REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Jan Mosdorf: Czy jesteśmy demokratami? – cz. I

297

W chwili bieżącej, gdy zagadnienia parlamentarne wybiły się na plan pierwszy, gdy kwestia przebudowy ustroju państwa powraca ciągle na szpalty pism wszelkich odcieni, jest rzeczą pożyteczną zanalizować zagadnienie demokracji i demokratyzmu, by zdać sobie sprawę, jak mamy się do nich ustosunkować. Młodzież Wszechpolska nawiązuje do tradycji ruchu wszechpolskiego, który w latach 1890— 1919 nosił jako organizacja nazwę Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego. Czy my, spadkobiercy jego idei przyznamy się dziś do tej nazwy, czy też ją odrzucimy, a jeśli odrzucimy, to jak będziemy oceniali ten termin, którego z dziejów ruchu wykreślić nie można.

Aby na te pytania odpowiedzieć, trzeba przede wszystkim zbadać, co znaczy słowo „demokratyczny”?. Czy oznacza on rzeczy dawno ustalone o jasnym znaczeniu, czy też może, jak wiele terminów okaże się wieloznaczny. Pozornie sprawa wydaje się jasna, „demokratyczny” zdaje się być pojęciem jednoznacznym.

A jednak, gdy sięgniemy głębiej, okaże się, że jest wprost przeciwnie i że, co więcej, ogromna ilość całkowicie fałszywych a utrzymujących się w społeczeństwie poglądów ma swe źródło w tym że pojęciem „demokratyczny” oznaczamy dwie różne rzeczy. Co innego bowiem znaczy ten termin w zagadnieniach społecznych, co innego zaś w ustrojowych.

W dziedzinie zagadnień społecznych prąd demokratyczny wysunął dwie tezy:

1) wszyscy obywatele są równi wobec prawa;

ParkerShop.pl: Zestawy Parker Urban już od 199 zł

2) wszystkie warstwy społeczeństwa są powołane do pracy dla dobra narodu.

Demokratyzm zaś w dziedzinie ustroju państwa mówi:

1) władza państwowa musi pochodzić i być zależna od ogółu obywateli;

2) Każdy obywatel ma jednakowe prawo zabierania głosu w sprawach wyborczych.

Oczywiście demokratyzm ustrojowy rozwinął się z demokratyzmu społecznego, ale nie jest jego koniecznym i jedynym rezultatem.

REKLAMA

Reklama / Advertisement

Jakie stanowisko wobec tych dwóch pojęć zajął ruch wszechpolski i jakie zajmiemy my, jego następcy? Od razu należy zaznaczyć, że Demokracja Narodowa mogła w braku własnego państwa zajmować stanowisko prawie wyłącznie wobec demokratyzmu społecznego. I tu wypowiadała się wyraźnie, zgodnie ze swoją nazwą za demokratyzmem. Biorąc za punkt wyjścia zachodzący w XIX wieku procesy likwidacji resztki ustroju , rzuciła hasło, że Naród Polski; to nie tylko warstw a szlachecka, — jedyna wraz z nielicznym mieszczaństwem reprezentantka świadomości polskiej aż po rok 63,—ale i uwłaszczony w czasie powstania styczniowego i szybko się uwijający lud wiejski. W lud ten wierzyła Demokracja Narodowa, w nim szukała otuchy w najgorszych czasach Aleksandra III, w nim widziała odrodzenie sił żywotnych narodu, którego klasy przodujące, zdziesiątkowane powstaniem, zubożone uwłaszczeniem poddanych, poddawały się skrajnemu pesymizmowi i zwątpieniu, w ugodzie szukając ocalenia kraju przed ostateczną — zdawało się — zagładą. Ruch wszechpolski rzucał hasła, krzepiące dusze wskazywał na nietknięty dotychczas rezerwuar sił narodowych. W myśl tych haseł pisał młody podówczas poeta, a gorący wszechpolak, Jan Kasprowicz:

A więc też w górę serca, w górę!
Czas się wydobyć z trosk koryta;
Jest w ludzie sita niepożyta,
Zbawienie leży pod siermięgą,
Niby w popiele skra ukryta,
A więc ostatnią płuc potęgą.
Dmijmy w tę iskrę Bożą, aż łun
spłonie wstęgą!

