą pracę w tym kierunku na walce ze wszystkim, co zarówno od zewnątrz, jak też od wewnątrz zagrażało spoistości i niepodległości Polski. W walce tej oparł się on o chłopów. Oparcie o szerokie warstwy chłopskie umożliwiło mu nie tylko odbicie dla siebie i swoich następców zjednoczonego państwa polskiego, nie tylko zwycięstwo nad Krzyżakami, ale też może największą z jego historycznych prac tj. zlikwidowanie rozpanoszonej po miastach niemczyzny. Łokietek w oparciu o polskiego chłopa spolszczył miasta na terytorium Polski piastowskiej. Po zakończeniu wojny światowej i po odbudowaniu państwa polskiego chłop polski stanął po raz pierwszy przed bramami, czy też rogatkami polskich miast. Wieś nasza była wtedy przeludniona, ale co ważniejsze, posiadała pieniądze. Wyłoniła się wtedy możliwość szybkiego, rewolucyjnego prawie, opanowania miast polskich przez chłopskich synów, mających jakie takie kapitały.

Niestety proces ten nie nastąpił. Przeszkodziła mu bowiem szeroko zakrojona reforma rolna, względnie parcelacja większej własności ziemskiej. Parcelacja ta została przeprowadzona za dość dużym odszkodowaniem ziemian, a nie bez odszkodowania, jak tego chciały skrajne organizacje polityczne. Patrząc teraz już z pewnego historycznego oddalenia na całą spraw ę reformy rolnej ma się wrażenie, że hasło reformy rolnej bez odszkodowania nie było szczerym. Odegrało ono jedynie rolę dywersyjną, mającą na celu właśnie spreparowanie reformy rolnej z odszkodowaniem. Chodziło tu zdaje się przede wszystkim o to, aby powydobywać z chłopskich kuferków pieniądze, które przecież mogły się zmobilizować i pomaszerować do miasta. O groźbie niebezpieczeństwa, wiszącego wtedy nad żydowską hegemonią naszych miast, dają obecnie pojęcie, wprawdzie pośrednio, ale za to bardzo wymownie, cyfry niedawno podane przez prasę, a dotyczące rozmiarów dokonanej parcelacji. Wedle tego urzędowego zestawienia wynika, że od roku 1919 do r. 1934 rozparcelowano około dwu milionów hektarów ziemi. Dziś wartość szacunkowa hektara ziemi wynosi około tysiąca złotych. Bywały jednak czasy, w których ziemia miała o wiele większą wartość. Ale gdyby za te dwa miliony hektarów ziemi płacono tylko po tysiąc złotych, to przecież chłopi zapłaciliby w takim razie zawrotne wprost, jak na nasze stosunki, sumy pieniędzy. Zapewne, że te bajońskie sumy nie byłyby w całości poszły do miasta w formie nowych przedsiębiorstw. Część z nich byliby chłopi musieli przejeść i bezproduktywnie stracić w inny sposób.

Niemniej poważna ich cześć miała możliwość sfinansowania procesu polszczenia miast, o których żydzi mówią, że w nich polskie są jedynie nazwy ulic, a kamienice należą do żydów. Pieniądze zaś, które otrzymali ziemianie za parcelowaną ziemie, nastraszeni polskim radykalizmem, poukrywali w dużej mierze w zagranicznych bankach. Oczywiście skutek tego, zrozumiałego zresztą postępowania, jest taki, że w Polsce cierpimy na ciasnotę pieniężną, a nawet te ziemiańskie pieniądze pochodzące z parcelacji, rozkradają częściowo niebieskie ptaki spod znaku Stawiskiego. Po­mijam to, że na skutek reformy rolnej zdezorganizowaliśmy sobie bardzo gruntownie wielkie rolnictwo oraz zmniejszyliśmy wcale ładnie ilość polskiego elementu na kresach wschodnich, pewnego pod względem państwowym i narodowym.

