REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Greniuch: Rodzina podstawą Państwa Narodowego

251

REKLAMA / Advertisement

Obecnie utarł się pogląd uparcie propagowany przez media i wspierany badaniami „ekspertów”, jakoby potomstwo powinno jak najszybciej opuszczać dom rodzinny, najlepiej udając się jak najdalej celem „robienia” kariery. Przynajmniej 2 mln obywateli na tyle wzięło sobie do serca ów pogląd, że wyjechało poza granice naszego kraju, rzecz jasna za „karierą”.

Znacznie większy odsetek, przeważnie najmłodszych pokoleń, od lat migruje do większych ośrodków miejskich. Zapewne jest to naturalna kolej rzeczy, jednak w obecnych warunkach ruch ten jest na tyle dynamiczny, że obecnie możemy zaobserwować wyjałowienie całkowite prowincji i wykształcenie w największych ośrodkach miejskich klasy potocznie określanej „młodymi, wykształconymi, z dużych miast”, których sam wolę określać mianem „pokolenia Ikea” (patrz: „Uczyń z żywiołu Naród”)

Szwedzka firma Ikea zdobyła sobie uznanie rynku dzięki prostym meblom, które rozłożone na części pierwsze, nadają się do kompletnego urządzenia małych przestrzeni stosunkowo niskim kosztem. Niska cena w porównaniu z innymi meblami powodowana jest samodzielnym przez klienta montażem zakupionego produktu, a tworzywo, z jakiego wykonany jest mebel, często ulega uszkodzeniom już w trakcie procesu montażu. Są to zatem meble nietrwałe, a co za tym idzie tymczasowe. A szeroka gama produktów, oferowanych przez producenta, adaptującego wszelkie modele i style, sprawia, że finalny produkt jest nietrwały i często kiczowaty, będąc marną, a często komiczną kalką renomowanego wzornictwa. Mimo to produkty Ikea wypierają tradycyjne urządzenia mieszkań, będąc niemalże wizytówką każdego młodego dorobkiewicza przeważnie zajmującego, zgodnie z utartym trendem, małą, otwartą i tymczasową przestrzeń, którą, mimo najszczerszych chęci, trudno określić tradycyjnym stwierdzeniem „ogniska domowego”.

Tyle tytułem porównania. Czy jest to znak czasów, w których żyjemy? Naturalny cykl życia? A może efekt wszechobecnego globalizmu, który łączem Internetu sprowadził bezmiar świata do każdego pokoju użytkownika? W każdym razie podobny proces na masową skalę, przy poklasku i entuzjazmie wówczas rządzących, mogliśmy zaobserwować bezpośrednio po zakończeniu II Wojny Światowej, kiedy to komuniści jako swój główny postulat (wieszczący „dziejowy skok cywilizacyjny”) uczynili migrację wiosek do miast i stopniowe przekształcanie się bezrolnego chłopa w miejskiego robotnika.

Młodzi proletariusze oderwani od tradycyjnych wzorców, autorytetu i szacunku do rodziny, przed którymi otworzyła się nagła perspektywa awansu społecznego, ochoczo zaczęli naśladować tych, którzy ich do miast sprowadzili, stanowiąc główną siłę napędową reżimu. Już ta analogia może budzić pewne obawy i skłaniać do trzeźwej refleksji nad zjawiskiem.

Tradycyjny model społeczny opiera się na rodzinie, najlepiej licznej i wielopokoleniowej. Jest to podstawowa wspólnota ludzka złączona najsilniejszymi więzami krwi gwarantująca stabilność. Naród opierający się na rodzinie jest w stanie zatem stworzyć stabilne państwo, rządzone przez Naród w interesie rodzin. Jeśli rodzina w jakiś sposób jest w państwie osłabiona, wówczas do głosu dochodzą czynniki obce, a państwo zaczyna realizować interes sprzeczny z interesem narodowym, bowiem wbrew rodzinom stanowiącym podstawę rodzimej wspólnoty. Rodzina jest pierwszym tworem hierarchicznym wypływającym z jej natury, łączącym atawistyczne cechy przetrwania, które zapewnić może jej ciągłość. Stąd na modelu rodziny tworzone były pierwsze społeczeństwa oparte na hierarchii i dziedzicznym systemie sprawowania władzy. Jest to system tak prosty, co idealny. Bo jeśli dziadek zasadził drzewo, to jego syn dba o nie, by wnuk mógł zebrać owoce, a to wszystko dla dobra rodziny, z której wszyscy trzej się wywodzą. Proces ten w skali makro przekształcił się w monarchię, którą legitymizowała wola Boża, bowiem monarcha był pomazańcem z woli Najwyższego.

REKLAMA / Advertisement

Nowożytne doktryny skomplikowały naturalny proces funkcjonowania społeczeństw, m.in. rwąc łańcuchy nie tylko międzypokoleniowe, ale i rodzinne, wprowadzając do tego obiegu własnych pośredników działających wyłącznie w interesie władzy. Rodziny oparte na wielopokoleniowej strukturze tworząc „gniazda rodowe”, stanowiły mateczniki i rozsadniki kultury i tradycji promieniując na okoliczne społeczności, które więzi rodzinne tworzyły wzorując się na „gniazdach” suwerena. Siłę i rozwój rodzin, które z czasem przekształcały się w rody, a ich pierwotne siedziby w „gniazda”, stanowiła ciągłość, zarówno prokreacyjna, jak i „zasiedzenia”, czyli gospodarowania na jednym miejscu. W systemie takim gospodarka opiera się na drobnych, rodzinnych przedsiębiorstwach, ze względu na wykonywaną pracę zrzeszających się w cechy rzemieślnicze i korporacje zawodowe wybierające swoich przedstawicieli. Jest to zalążek zdrowego korporacjonizmu, w którym zarówno pracownik, jak i pracodawca wywodzą się z jednej rodziny i łączy ich zatem wspólnota interesów bez względu na zajmowaną pozycję. Model rodziny zapewnia zatem również ład gospodarczy i ekonomiczny sformułowany przez społeczną naukę Kościoła. Wszystkie te zagadnienia przedstawiane są w sposób mocno uproszczony i skrócony, żeby można było w zarysie wskazać, że fundamentem funkcjonowania wspólnot zarówno tych pierwotnych jak i ujętych w ramy nowoczesnych państw powinna być rodzina, a jej prawa stać winny na pierwszym miejscu.

Wracając zatem do początkowych rozważań, można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że zrywanie więzów rodzinnych i pokoleniowych odbywa się współcześnie pod presją sztucznie wykreowanych trendów, które swoimi korzeniami tkwią w najczystszym społecznym socjalizmie mającym stworzyć nowego człowieka – homo sovieticusa, oderwanego od korzeni manekina realizującego się podłóg wymagań rynku kreowanego przez władzę – idealna definicja człowieka w kapitalizmie, stąd współcześnie agendy Unii Europejskiej, niczym sowiecki kołchoz z pod Astrachania, rękami swoich bezpaństwowych korporacji zarządzają tzw. „zasobami ludzkimi”, nowym proletariatem, korpo-masami, motłochem w białych kołnierzykach, którymi tym łatwiej żonglować, im bardziej oderwani są od rodzin, a tym samym od moralności, tradycji i wiary.

Istnieje jeszcze jeden ważki powód opierania się na modelu rodziny, a mianowicie umowna ciągłość, bo jeśli równie umowni pośrednicy sztucznie wprowadzeni do obiegu wspólnoty nastawieni są wyłącznie na zysk tu i teraz dla siebie, i swojego pracodawcy, nie licząc się ze skutkami takiego postępowania, to rodzina świadoma swojej ciągłości, a więc odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, opiera się na planowaniu długofalowym, czerpiąc zyski proporcjonalnie do wykonanej pracy, pamiętając o uświęconej zasadzie dziedziczenia: „przekazuję, to, co otrzymałem”. Podsumowując ten nieco chaotyczny wywód możemy dojść do ideowych wniosków, w których rodzina, instytucja hierarchiczna, oparta na pokoleniowej ciągłości, uświęcona Słowem Bożym, kierująca się dobrem wszystkich członków, winna być modelem przyszłego państwa narodowego odrzucającym zarówno socjalizm jak i kapitalizm opierając się na planowym, rodzimym systemie społeczno-gospodarczym składającym się na równie rodzime korporacje solidarnie dystrybuujące wytworzone zyski dla dobra wspólnoty narodowej.

Tomasz Greniuch

za: kierunki.info.pl

REKLAMA / Advertisement