REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Franczak: Atlantyk wieńczy dzieło, czyli „Miś” na miarę naszych możliwości

292

W ostatnim czasie w mediach po raz kolejny rozbudzone zostały nadzieje, że Polska może stać się surowcową potęgą. Tym razem nie węgiel czy gaz łupkowy będzie naszą specjalizacją, ale cenne i rzadkie metale jakże potrzebne dla nowoczesnego przemysłu. Próżno by szukać nowej inwestycji górniczej w Polsce. Tym razem cel naszych poszukiwań, które mają zapewnić ojczyźnie dobrobyt na lata, nie jest usytuowany w granicach naszego kraju, ale znajduje znacznie dalej na środku Atlantyku. Brzmi to awangardowo, więc może warto przyjrzeć się otoczeniu tej inwestycji.

Zanim przeniesiemy się tysiące kilometrów na zachód, gdzieś w bezkres wielkiej wody, zacznijmy od kilku faktów z naszego szarego podwórka. Nowelizacja ustawy o instytutach badawczych z 2016 r. pozwala ministrowi nadzorującemu powoływać nie tylko dyrektora, ale i zastępców w podlegającym danemu ministerstwu instytucie. Nie inaczej było w Państwowym Instytucie Geologicznym (PIG). Oczywiście można dyskutować czy to dobrze, czy źle, że dyrektor nie może sam wybierać własnych współpracowników? Odpowiedź jak zwykle jest banalna, wszystko zależy od ludzi i ich odpowiedzialności.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Zgodnie ze wspomnianą ustawą Główny Geolog Kraju w imieniu Ministra Środowiska pod koniec 2016 r. powołał nowego zastępcę dyrektora ds. administracyjno-ekonomicznych PIG. Funkcję tą objął zupełnie nieznany w środowisku geologicznym Grzegorz Głowacki.

Jednocześnie niezależnie od zmian personalnych, w PIG pod koniec 2016 r. tempa nabrały także działania zmierzające do zakupu działki na Atlantyku pod przyszłą eksploatację surowców. Zorganizowano medialną kampanię mająca na celu przekonanie społeczeństwa, że jest to eldorado. Do dziś w wystąpieniach Głównego Geologa Kraju Mariusza Jędryska nakręcana jest atmosfera, że surowce zalegające na dnie Atlantyku będą zbawieniem i motorem dla rozwoju naszej gospodarki. Nikt w tamtym czasie nie wspominał, że lokalizację działki na Atlantyku wskazali nam Rosjanie i jeszcze PIG zapłacił za to 30 000 dolarów! Szczegóły tej transakcji dopiero opisała w swoim artykule pani redaktor Karolina Baca-Pogorzelska w Dzienniku Gazeta Prawna. Pojawiają się naturalne pytania jaki interes mieli Rosjanie, aby przekazać Polsce takie informacje? Jeżeli to rzeczywiście jest eldorado dlaczego sami nie podejmują tam eksploatacji? Po co oddawać komuś coś z czego samemu można mieć ogromne zyski? Czyżby bratnia pomoc? W tym momencie warto przypomnieć konferencję byłego GGK Henryka Jezierskiego z 2009 r., który wspominał o podobnej działce należącej do InterOceanMetal ulokowanej na Pacyfiku. Jezierski stwierdził, że choć złoża te mają obecnie wartość około 40 mld dolarów ich wydobycie jest wciąż nieopłacalne. Oczywiście to tylko słowo przeciwko słowu. Jeden minister mówi jedno drugi zupełnie co innego. Komu wierzyć?

