REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Jan Zumbach w Afryce – od dowódcy Dywizjonu 303 do najemnika

288

Jan Zumbach był jedną z najbarwniejszych postaci w polskiej armii. Prowadził awanturnicze życie, kochał przygody i wyzwania, nie stronił od kobiet i alkoholu. Po wojnie imał się różnych zajęć – przemycał diamenty i luksusowe zegarki, prowadził restaurację, walczył jako najemnik w Katandze i Biafrze.

Jego sylwetkę, znaną z „Dywizjonu 303” Arkadego Fiedlera, przypomniały w minione wakacje filmy opowiadające historię bitwy o Anglię. Tymczasem afrykańskie przypadki naszego lotnika były niemniej ciekawe i również mogłyby stanowić inspirację dla dziesiątej muzy.

REKLAMA

Reklama / Advertisement

Jan Zumbach: bohater bitwy o Anglię

Podczas drugiej wojny światowej polski as przestworzy zanotował trzynaście pewnych i pięć prawdopodobnych zwycięstw powietrznych. Aż osiem zestrzeleń przypadło na wrzesień 1940 roku – miesiąc kluczowy dla zwycięstwa koalicji antyhitlerowskiej w bitwie o Anglię. W 1942 roku, w okresie od maja do grudnia, Zumbach pełnił funkcję dowódcy słynnego 303 Dywizjonu Myśliwskiego Warszawskiego imienia Tadeusza Kościuszki. Wojnę zakończył w stopniu podpułkownika Wojska Polskiego i Królewskich Sił Powietrznych. Dłuższe przerwy między lotami umilał sobie licznymi romansami i imprezami. Nawiązał także cenne kontakty, które po zakończeniu działań zbrojnych umożliwiły mu start nowego życia w cywilu. Lotnictwo od wczesnej młodości stanowiło jego pasję i marzenie. W jaki sposób udało mu się je zrealizować i zostać pilotem myśliwców?

Jan Eugeniusz Ludwik Zumbach pochodził z rodziny szwajcarskich emigrantów. Urodził się 14 kwietnia 1915 roku pod Warszawą. Dzieciństwo spędził w Bobrowie koło Brodnicy w województwie pomorskim. Po ukończeniu gimnazjum zgłosił się na ochotnika do wojska. W styczniu 1936 roku zdał egzaminy do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Zataił wówczas fakt posiadania obywatelstwa Szwajcarii. Edukację ukończył dwa lata później. Jak się wówczas czuł?

ParkerShop.pl: Zestawy Parker Urban już od 199 zł

Czy mogłem być szczęśliwszy? Chyba nie, bo czyż nie jest szczęśliwy człowiek, który mimo wiatru i zimy, mimo przeszkód stwarzanych przez rodziców i kaprali, mimo strachu przed samym sobą i ironią przełożonych – urzeczywistnił swój sen?

Przed wybuchem wojny podporucznik Zumbach służył w 111. eskadrze myśliwskiej. Z uwagi na rehabilitacje po złamaniu nogi nie wziął udziału w kampanii wrześniowej. Przedostał się do Rumunii. Następnie, przez Bułgarię i Liban, dotarł drogą morską do Francji, na terenie której odbył kilka lotów patrolowych. W czerwcu 1940 roku został ewakuowany do Wielkiej Brytanii.

Bohater bitwy o Anglię za swoje wojenne zasługi został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych oraz dwukrotnie brytyjskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym (Distinguished Flying Cross). W autobiografii poświęcił temu okresowi zaledwie kilkadziesiąt stron. Swoje podniebne wyczyny opisał z humorem i dystansem, historie samolotowe przeplatał anegdotami dotyczącymi sfery towarzyskiej.

