Reklama

„Hiszpania bohaterska” Jędrzeja Giertycha – fragm. II

70

Reklama

„Hiszpania bohaterska” to książka pisana z punktu widzenia narodowo-katolickiego. Autor, jeden z prominentów Narodowej Demokracji, uczeń Romana Dmowskiego i kontynuator jego linii politycznej, postawił sobie za cel przybliżenie Czytelnikowi wydarzeń związanych z wojną domową w Hiszpanii, gdzie przebywał jako korespondent wojenny polskiej prasy narodowej.
——————

Zarówno południowa Hiszpanja, jak Marokko i sąsiednie kraje afrykańskie, stanowi stary obszar działalności cywilizacyjnej Rzymu i jeszcze dawniejszych potęg cywilizacyjnych: Hellady i Fenicji, — nasycony następnie wpływem arabsko – muzułmań­skim. Tylko, że Andaluzja i Granada przeżyły następnie jeszcze jeden nawrót wpływu chrześcijaństwa i Europy — a północna Afryka nawrotu tego nie doznała.

Reklama

Ale bez starego europejskiego, rzymskiego kulturalnego podkładu, Marokko i kraje ościenne nie byłyby w stanie być tem, czem są. Byłyby zupełną dziczą. Jeśli muzułmańska kultura północno – zachodniej Afryki posiada pewien bądź co bądź dosyć wysoki poziom,—jeśli także i muzułmańska Hiszpańja była w średniowieczu krajem pełnym cywilizacyjnego blasku, — nie jest to bynajmniej wynikiem sił twórczych, tkwiących w Islamie, ale poprostu konsekwencją tego, że kraje te miały już za sobą wielowiekową, rzymską, europejską cywilizacyjną uprawę.

Cywilizacja arabska, przynajmniej tu, na zachodnich kresach Islamu, jest poprostu przejawem inercji, przejawem cywilizacyjnego rozpędu, wziętego jeszcze w poprzedniej, zgoła nie muzułmańskiej epoce.
Jak dalece epoka nowoczesna, w której rządzi duch żydostwa i masonerji, nienawidzi chrześcijań­stwa i Rzymu a także nienawidzi Hiszpanji, dowodzą rozpowszechnione w Europie pojęcia o Hiszpanji. N.p. powszechnem zdaniem jest, że epoką największego blasku cywilizacyjnego Hiszpanji była epoka arabska
i że rzekomo głównie Arabom zawdzięcza Hiszpanja swą kulturę. Gdy tymczasem jest rzeczą niewątpliwą, że cały blask arabskiej Hiszpanji był tylko kontynuowaniem w zmienionych formach blasku epoki poprzedniej — i że większa część cywilizacyjnej twórczości hiszpańsko-arabskiej była dziełem nie arabskich i berberyjskich żywiołów napływowych, lecz zarabizowanych, lub nawet niezarabizowanych tubylców. Jeżeli w arabskich krajach w Hiszpanji cywilizacja współcześnie stała wyżej, niż w chrześcijań­skich państewkach nad zatoką Biskajską — to wy­nikało to stąd, że po pierwsze te górskie, ubogie pań­stewka również i poprzednio stały kulturalnie niżej od hiszpańskiego południa i że po wtóre, były one wciąż niszczone przez ciągłe najazdy arabskie, podczas, gdy ośrodków kulturalnych na południu, pod władzą arabską żyjących dawnem, cywilizowanem życiem, nie miał kto niszczyć.

Jest to np. utarty komunał, że wysoki poziom swego rolnictwa, system nawadniania obszarów jałowych
i t. d. zawdzięcza Hiszpanja rządom arabskim. A tymczasem to jest historyczny pewnik, że Arabowie
nic pod tym względem do Hiszpanji nie wnieśli— raczej wiele zaniedbali i zepsuli. Wszystko, co w dziedzinie uprawy roli, irygacyj i t. d. odziedziczyła Hiszpanja po epoce rządów arabskich, istniało —
nieraz w o wiele lepszym stanie — już przed tą epoką: za czasów rzymskich, a niekiedy nawet i wcześ­niej. Cała cywilizacja hiszpańska opiera się swojemi podstawami o epokę rzymską: niemal o każdem mie­ście, o każdej ważniejszej drodze, twierdzy, akwedukcie, moście, kościele da się odszukać dowód, iż istniał on w takiej, czy innej postaci już w epoce rzymskiej.

Tak jak Polska uzyskała swój kształt cywilizacyjny i polityczny w epoce Piastów, w której powstały główne miasta, skrystalizował się podział na dzielnice, ufundowane zostały biskupstwa, określone zostały na wieki miejsca najważniejszych kościołów, parafij, klasztorów, grodów, kierunki najważniejszych dróg i szlaków handlowych, ba! nawet podział na stany i ustrój społeczny, — tak Hiszpanja skrystalizowała się, wyszła z epoki barbarzyństwa, z epoki przeddziejowego chaosu, już w epoce rzymskiej. Rzą­dy arabskie były w niej tylko epizodem.