W ogólnym tedy bilansie reforma rolna dokonała u nas dwóch niszczących dzieł. Rozbiła i zniszczyła naszą warstwę ziemiańską i wypompowała wszystkie możliwe zasoby i oszczędności z chłopskich kieszeni, ratując natomiast znakomicie pozycję żydów w naszych miastach. Zachodzi wobec tego pytanie, czy żydzi nie byli po prostu autorami reformy rolnej? Oczywiście, że odpowiedzi na to bardzo aktualne pytanie nie dostaniemy. Skazani jesteśmy jedynie na domysły.

Reklama / Advertisement

Jedynie logiczne wnioskowanie dać tu może pewną odpowiedź. Przesłanki zaś do niego są następujące:

1. Reforma rolna leżała w interesie żydów, gdyż odwlekała na czas dalszy ekspansję chłopa do miast polskich.

2. Przeprowadziły ją nie tylko w Polsce, ale wszędzie indziej elementy o ra­dykalnym zabarwieniu politycznym, zależne ideowo i organizacyjnie od żydów.

3. Reformę rolną mniej lub więcej radykalną, zrealizowano dziwnym trafem w krajach Europy środkowej, posiadających równocześnie największą ilość żydów.

Reklama / Advertisement

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Oczywiście nie dlatego, aby stwarzać teoretyczne podstawy do odrobienia czy do zahamowania parcelacji. Tego, co już chłopi mają, nikt im, za wyjątkiem może komunistów, nie zechce odebrać. Co więcej, jest jeszcze sporo ziemi, należącej do wielkiej własności ziemskiej, którą ze względów ekonomicznych musi się rozparcelować. Jest to ziemia nadmiernie obdłużona. Ziemia ta należy już tylko nieraz nominalnie do swego właściciela. Majątki tego typu są bardzo niebezpieczne także dla zasady indywidualnej i prywatnej własności ziemskiej u nas. Jeśliby się bowiem majątków nadmiernie obdłużonych nie sprzedało czy rozparcelowało, to mogą one stać się bardzo łatwo podstawą do wprowadzenia komunizmu rolnego. Nieobdłużoną natomiast większą własność ziemską, tj. taką, która może się utrzymać, należy pozostawić nierozparcelowaną.

Celem moich uwag jest podkreślenie, że parcelacja i reforma rolna nie może być sztuczką do przedłużania żydowskiego panowania w miastach. Wydaje mi się, że wysunięcie tej zasady jest obecnie bardzo na czasie. Kto bowiem bacznie obserwuje nasze życie polityczne, ten snadnie spostrzeże bardzo usilną tendencję zwrócenia dzisiejszych antyżydowskich nastrojów wsi przeciwko …księżom i nielicznemu już oraz nieopływającemu w dostatki ziemiaństwu. Myśląc o tym zagadnieniu, pamiętać należy, że o polskości miast naszych zadecyduje chłop polski. W byłym pruskim zaborze już raz właśnie chłop spolszczył miasta. Ten sam proces musi teraz dokonać się w innych dzielnicach Polski. Losy naszych miast rozgrywają się w bardzo wielkiej mierze na wsi. Obóz Narodowy musi tedy pójść ławą na wieś!

 

Karol Stojanowski

——–
Karol Stojanowski (1895 – 1947) po przewrocie majowym w 1926 r. związał się z Obozem Wielkiej Polski. W 1935 r. został wybrany do Zarządu Okręgowego Stronnictwa Narodowego w Poznaniu, w którym kierował Wydziałem Propagandy i Wychowania Politycznego. W latach 1935-1939 był członkiem Komitetu Głównego SN w Warszawie. W października 1939 r. założył Narodowo-Ludową Organizację Wojskową. Od 1940 r. wydawał podziemne pismo „Państwo Narodowe” i był jednym z głównych ideologów podziemia narodowego. Jako jeden z pierwszych ogłosił postulat powrotu Polski nad Odrę i Nysę Łużycką.

Reklama / Advertisement

Dziennik Narodowy poleca