Życie Jana Zumbacha w wielu momentach potwierdzało opinię jego matki, że „wszyscy lotnicy to pijacy i wariaci”. Polski pilot był młodym człowiekiem, który podczas wojny oddawał się rozrywkom i nie myślał o stabilizacji. W kwietniu 1945 roku, w wieku trzydziestu lat, dostał się do niemieckiej niewoli… będąc pod wpływem alkoholu. Dwaj koledzy z dęblińskiej Szkoły Orląt wypili za pokój („wychylaliśmy jedną wódkę za drugą”), wystartowali samoloty (!) i „przyjęli kurs idealnie odwrotny niż trzeba”. Oddalili się wówczas od alianckiego lotniska w Antwerpii: „Powinienem z tego powodu pęknąć ze śmiechu, ale to nie ja pękłem, lecz mój zbiornik paliwa – dzięki pociskom niemieckiej artylerii przeciwlotniczej”. Podpułkownika RAF nie imały się jednak złe przypadłości tej wojny. Na początku maja oddziały niemieckie skapitulowały przed swoim więźniem.

Najemnik Mister Brown

Po zakończeniu wojny polski lotnik, pod przykrywką firmy lotniczo-taksówkarskiej, zajął się działalnością przemytniczą. Ten etap w życiu Zumbacha rozpoczął się już w grudniu 1944 roku, kiedy zaproponowano mu pół tysiąca funtów szterlingów za doręczenie paczki diamentów do Antwerpii. Dla wojskowego były to duże pieniądze – jako podpułkownik zarabiał czterdzieści cztery funty miesięcznie (miał też swoje wydatki: „wieczór w towarzystwie laleczki kosztował dziesięć funtów”). Przez blisko dziesięć lat na pokładzie samolotu przemycał różne towary – diamenty, złoto, zegarki czy papierosy. Prowadzony w basenie Morza Śródziemnego interes szedł ze zmiennym szczęściem. W połowie lat pięćdziesiątych, po wielu przygodach w powietrzu, as myśliwski postanowił osiąść na ziemi. Przez kilka lat prowadził dobrze prosperującą restaurację przy Placu Gwiazdy w Paryżu. Nadal nie stracił jednak zamiłowania do ryzyka i latania.

W jaki sposób paryski restaurator ponownie trafił na front i został najemnikiem w Katandze? Secesją tej południowej prowincji Demokratycznej Republiki Konga kierował Moise Czombe. Przywódca osobiście spotkał się z Zumbachem w styczniu 1962 roku w Genewie. Polski lotnik zdecydował się zaakceptować przedstawioną ofertę współpracy, która de facto sprowadzała go do roli najemnika. W ramach kontraktu miał być odpowiedzialny za stworzenie wojskowego lotnictwa Katangi, co miało zostać poprzedzone zakupem i transportem samolotów, werbunkiem personelu lotniczego oraz przeszkoleniem miejscowych pilotów. Nowe wyzwanie i miesięczna pensja w wysokości trzech tysięcy dolarów skłoniły przedsiębiorcę do opuszczenia stolicy Francji i wyjazdu do środkowej Afryki.

Katanga ogłosiła swoją secesję 11 lipca 1960 roku, kilkanaście dni po uzyskaniu przez Kongo niepodległości. W pierwszej fazie konfliktu separatystyczne państwo zostało poparte przez Belgię i firmy górnicze, które eksploatowały tutejsze surowce. Rok później Rada Bezpieczeństwa ONZ zadecydowała o wysłaniu wojsk, które miały zapobiec wojnie domowej. Ostatecznie, po nieudanych negocjacjach i trwających kilka miesięcy walkach wewnętrznych, w styczniu 1963 roku siły międzynarodowe zajęły Elisabethville. Czombe zbiegł do Angoli. Wydarzenia te faktycznie oznaczały koniec rebelii. Pomysł budowy wojskowego lotnictwa w zbuntowanej prowincji narodził się w trakcie trwania zawieszenia broni. Jak w rzeczywistości byłej belgijskiej kolonii odnalazł się Jan Zumbach?