Za tym wezwaniem szły rzesze wszechpolaków, osiadając na prowincji kształcąc lud, przemycając z Galicji „Polaka”, zakładając tajne szkółka oświaty polskiej… Ich dziełem były nieco później wystąpienia chłopów o język polski w gminie, co w swoim arcydziele uwiecznił inny Wszechpolak, Reymont. Jest to działalność par excelence demokratyczna, wypełniająca tezę demokratyzmu społecznego, że wszystkie warstw y społeczeństwa są powołane do pracy dla dobra narodu. Jak natomiast ruch wszechpolski odnosił się do pierwszej, klasycznej tezy tego demokratyzmu, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa? Częściowo spraw a była z góry przesądzona.

Od połowy XIX wieku nikt hasłu temu przeciwstawiać się nie mógł i nie miał zamiaru: mniej zaś jeszcze od innych obóz wszechpolski, który tak wielką rolę wyznaczał niższym warstwom społeczeństwa. Jednakże zgodnie ze swą nazwą demokracji narodowej, wprowadzał korektywę, dając równość wobec prawa wszystkim członkom narodu, nie we wszystkich zaś punktach dając tę równość obcoplemieńcom. I tak: nie przeczył każdemu równego prawa w obliczu sądu (zasada uznania i dzisiaj wszędzie z wyjątkiem Rosji Sowieckiej), natomiast odmawiał obcoplemieńcom prawa jeśli nie ustawowego, to w każdym razie faktycznego do zajmowania stanowisk państwowych. Natomiast w obrębie narodu dawała doktryna narodowej demokracji każdemu bez względu na pochodzenie społeczne możność wybijania się wysoko, nawet na czoło państwa, zależnie jedynie od wartości umysłu i charakteru.

Zadajmy sobie teraz pytanie, czy my, spadkobiercy Narodowej Demokracji przyznajemy się do jej nazwy, czy przejmiemy na własny rachunek demokratyzm w wyżej przytoczonym ujęciu. Sądzę, że bez żadnego wahania damy na to pytanie odpowiedź twierdzącą. Jesteśmy demokratami społecznemu Jesteśmy niemi jeszcze z jednego powodu: oto nie uważamy narodu polskiego za naród idiotów, ani nawet obecnego pokolenia za głupie i nik­czemne. Wierzymy, jak i nasi porzednicy, że ze społeczeństwa można wydobyć wielkie wartości i niepożyte siły moralne, jeżeli zamiast systematycznego demoralizowania będzie się prowadziło uczciwą akcję wychowawczą. Nie wierzymy w dyktatorów — cudotwórców i nie uznajemy potrzeby bata na społeczeństwo, najwyżej na tych, którzy je pragną ogłupić lub sterroryzować.

Uważamy, przeciwnie, że teorie światłego absolutyzmu dały już w XVIII wieku dowód, że oprócz pewnych stron dobrych (uleczenia społeczeństw z ducha anarchizmu), miały wiele, może nawet więcej, stron ciemnych i szkodliwych (zabijanie inicjatywy społecznej, mechanizowanie społeczeństwa, uczenie go obojętności na sprawy narodowe). Dziś zaś bardziej jeszcze, niż w XVIII wieku absolutyzm, nawet najświatlejszy, odbije się szkodliwie na losie narodu.

Jan Mosdorf

 za: „Akademik Polski” nr 5/1929

———
Jan Mosdorf (1904 – 1943) był publicystą i doktorem filozofii, działaczem Obozu Wielkiej Polski, prezesem Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska, a także przywódcą Obozu Narodowo-Radykalnego. Pisał dla pism młodzieży akademickiej „Akademik Polski”, „Szczerbiec”, publikował także na łamach: „Gazety Warszawskiej”, „Prosto z Mostu”, „Awangardzie” i tygodniku „Myśl Narodowa”. Z chwilą okupacji kraju, wrócił w szeregi działającego w konspiracji Stronnictwa Narodowego. Był członkiem centralnego wydziału propagandy Zarządu Głównego SN, był też czynny w tworzących się strukturach wojskowych – późniejszej Narodowej Organizacji Wojskowej. W lipcu 1940 został aresztowany przez Gestapo i osadzony na Pawiaku. 6 stycznia 1941 wysłano go do obozu Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Współtworzył tam konspirację obozową. Został rozstrzelany przez Niemców, razem z innymi więźniami, w zbiorowej egzekucji.

Reklama / Advertisement

Dziennik Narodowy poleca