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Niezależnie od kontekstu politycznego i prawdopodobieństwa, że Rosjanie mogli nas skierować na manowce dziwi fakt, że tak doświadczony naukowiec jakim niewątpliwie jest prof. dr hab Mariusz Jędrysek przed wydatkowaniem ogromnych pieniędzy nie wykonał żadnych wstępnych badań i nie

sporządził studium wykonalności. Jednocześnie taka niejasna sytuacja pozwala to na tworzenie dowolnej narracji o tym co tam na dnie się znajduje, co daje amunicję przeciwnikom obecnego rządu. Minister opowiada o zawartości 4% miedzi w rudzie i innych skarbach, ale nie wiadomo na jakiej podstawie to wnioskuje. Niestety jego wypowiedzi nie są weryfikowane przez inne autorytety, więc może on snuć dowolne opowieści. Z niewiadomych powodów eksploatacja na oceanie jest lifemotivem każdego wystąpienia pana ministra i można odnieść wrażenie, że jest to temat ważniejszy od uporządkowania zarządzania surowcami w Polsce. Zamiast zajmować się poprawą sytuacji tu i teraz skupiamy się na tym co w bliżej nie określonym czasie będziemy czerpać z Atlantyku. Podobną retorykę przypominam sobie z czasów kiedy Donald Tusk opowiadał, że za pieniądze z gazu łupkowego spłacimy wszystkie długi ZUSu, a Bronisław Komorowski mówił o wydobyciu gazu łupkowego w kopalni odkrywkowej.

REKLAMA / Advertisement

Należy także, jak podkreślają pragnący zachować anonimowość rozmówcy, zwrócić uwagę na fakt, że wydobycie surowców z dna oceanów stanowi także kluczową pozycję w dokumencie polityka surowcowa Polski przygotowywanym pod kierunkiem prof. Jędryska. Jedynie co może trochę dziwić jest fakt, że kieruje tym zadaniem geochemik a nie geolog surowcowy, ale to takie moje czepianie się szczegółów. Wracając do meritum można odnieść wrażenie, że cała ta polityka surowcowa jest tylko dodatkiem dla prac nad wydobyciem w dna oceanu. Zastanawiające jest tak duże parcie w kierunku działań tysiące kilometrów od Polski, gdy jednocześnie przez 3 lata nie uporządkowano systemu koncesyjnego tu na miejscu.

Jak już wcześniej wspomniałam, w medialnym „huraoptymiźmie” odnośnie skarbów na oceanie raczej nie pojawiają się inne głosy niż ministra Jędryska. Dlatego też należy odnotować głos innego byłego GGK prof. Krzysztofa Szamałka (mianowanego niedawno kierownikiem Zakładu Surowców Mineralnych i Kopalin Energetycznych w PIG) w niszowym Przeglądzie Geologicznym. W swoim artykule zatytułowanym „Stan rozpoznania oceanicznych zasobów mineralnych” rzuca on światło na rzeczywistość. Po pierwsze okazuje się, że to nie obecny GGK jest ojcem badań na dnie oceanicznym, gdyż trwają one już od lat i zajmuje się nimi m. in. grono polskich badaczy, wśród których próżno go szukać. Po drugie prof. Szamałek podsumowuje zaangażowanie Polski w badania złóż oceanicznych w następujący sposób „Kontynuowanie tego zaangażowania będzie wymagało przeznaczenia znacznie większych środków niż dotychczas na ten cel oraz konieczności wykształcenia liczniejszej grupy specjalistów w dziedzinie geologii morza, złóż morskich, górnictwa podmorskiego i technologii przerobu surowców oceanicznych”. Biorąc pod uwagę doświadczenia innych o wiele bogatszych państw niż Polska 0,5 mld na program badań PRoGeO to tylko kropla w oceanie potrzeb. Czy nas na to stać to już zupełnie inne pytanie?

Generalnie można odnieść wrażenie, że cały projekt oceaniczny służy głównie do promocji ministra, gdyż surowce z dna Atlantyku są jak yeti. Wszyscy o nich słyszeli, ale nikt nie widział. Dziwne, że żaden z dziennikarzy nie konfrontuje rewelacji ministra Jędryska z innymi niezależnymi fachowcami.

Ciekawe rzeczy dzieją się nie tylko tysiące kilometrów na środku oceanu, ale także warto zwrócić uwagę na nasze lokalne podwórko. Dlatego wróćmy na chwilę do wydarzeń jakie miały miejsce w styczniu 2017 w Państwowym Instytucie Geologicznym i do tajemniczej osoby Pana Głowackiego. A mianowicie Pan Głowacki łamiąc wszystkie wewnętrzne procedury nakazał, pod wpływem wysoko postawionych osób w Ministerstwie Środowiska, dokonać podległym mu pracownikom przelewu 2 000 000 zł na konto Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego na poczet opłaty wniosku na zakup praw do działki na Atlantyku. Pikanterii dodaje fakt, że cała operacja odbyła się bez odpowiednich dokumentów nadzorującego PIG ministerstwa, a sam minister Jędrysek pełnił w tej organizacji rolę szefa, czyli kupował sam od siebie. Odpowiedni dokument pojawił się dopiero z datą 21.07.2017. Czyli dokumenty spreparowano 6 miesięcy po fakcie wypłaty pieniędzy z kasy PIG przez Głowackiego!!!

Równie ciekawa jest dalsza historia związana z nominatem ministra Jędryska. Zniknął z PIG równie szybko jak się pojawił, ale to standard w tej instytucji w ostatnim czasie. W maju 2017 r. ku zaskoczeniu pracowników PIG został wyrzucony i słuch o nim zaginął. Jak się okazało nie skończył źle, bo jak się dowiedziałam w dobrze poinformowanych źródłach pana Głowackiego przytuliła Polska Agencja Atomistyki. Tak tylko przypadkiem się składa, że instytucja ta jest nadzorowana przez nikogo innego jak ministra Jędryska, a zarządza nią jego nominat.

REKLAMA / Advertisement

Równolegle z medialną promocją „sukcesu” zakupu działki na Atlantyku i podpisania umowy z Międzynarodową Komisją Dna Oceanicznego pojawiły się artykuły dotyczące aspektów ekologicznych górnictwa oceanicznego. Warto odnotować, że już dziś pojawiają się protesty ekologów mówiących o próbie niszczenia unikalnego ekosystemu. Z artykułu Izabeli Kacprzak zamieszczonego w Rzeczpospolitej „Oceaniczne marzenia o skarbach głównego geologa kraju” jasno wynika, że jak narazie są tylko sny o potędze, bo „z tego obszaru nikt nie ma prawa wydobywać żadnych surowców”. Złudzeń nie pozostawiają także autorki z Fundacji Mare i Instytutu Globalnej Odpowiedzialności w raporcie „Górnictwo głębinowe – nowa ziemia obiecana dla biznesu, zagrożenie dla środowiska i człowieka”, w którym między innymi możemy przeczytać „zaangażowanie Polski w rozwój górnictwa głębinowego budzi szczególny niepokój ze względu na fakt, że rejon objęty polską aplikacją znajduje się na obszarze uznanym na mocy Konwencji o Różnorodności Biologicznej za obszar morski o szczególnym znaczeniu ekologicznym lub biologicznym (tzw. obszar EBSA)”. Podobne opinie można znaleźć w mediach zagranicznych. Independent w tekście zatytułowanym „Deep sea mining could destroy possible source of life on earth, warn scientists” wspomina o niszczeniu unikalnego ekosystemu, swoistego Świętego Graala ekologów ukrytego na dnie Atlantyku. Rewelacje te powtarzają kolejne portale internetowe, ale pan minister wie lepiej i nic sobie z tego nie robi, ciągle opowiada w mediach prawdę objawioną o „polskich skarbach” na Atlantyku.

Jednakże może w tym szaleństwie jest metoda. Być może strategia polega na tym, aby przez kilka lat prowadzić działania za ogromne pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatnika, a i tak na koniec zrzuci się wszystko na ekologów, którzy nie dopuszczają do pozyskania przez Polskę jakże istotnych surowców. Ekologia i związane z tym protesty będą stanowić dobry pretekst do porzucenia eksploatacji i uzasadnienia miliardowych wydatków na przygotowania. W efekcie będzie to taki „MIŚ” na miarę naszych możliwości?

Moim zdaniem, oczywiście nie należy dezawuować koncepcji wydobycia surowców z dna oceanu i powinno to się znaleźć w długofalowej koncepcji polityki surowcowej, ale wcześniej powinniśmy zadbać o stworzenie racjonalnych podstaw, które dopiero będą uzasadnieniem do inwestowania funduszy państwowych. Dziś wydaje się, że to drugie zostało kompletnie zignorowane, a pierwsze stanowi spiritus movens całego działania. Chyba powinniśmy wypłynąć z odmętów i wrócić na ziemię.

Cała sprawa związana z „naszym oceanem” jest bardzo dziwna i otacza ją zamknięty krąg milczenia. Z kim nie rozmawiam to nieoficjalnie mówi, że ta cała zabawa na oceanie to humbug, ale nikt nie chce wystąpić oficjalnie, bo albo liczy na zlecenia z Ministerstwa lub PIG albo znajduje się w zależności służbowej od GGK. Z rozmów wynika jedno, jest wiele ważniejszych spraw do rozwiązania w geologii tu na miejscu w Polsce niż inwestowanie w kawałek wody, gdzieś w odmętach Atlantyku. Jakoś przez ostatnie 3 lata departamenty odpowiedzialne za geologię w Ministerstwie Środowiska nie uporządkowały polityki koncesyjnej w Polsce, jak i wielu innych ważnych spraw. Przedsiębiorcy stoją w kolejce po koncesje i jak wynika z badania NIK czas oczekiwania znacznie się wydłuża. Ale może o to chodzi, że jak są klienci w kolejce, to jest ruch w interesie. I tak można by było wymieniać kolejne niespełnione obietnice obecnego Głównego Geologa Kraju.

Pisałam już o niesławnej karierze w PIG pana Głowackiego. Wróćmy do PIG i osób z nim związanych, bo tam ciągle dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. Po moich artykułach w Kurierze Wnet na tweeterze pojawił się wściekły atak pani Ewy Stankiewicz o szkalowanie pana ministra Jędryska. Oczywiście nikt ani słowem nie zająknął się, gdzie w artykułach były jakiekolwiek przekłamania bądź oszczerstwa. Nie zorientowanych informuję, że Pani Ewa jest prezesem Stowarzyszenia Solidarni 2010. To bardzo szlachetny ruch walczący o wyjaśnienie największej tragedii w dziejach Rzeczypospolitej. Tym bardziej bardzo zdziwiły mnie rzucane przez Panią Stankiewicz pomówienia. Jeszcze bardziej zadziwiające okazało się, czego dowiedziałam się przez internet, że członkiem zarządu Solidarni 2010 jest Pani Natalia Tarczyńska. Niby nic w tym dziwnego, każdy może należeć do dowolnej organizacji, ale po dogłębnym sprawdzeniu przyznam, że przez kilka minut nie mogłam dojść do siebie ponieważ okazało się, że Pani Natalia Tarczyńska zastąpiła nie kogo innego jak… Pana Głowackiego na stanowisku z-cy dyrektora ds. administracyjno-ekonomicznych PIG. Szok. Pani Natalia Tarczyńska jest dyrektorem ds. ekonomicznych PIG, a jej koleżanka z zarządu fundacji zarzuca mi ataki na ministra Jędryska. A ja po prostu piszę prawdę. Coś tu jest nie tak. Szczególnie, że PIG w którym Pani Tarczyńska zarządza finansami i który jest nadzorowany przez ministra Jędryska w 2017 r. wygenerował największą w historii stratę 5,5 mln złotych, a obecnie tonie w kredytach, a strata podobno wynosi już ponad 10 mln złotych. Nie oceniam kompetencji Pani Tarczyńskiej, ale z jej CV na stronach PIG wynika, że raczej jest specjalistką od informatyki, choć dawno temu ukończyła także ekonomię we … Wrocławiu. Przypadek goni przypadek.

Tak też z głębokiego oceanu przeszliśmy do spraw personalnych, ale one są bardzo istotne jak potwierdzają moi informatorzy, gdyż od półtora roku szerzy się tam nepotyzm i pojawiają się kolejne osoby zatrudniane na polecenie z Wawelskiej. Czy to prawda, że pan Jędrysek za chwile nie nadąży produkować doktorantów, bo podobno już chyba wszyscy objeli ważne stanowiska w PIG lub Ministerstwie? Pytania się mnożą. Czy nie jest pomyłką informacja, że niedawno zatrudniony w PIG redaktor naczelny prestiżowego periodyku „Polityka surowcowa” jest powiązany rodzinnie z dyrektor zarządzająca jednym z kluczowych departamentów Ministerstwa Środowiska? Jak mówią moi rozmówcy to tyko jeden z wielu przykładów. Równie interesujące wykorzystywanie mienia PIG. Można to zobrazować na przykładzie wykorzystania pokoi gościnnych jakimi dysponuje PIG dla swoich pracowników. Czy to prawda, że od dłuższego czasu pracownicy PIG przyjeżdżający do Warszawy muszą mieszkać w hotelach, bo pokoje są zajmowane przez pracowników ministerstwa nie wnoszących opłat, które są wymagane wewnętrznymi regulacjami? Jak widać są równi i równiejsi. Nie dziwi więc przydomek „folwark geologiczny” jak nazywany jest PIG w artykule w jednym z tygodników.

Wbrew pozorom sprawy personalne mają przełożenie na poziom merytoryczny i atmosferę w tej instytucji. Z jednej strony minister snuje wizje wyspecjalizowanych i wymagających wysokich kompetencji badań na dnie Atlantyku, które chyba mimo wszystko są, moim skromnym zdaniem zadaniem, nietuzinkowym zadaniem. Z drugiej strony to właśnie kadra zatrudniona w ostatnim roku powinna stanowić trzon Polskiej Agencji Geologicznej, o którą tak zajadle walczy minister, a wszyscy podobno rzucają mu tylko kłody pod nogi. Czy aby na pewno nowa kadra PIG przekłada się na nową jakość?

Reasumując cała sytuacja skłania do refleksji, aby zanim zainwestujemy nasze ogromne pieniądze i utopimy je, gdzieś tysiące kilometrów stąd na dnie Atlantyku, ktoś przyjrzał się dokładniej co się dzieje Państwowym Instytucie Geologicznym. Zarysowana sytuacja nie ma kolorów partyjnych, bo czarne owce zdarzają się w każdej rodzinie, poprzednicy podobno nie byli wcale lepsi, ale jak to mówi mój znajomy przemytnik są jakieś granice. Nawet na Atlantyku.

Mimo wszystko tam gdzie w grę wchodzą pieniądze podatnika nie ma miejsca na bajki. Ekonomiści zadają proste pytania ile musimy w ten interes włożyć i jaki będzie zysk? W tym kontekście dziwi fakt, że nawet Rada Ministrów zgodziła się wydać ponad ponad 500 mln złotych z kieszeni podatnika na program PRoGeO bez racjonalnie oszacowanych kosztów i zysków, które powinny być zapisane w sporządzanych w takim przypadku studium wykonalności. Chyba, że pan minister zahipnotyzował urzędników, którzy do tej pory nie mogą się obudzić po opowieściach dla grzecznych dzieci. A tak w ogóle to chyba przydałby się kubeł zimnej wody, aby ochłonąć, albo co najmniej płyn na porost włosów, jak w „Misiu”, bo podobno jak zdjęcie w paszporcie się nie zgadza na Atlantyk nie wpuszczają.

Danuta Franczak

REKLAMA / Advertisement