Autobiografia byłego dowódcy Dywizjonu 303 zawiera wiele interesujących uwag na temat afrykańskich konfliktów, w których brał udział. Polski najemnik opisał katangijską elitę jako ludzi groteskowych i skorumpowanych. Naczelny dowódca sił zbrojnych był analfabetą, który wcześniej pełnił funkcję oficera prowiantowego. Minister spraw wewnętrznych miał natomiast osobiście zabić Patrice’a Lumumbę, pierwszego premiera Konga. Mister Brown, jak wówczas przedstawiał się lotnik, każdego dnia swojego pobytu musiał mierzyć się ze skupioną wokół samozwańczego generała grupą ludzi przedkładających własny interes ponad interes państwa. Już pierwsza misja powietrzna okazała się jednak „dużym” sukcesem: „Dokonana przez nas masakra drzew w doniesieniach miejscowej prasy i radia przekształciła się w sprawioną wrogowi krwawą łaźnię”.

Wojna domowa zintensyfikowała się w drugiej połowie października 1962 roku. Katangijskie lotnictwo pod dowództwem Zumbacha ostrzeliwało siły kongijskie, unikając jednocześnie starć ze wzmocnionymi oddziałami ONZ. Działania na lądzie charakteryzowały się natomiast dużym okrucieństwem („Walka w buszu to nie był zorganizowany pojedynek, to był morderczy obłęd! Zwyciężeni umierali, zwycięzcy rabowali”). Zupełnie nie przejmowano się losem rannych. Między atakami na pozycje wroga Brown używał swojej powietrznej maszyny jako samolotu szpitalnego. Polak wspominał, że w ostatnim miesiącu trwania państwowości bogatej prowincji „panował ogólny rozgardiasz, podsycany jeszcze przez głoszoną przez Elisabethville – gdy tylko najemnikom udał się jakikolwiek wypad – propagandę zwycięstw”. Generał Czombe grał na zwłokę i nie chciał porozumienia z Léopoldville (dzisiejsza Kinszasa). W odpowiedzi na jego politykę wojska międzynarodowe w krótkiej kampanii zajęły całą prowincję i zakończyły działania militarne.

Siły powietrzne zbudowane przez polskiego podpułkownika składały się z dwunastu słabo uzbrojonych samolotów nie najwyższej klasy. Wśród zwerbowanych ludzi znajdował się pilot Witold Wanowski oraz trzech polskich mechaników. W ciągu czterech miesięcy Mister Brown wykonał sześćdziesiąt lotów bojowych. Jego oddziały nie miały jednak żadnych szans w starciu z oenzetowskimi odrzutowcami. Mimo porażki i problemów z realizacją czeku wystawionego w ostatnich dniach istnienia Katangi, Zumbach pozytywnie oceniał swoją pierwszą afrykańską przygodę: „Wyszliśmy z niej cali i zdrowi, ze środkami pozwalającymi urządzić się wygodnie w dowolnym miejscu, we Francji lub w Szwajcarii”. Do Europy wrócił z czystym sumieniem – wojnę w Kongo uważał za „słuszną sprawę”.

Były dowódca Dywizjonu 303 należał do tych osób, „które tylko wtedy czują się dobrze, gdy muszą wygrzebywać się z najgorszych trudności”. Druga afrykańska przygoda rozpoczęła się dla niego od pytania, zadanego podczas spotkania na Polach Elizejskich przez wspólnika z czasów wojny katangijskiej: „Czy mógłbyś mi sprzedać bombowiec?”. Była wiosna 1967 roku. Bohater bitwy o Anglię od kilku lat był żonaty. Dwa lata wcześniej lotnikowi urodził się syn. Spokojne życie nie było mu jednak pisane.