Reklama

A jednak wciąż pokutują w świecie pojęcia — masońskie i żydowskie, wrogie Rzymowi i chrześcijaństwu,
— że blaskiem cywilizacyjnym są w Hiszpanji pierwiastki muzułmańskie (i żydowskie), że barbarzyństwem są w niej pierwiastki europejskie i chrześcijańskie. Nawet przewodnicy zawodowi, któ­ rzy dzisiaj, w Hiszpanji narodowej, naprzykrzają mi się swemi usługami, gdy zwiedzam przepiękne zabytki przeszłości Sewilli, czy Kordoby i nie dają mi samotnie i w milczeniu chłonąć ich piękna („niech pan patrzy: ta rzeźba jest z alabastru; zaświecę latarką, — pan się przekona, że alabaster, jest przezroczysty“),— nawet ci ludzie, przystosowani do pojęć turystów anglosaskich i nie zdający sobie z tego sprawy, że obecnie
nadchodzą w Hiszpanji inne czasy — wciąż mi biadają nad uchem nad zeszpeceniem maurytańskich
zabytków architektury przez późniejsze, chrześcijań­ skie przybudówki i rozdzierają szaty nad tem, że arabskie meczety, świątynie muzułmańskiego kultu, nietolerancyjnie przemieniono na kościoły. Przypominają mi się liberalne oburzania się na odebranie dawnego kościoła Jezuitów w Pińsku prawosławiu i zwrócenie go ponownie katolicyzmowi (przecież te wszystkie hiszpańskie meczety — to są, powiększone
i przebudowane, dawne katolickie katedry z epoki wizygockiej i rzymskiej!), — oraz zaiste barbarzyńskie, po doktrynersku bezduszne, nie liczące się z faktem, że pomniki architektury żyją i pulsują życiem, a nie
zastygają w martwocie, — piorunowania na renesansowe hełmy na wieżach i barokowe ołtarze w gotyckich
kościołach.

Czem byłby Wawel, gdyby chcieć go przywró­ cić do kształtu gotyckiego? Usunąć z niego kaplicę Zygmuntowską, usunąć krużganki zamkowego dziedzińca, usunąć wszystko, co jest dziełem renesansu i baroku? A może usunąć i gotyk, aby pozostawić tylko romańszczyznę podziemi? A może usunąć i romańszczyznę, aby pozostawić tylko formy z epoki kościoła św. Feliksa i Adaukta? — Kultura na tem polega, że dzieła, że twórczość pokoleń, układają się na sobie warstwami, tworząc całość, w której, tak jak
w duszy urobionego przez różne wpływy i pierwiastki człowieka, odbijają się jak zakrzepie obrazy w zwierciadle, wszystkie epoki i fazy, przez które dany zabytek, dany punkt geograficzny, dany naród przeszedł.

Reklama

Andaluzja przez to jest tak urocza, że widzi się w niej odbicie tylu epok tak odległych i tylu cywilizacyj tak biegunowo odmiennych. Chrześcijaństwo i Islam, Europa i Afryka (nie mówiąc o odblaskach arabskiej Azji, oraz zdobytej przez andaluzyjskie karawele Ameryki), — Rzym, Hellada, Fenicja, dalecy, północni Wizygoci — i nowoczesność.

Jakimże uroczym zakątkiem jest sewilska katedra! już zdaleka króluje nad miastem jej wieża, — słynna „Giralda“ — przepiękny maurytański minaret (nie okrągły i cienki, jak minarety tureckie, ale, jak w Marokku, czworoboczny i masywny, — zdobny w deseń lekkich, wytwornych, rzeźbionych arabesek),
— ukoronowany z wierzchu wspaniałym, prze­ ślicznym, renesansowym, częściowo obracającym się na wietrze hełmem. Przez wspaniałą, maurytańska bramę, Puerta del Perdón, o wytwornym, maurytańskim łuku, wchodzi się na rozległy, katedralny, ongiś meczetowy dziedziniec, zwany „Patio de los Naranjos“ (dziedziniec pomarańcz). Jest to istny gaj po­marańczowy. Złociste owoce wiszą na drzewach równocześnie z rozsnuwającemi odurzający aromat białemi kwiatami, wśród których trzepocą się motyle; w starej, meczetowej fontannie po środku dziedzińca pluszczą się gołębie; u stóp katedry, popod zielonemi
koronami owocodajnych drzew cień jest słodki i chłodny. Kontrast między blaskiem a cieniem., — między oślepiającą bielą murów, gorącym błękitem niebios i złocistością i zielenią owoców i liści — a soczystą
barwą miejsc, do których promienie słońca nie dotarły, — jest tak jaskrawy, że aż oczy bolą.

W przeciwieństwie do pomarańczowego dziedzińca, do spiętrzenia murów i do cudnej, wznoszącej się nad całością „Giraidy“ , które robią wrażenie jeśli nie muzułmańskie, to w każdym razie silnie pierwiastkiem
cywilizacyjnym arabskim przesycone — wnę­trze katedry, jednej z najwspanialszych, najpiękniejszych,
największych katedr gotyckich na świecie, jest nawskroś, jest surowo i mistycznie chrześcijańskie.
W tem ogromnem, potężnem, porywającem wnętrzu architektonicznem, w którem wspaniałość i patos budownictwa gotyckiego, robiącego wrażenie już nie tworu rąk ludzkich, ale majestatycznego dzieła przyrody, łączy się z bogactwem renesansu i baroku — człowiek się chyli w pokorze przed wielkością Stwórcy, ku Którego czci podobny pomnik zbudowano i Wiary, która to dzieło natchnęła — i mimowoli schyla kolano…

Natomiast pałac, —słynny Alkazar sewilski — to już jest zupełna Afryka. Wprawdzie na piętrze umieszczono w nim od paru wieków amfiladę po europejsku urządzonych sal, służących wielu pokoleniom królów hiszpańskich za siedzibę w okresie pobytu w Sewilli. Ale z pod makat i obrazów w tych salach, z poza mebli, — europejskich antyków, — wyzierają tutaj maurytańskie mury. A parter — zachowany w stanie naogół nietkniętym, taki, jakim go zbudowali sułtani z rodu Almohadów — to istny, pełen olśniewającego bogactwa arabesek, pełen czarownych, haremowych podwórców, pełen chłodnych,
cienistych krużganków i słonecznych, mienią­cych się tysiącami barw amfiład sal — pałac z orjentalnej
bajki. Nieodłączną częścią Alkazaru są jego ogrody — również zupełnie afrykańskie, w których palma daktylowa, oraz krzew bananu mają znaczną przewagę nad drzewem, choćby tak wyłącznie południowem, jak pomarańcza, czy cytryna. Ogrody te, pełne szemrzącej wody, pełne słodkiego cienia upajających
zapachów i śpiewu ptasząt — to jest też istna oaza z bajki. Sewilczycy mówią — że ogrody Alkazaru, to jest raj na ziemi. My coprawda, mieszkań­cy krajów, mających dosyć wilgoci, znamy takich rajów więcej. Każdy nasz las liściasty nad strumykiem, czy rzeczką, pełen kukania kukułek i śpiewu słowików, pełen zapachu fijołków i dojrzałych poziomek i malin nastrojem swoim wytrzymuje z ogrodami Alkazaru
porównanie. Ale dla mieszkańców zarówno andaluzyjskiej, jak afrykańskiej pustyni, taka pełna cienia, wody i soczystej zieleni oaza musi istotnie wydawać się rajem.

Napół afrykańskie wrażenie robią tu również i ludzie. Krucza barwa ich włosów, czarne jak węgle oczy, śniada cera wskazują, że rasowo wiele muszą mieć wspólnego z ludnością, — dzisiaj muzułmańską, ale w pierwszych wiekach naszej ery chrześcijańską,— po drugiej stronie Gibraltaru. I nietylko rasowo!

Wiele pierwiastków kultury arabskiej wsiąkło w tutejszy obyczaj i styl życia. Kobiety andaluzyjskie np. robią zupełnie wra­żenie dam mahometańskich. Nie noszą kapeluszy, tylko czarne na głowach, koronkowe szale. Chodzą wszystkie (czyżby tylko z powodu tak powszechnej tu dzisiaj żałoby?) ubrane na czarno. Ich ruchy, nie­śmiałe i skromne, kontrastują z dyskretną powłóczystością ich olśniewających oczu. Mimo woli, gdy patrzę na nie, odnajduję we wspomnieniu obraz tak samo przyodzianych w czerń, tak samo nieśmiałych a płomiennookich muzułmanek z Sarajewa, czy Mostaru. Ba! Pewnie prababka niejednej z dzisiejszych dam andaluzyjskich była mieszkanką haremul Gdy, ogarnięte potężnym ruchem hiszpańskiego narodowego odrodzenia, biorą udział w różnych patriotycznych poczynaniach, — z uroczą nieśmiałością zaczepiając przechodniów i przypinając im dobroczynne znaczki, — opiekując się rannymi, — pracując po biurach i sztabach, — ma się wrażenie, że to śpiące królewny z bajki, nagle zbudzone i ze zdziwieniem, a zarazem z zachwytem rozglądające się po szerokim świecie i z entuzjazmem rwące się do życia…

* Zachowano tekst w brzmieniu oryginalnym, według przedwojennych zasad pisowni j. polskiego