W Nigerii toczył się wówczas jeden z najbardziej śmiercionośnych konfliktów w historii Czarnego Lądu. W wyniku działań zbrojnych, chorób i głodu w wojnie biafrańskiej zginęło od miliona do dwóch milionów ludzi. Do eskalacji etnicznych animozji doszło w 1966 roku. Pułkownik Ojukwu, wojskowy gubernator regionu południowo-wschodniego, w odpowiedzi na masowe mordy popełniane na ludności Ibo, w maju następnego roku ogłosił niepodległość swojej prowincji. Północ, zwłaszcza wobec odkrycia w zbuntowanej prowincji dużych złóż ropy naftowej, nie zaakceptowała tego faktu i zdecydowała się na blokadę ekonomiczną. Kolejnym krokiem było rozpoczęcie działań militarnych. Mimo że secesja oparta była na solidnych podstawach (historyczne granice, spójność etniczna, wysoka świadomość narodowa, decyzja ogłoszona pod naciskiem legalnie wybranego rządu regionalnego), nie została poparta przez – obawiającą się niebezpiecznego precedensu – społeczność międzynarodową. W 1970 roku spustoszona wojną prowincja powróciła do Nigerii.

Chrześcijanie Ibo byli znacznie lepiej zorganizowani i bardziej kompetentni niż secesjoniści z Katangi. Chukwuemeka Odumegwu Ojukwu był absolwentem historii na Uniwersytecie Oksfordzkim, ukończył też brytyjską szkołę oficerską. Zumbach oczywiście dostrzegał znaczne różnice pomiędzy wojnami:

– Wojna to nie jest sprawa uczuć. Ale wojny bywają różne. Mimo zewnętrznego podobieństwa wojna w Katandze była jednak czymś innym niż wojna w Biafrze. I mimo zewnętrznego podobieństwa, tu, w Biafrze nie byłem takim samym najemnikiem jak w Katandze. Nie byłem w stanie zapomnieć dzielnych chłopców Ibo, moich towarzyszy broni, którzy dostrzegali we mnie…„ białego, nie próbującego odnieść korzyść z naszego nieszczęścia”… i… „białego, który nadstawiał za nas skórę”… Słowa te słyszałem od nich wiele razy…

Pierwszym krokiem podpułkownika RAF był zakup i przetransportowanie do Biafry samolotu B-26. Bombowiec wylądował nad Nigrem w ostatnich dniach czerwca 1967 roku. Weteran Dywizjonu 303 został przywitany na lotnisku osobiście przez Ojukwu. Przywódca zgodził się na zaproponowane przez najemnika wynagrodzenie, które tym razem miało wynosić aż cztery tysiące dolarów. Jak wyglądała flagowa maszyna nowego dowódcy sił powietrznych? B-26 został pomalowany w maskujące barwy i ozdobiony na dziobie biało-czerwoną paszczą rekina. Zainstalowano przestarzałe karabiny maszynowe, prowizoryczne bomby wyrzucano natomiast przez drzwi komory bombowej (jak podczas pierwszej wojny światowej). Największym zwycięstwem „latającego straszydła” było zbombardowanie lotniska w Makurdi. Brownowi udało się zniszczyć kilka samolotów transportowych oraz zestrzelić śmigłowiec z szefem sztabu armii nigeryjskiej na pokładzie. Spektakularny sukces zapewnił ludowi Ibo przewagę w pierwszej fazie wojny. Polski pilot został lokalnym bohaterem:

– 10 lipca 1967 roku vox populi nadał mi spontanicznie tytuł Zbawcy Biafry! W ciągu kilku godzin stałem się dla Biafrańczyków człowiekiem nr 2 po pułkowniku Ojukwu, równie jak on – tyle, że znacznie krócej czczonym.

Inną, strategicznie ważną operacją, przeprowadzaną przez biafrańskie lotnictwo był atak na niszczyciel „Nigeria”, który blokował dostęp do głównego portu prowincji. Bombardowanie przy użyciu beczek wypełnionych benzyną skłoniło załogę okrętu do wypłynięcia na pełne morze. Naloty przeprowadzane przez trzy powietrzne jednostki Mister Browna dawały Ojukwu czas na wzmocnienie sił lądowych, które odegrały kluczową rolę w tym konflikcie. Przewaga liczebna oraz wsparcie innych państw były jednak po stronie Nigerii, wojna mogła mieć więc tylko jednego zwycięzcę. Mimo dużej sympatii dla Ibo i początkowych sukcesów, polski pilot spędził w zbuntowanej prowincji jedynie cztery miesiące. Wycofał się, wiedząc, że walka skupia się na lądzie, a bez pomocy z zewnątrz armia Biafry pozbawiona była szans na obronienie swojej niezależności.

Pamiętnikarz

Spisaną w 1972 roku autobiografię Zumbach zatytułował „Mister Brown”. Na ostatniej stronie niezwykle szczerych wspomnień napisał, że po afrykańskich eskapadach zdecydował się na mieszczańską stabilizację w „moim ogrodzie, z moją żoną, moim synem, moim psem i moimi przyjaciółmi”. Czy jednak aby na pewno osoba tak silnie uzależniona od ryzyka zrezygnowała całkowicie z poszukiwania wrażeń?

Bohater i awanturnik. Postać barwna i kontrowersyjna. Nieustraszony as przestworzy żył pełnią życia i nie żałował z niego żadnej minuty. Przygody polskiego lotnika mogłyby stanowić materiał na dobrą powieść sensacyjną. Zmarł w tajemniczych okolicznościach w wieku siedemdziesięciu lat. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Podczas pogrzebu przemawiał Gustaw Sidorowicz, przed wojną dowódca 111. eskadry myśliwskiej:

Dzięki tym wspaniałym chłopcom, wyszkolonym w Polsce, uzyskano bardzo dobre wyniki bojowe: w Polsce, we Francji i w Wielkiej Brytanii. Jednym z nich był Jan Zumbach, którego ostatnią wolą było spocząć na ziemi polskiej. Tak też się stało.

Piotr Bejrowski

Bohater i awanturnik. Postać barwna i kontrowersyjna. Nieustraszony as przestworzy żył pełnią życia i nie żałował z niego żadnej minuty. Przygody polskiego lotnika mogłyby stanowić materiał na dobrą powieść sensacyjną. Zmarł w tajemniczych okolicznościach w wieku siedemdziesięciu lat. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Podczas pogrzebu przemawiał Gustaw Sidorowicz, przed wojną dowódca 111. eskadry myśliwskiej:

Dzięki tym wspaniałym chłopcom, wyszkolonym w Polsce, uzyskano bardzo dobre wyniki bojowe: w Polsce, we Francji i w Wielkiej Brytanii. Jednym z nich był Jan Zumbach, którego ostatnią wolą było spocząć na ziemi polskiej. Tak też się stało.

Bibliografia:
Ares Antoni, 303 wzloty i upadki. Awanturnicze losy bohaterów bitwy o Anglię, Czerwone i Czarne, Warszawa 2016.
Długosz Jan, Jan Zumbach (1915-86), [w:] _Lotnicy polskich sił powietrznych na zachodzie”, „Niezbędnik historyczny, Polityka”, 2018.
Fiedler Arkady, Dywizjon 303, Bernardinum, Pelplin 2017.
Leśniewski Michał, Biafra (1966-1970), [w:] Zarys dziejów Afryki i Azji. Historia konfliktów 1869-2000, pod red. Andrzeja Bartnickiego, Książka i Wiedza, Warszawa 2000.
Leśniewski Michał, Kongo-Katanga (1960-1964), [w:] Zarys dziejów Afryki i Azji. Historia konfliktów 1869-2000, pod red. Andrzeja Bartnickiego, Książka i Wiedza, Warszawa 2000.
Zumbach Jan, Ostatnia walka. Moje życie jako lotnika, przemytnika i poszukiwacza przygód, Oficyna Wydawnicza ECHO, Warszawa 2007.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

za: Portal historyczny Histmag.org

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska<