Reklama

Flerianowicz: „Państwo monopoliczne” Romana Rybarskiego. Wczoraj i dziś

320

Reklama

„Siła i prawo” [1936] to jedno z najwybitniejszych dzieł przedwojennego ekonomisty obozu narodowego – Romana Rybarskiego. W nim, szczególne miejsce zajmuje część poświęcona takiemu ustrojowi, w którym to państwo ma ambicje kontrolować wszystkie aspekty życia. Rozdział ten nazywa się „Państwo monopoliczne” [osobno wydane przez Dom Wydawniczy „Ostoja” 2007, opatrzone wprowadzeniem dr Norberta Wójtowicza].

Państwo monopoliczne to również autorska nazwa własna dla systemu, które według autora ma dwa zakresy znaczeniowe. „W ciaśniejszym – pisze Rybarski – mamy na myśli taki ustrój państwa, w którym jedynym i wyłącznym źródłem władzy w państwie jest zamknięta grupa rządząca… Istnieje tu monopol polityczny grupy rządzącej… Zagadnienia rządu, to wewnętrzne zagadnienia tej rządzącej grupy, ma ona zwierzchnią władzę nad wszystkimi instytucjami państwowymi, w niej skupia się całe życie polityczne. W szerszym znaczeniu …oznacza przejęcie przez tę naczelną grupę za pośrednictwem państwowego aparatu, całego życia gospodarczego. Monopolem tej partii-państwa jest nie tylko polityka, lecz także i wychowanie , życie stowarzyszeń, organizacja kultury duchowej, życie religijne i społeczne… Wszystko jest poddane jednemu kierownictwu, jednemu planowi, wszystko jest upaństwowione”.

Reklama

Takie państwo jest łatwą pokusą nie tylko dla socjalistów, ale również, a może przede wszystkim z punktu widzenia autora, dla niektórych grup w obozie narodowymi. Ich właśnie chce Roman Rybarski ostrzec, krytykując takie podejście, ale analizując bezwzględnie stojąc na gruncie narodowym.

Pierwszą poddaną analizie szerszego znaczenia jest przymus państwowy. „Zwolennicy państwa monopolicznego są zdania, że nie można żadnych istotnych funkcji narodu powierzać wolnej organizacji, dobrej woli członków narodu, ich zrzeszeń, lecz że trzeba w najszerszym zakresie zastosować przymus państwowy. A więc wierzą w skuteczność przymusu; wierzą w to, że przez ustawy, dekrety, wyposażone w odpowiednie sankcje, można kształtować plastycznie życie narodu”.

Dalej autor przywołuje przykłady summum ius, summa iniuri: represyjny system karny bez poczucia moralnego, prohibicja czy asymetrię w odczuciu popełnienia czynu zabronionego między społeczeństwem a określoną przez prawo sankcją karną. W systemie, w którym istnieje państwo monopoliczne, brak konkurencyjności stronnictw politycznych doprowadza do degeneracji istniejącego układu lub monopartii. Na ich czele stają wodzowie, pojawia się hierarchia z barierami wejścia , sygnalizowanie polityczne przebiega jednotorowo: od góry w dół. Istniejące odrębne stronnictwa próbuje się dezawuować, marginalizować, przejmować. W takim układzie przetrwają tylko te, które mają silne oparcie ideowe, ponadto wychodzą z takiej walki wzmocnione. Pojawia się zjawisko działalności stronnictw poza oficjalnymi kanałami, a w szczególności w sferze medialnej; do nich również należą różnego rodzaju polityczne akty przemocy.

Monopolizm władzy to dzieło trwałe – pisze Rybarski. Państwo jest źródłem powodzenia lub niepowodzeń całego narodu i poszczególnych jednostek. Daje pracę, umożliwia karierę, ale i może ją zniszczyć. Tak tworzy się grupa rządząca – wywodząca się często z tzw. zasłużonych w boju. Tak ich m.in. opisuje ją Roman Rybarski: „Grupy rządzące, które narzuciły narodowi swoją wyłączną władzę, mają zazwyczaj za sobą przeszłość romantyczną, pełną niebezpieczeństw i poświeceń. Ludzie ci ryzykowali nieraz swoje życie. Młodość ich nie minęła spokojnie. Cierpieli po więzieniach, wielu ich padło w walce z wrogiem zewnętrznym lub wewnętrznym. Mają wspólne wspomnienia, swoich poległych bohaterów, pieśni bojowe. I pewnym momencie dochodzą do władzy, odsuwając od niej innych z całą bezwzględnością. Staja się panami całego społeczeństwa”.

Reklama

Koleje ich losu są często takie, że odcinając kupony od swej sławy, stając się beneficjentami władzy, a nie mając faktycznie umiejętności i wiedzy do rządzenia, stają się figurami śmiesznymi. Ta raczej rewolucyjna niż ewolucyjna ścieżka życiowa, powoduje przecież, że brak jest czasu na wykształcenie polityków z prawdziwego zdarzenia. Umiejętności nabyte w konspiracji często mogą mieć się nijak do tych potrzebnych w rządzeniu. Konflikty w takiej grupie wywołują nowe, obce „starej” grupie osoby, których włączenie do obozu rządzącego miało na celu wyrównanie braków opisanych powyżej. Rybarski opisuje dalej kolejne fazy procesu „życia” grupy, które swe istnienie zawdzięcza jednak prawie zawsze jakiemuś centrum – wodzowi. „Koło słońca – dyktatora krążą księżyce, świecące jego blaskiem. Kiedy słońce przestaje znikać powstaje ciemność i chaos”. W efekcie polityka staje się specjalnością wąskiej grupki, która nie wtajemnicza narodu w szczegóły, a przede wszystkim uświadamia społeczeństwu, że nie warto się nią zajmować (i władzą i polityką) bo wszystko i tak jest ustalone z góry, a za opinię publiczna służy aparat utrzymywany z funduszy publicznych. „Nigdy przez spodlenie charakterów nie wzmoże się potęgi narodu. gdyż w każdej chwili wartość narodu zależy od wartości jego członków”.

Ważnym, logicznym następstwem wprowadzania państwa monopolicznego jest usunięcie z życia narodu i państwa pierwiastka współzawodnictwa i walki. Wszystko dostarcza i koryguje państwo od nauki po sztukę. Zatraca się przez to umiejętności wynikające z doświadczenia nabieranego w trakcie naturalnej selekcji dobrych i złych pomysłów gospodarczych, społecznych czy nawet artystycznych. „Państwo monopoliczne może dać cudowne wyniki w technice życia. Może podnieść poziom higieny publicznej. Zapobiec epidemiom, budować wspaniałe drogi, przyzwyczaić ludzi do czystości fizycznej, nauczyć ich punktualności, składnej roboty; może wytępić analfabetyzm, wprowadzić przymus biblioteczny, przymus teatralny, przymus czytania dziennika, przymus radiowy i parę jeszcze tuzinów innych przymusów. Ale z tej zmodernizowanej i zracjonalizowanej fabryki państwowej wyjdzie człowiek standaryzowany, człowiek-robot, a nie żywo człowiek.

Reklama

Roman Rybarski potęgę narodu widzi bardziej w różnorodności niż uśrednianiu pisząc, że „więcej warte są wybitne jednostki, w każdej dziedzinie, niż masy poruszające się składnie w takt jednej muzyki”. Szczególne politowanie wyraża wobec upaństwowionego literata czy uczonego. Dla niego życie narodu nie może się wciąż obracać po utartych torach, gdyż nowe potrzeby potrzebują wciąż nowych rozwiązań, a te jest w stanie zagwarantować tylko wolna konkurencja – nie tylko w sferze gospodarczej, ale również sferze sztuki, literatury czy nauki. Konsekwencja procesów, które popychają kraj w stronę takiej formy ustrojowej jest przede wszystkim niewydolność gospodarcza państwa. Wymóg ogromnego budżetu powoduje przerost załamanie struktury kapitału, poprzez wysokie obciążenia podatkowe.

Etatyzm w gospodarce jest wtedy nie ideą , ale narzędziem politycznym. Rybarski znakomicie wnioskuje, że wewnętrzny mechanizm takiego państwa nieuchronnie prowadzi do kapitalizmu państwowego lub innej kolektywistycznej postaci, gdyż nie może być tak że w jednych dziedzinach istnieje pełna wolność, a w innych kontrola. Jako, że nic nie może pozostać poza państwem, również religia doświadczy tego „dobrodziejstwa”. Stosunki państwa z kościołem przybierały różne kształty w różnych totalitaryzmach, lecz zawsze Kościół stawał na przeszkodzie całkowitej realizacji koncepcji państwa monopolicznego, przez co nieraz ponosił najwyższą ofiarę. Jako podstawowy problem grup rządzących w omawianym typie państwa jest brak, tego co V. Pareto nazwał naturalnym i pożądanym krążeniem elit. Grupa za wszelką cenę chce utrzymać władzę, lecz staje się niezdolna do jej sprawowania i tak tworzy się pewnego rodzaju błędne koło.

Czołowy ekonomista obozu narodowego zginał w Auschwitz zamordowany przez przedstawicieli niemieckiego państwa monopolistycznego. Nie mógł więc skonfrontować swych tez z tym, co na sowieckich bagnetach stworzono w Polsce po zakończeniu wojny. Siłą rzeczy nie mógł również ocenić pod tym samym względem III RP. Roman Rybarski pisał swoje spostrzeżenia obserwując, sanacyjną i niektórych środowisk narodowych, fascynację możliwościami wpływu aparatu państwowego na życie narodu. Można je jednak przypasować do dnia dzisiejszego. Po 1989 r. możemy w Polsce mówić o dwóch zmieniających przy władzy obozach. Mają wiele postulatów odmiennych, jednak można w kontekście pracy Roman Rybarskiego odnaleźć punkty wspólne.

Pierwszy obóz ma charakter obcy, imputowany narodowi polskiemu w wyniku długiego procesu historycznego; drugi ukorzeniony jest w przedwojennej tradycji niepodległościowej. Dzisiejsza „totalna” opozycja to kompradorska grupa, wyłoniona przy rozmowach w „Magdalence”, a której konsensusem była decyzja o niedopuszczeniu do rządzenia sił konserwatywnych, narodowych czy liberalnych w klasycznym znaczeniu i permanentna desuwerenizacja kraju, w rezultacie czego mamy fasadową demokrację z wypaczonym kapitalizmem.

Grupa rządząca opiera się na rewolucyjnym micie obalenia komunizmu, walk, pobytach w więzieniach. Po przejęciu władzy zdegenerowana i ze śmiesznymi figurami jak chociażby Lech Wałęsa. Nie potrafiąca dopuścić „świeżej krwi” do swych szeregów degenerowała się jeszcze bardziej, czego obraz, a raczej dźwięk uwieczniony został na taśmach z „Restauracji u Sowy”. Poza tym o klęski tego układu doprowadziła właśnie dekompozycja elementów składowych państwa monopolistycznego. Grupa pozbawiona wodza, czyli Donalda Tuska popadła w chaos, monopolizm medialny upadł za przyczyną Internetu, rąbki niezależnej sztuki skierowały swą uwagę w kierunku patriotyzmu i sentymentalizmu katolicko-narodowego. Resztki tych elementów widzimy w próbach cenzurowania wypowiedzi na portalach społecznościowych, destabilizacji państwa przez permanentne demonstracje czy obce interwencje. Choć utrata władzy spowodowała poluźnienie zewnętrznych szeregów, to trzon jest silny, zwarty i pewny że do władzy tak czy inaczej powróci.

Z drugiej strony Prawo i Sprawiedliwość to partia wodzowska, etatystyczna. Po wyborach w 2015 r. w Polsce jest system upodabniający się do państwa monopolicznego w szerszym znaczeniu. To właśnie państwo ma pełnić równorzędną do własności prywatnej rolę w gospodarce, partia ma charakter wodzowski, a jej ambicją jest ogarnięcie jak najszerszego zakresu życia obywateli. Tu również mamy „weteranów” walki o niepodległość, może mniej groteskowych niż wśród upadłego reżimu, lecz z ogromnym w tym względzie potencjałem. Element wodzowski przeważa zresztą nad elementem grupy, a na pierwsze miejsce wysuwają się interwencjonistyczne pomysły gospodarcze, nachalne budowanie legendy Lecha Kaczyńskie czy ogólna „siermiężność” metod. Obie formacje doprowadziły do niespotykanego rozrostu biurokracji, wysokiej komplikacji fiskalnej, wzrostu stóp podatkowych, uzależnienia od siebie pracowników tzw. ”budżetówek”, zadłużenia wewnętrznego i zewnętrznego, uzależnienia mediów i inne.

Można zatem przyjąć wstępną tezę, że obie formacje, choć w różnym stopniu i różnych aspektach, przyczyniły się do tego, że możemy traktować III RP jako państwo, które prosta ścieżką podąża w stronę systemu tak wnikliwie opisanego ponad osiemdziesiąt lat temu przez jednego z najwybitniejszych ekonomistów i polityków Polski międzywojennej.

Grzegorz Flerianowicz

Grzegorz Flerianowicz – urodzony w 1979 roku w Lubaniu. Ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Lubaniu. Studiował prawo na Uniwersytecie Wrocławski. Absolwent politologii ( licencjat) i ekonomii (magister) na Uniwersytecie Opolskim. Doktorant na Wydziale Ekonomicznym UO .Słuchacz wykładów z ekonomii na Southern University of Connecticut. Przygotowuje pracę o czynnikach wpływających na asymetrię informacji w handlu internetowym. Autor kilku artykułów z ekonomiki informacji, uczestnik konferencji naukowych i debat o charakterze otwartym. Były prezes opolskich struktur Endecji, członek koła opolskiego klubu myśli im. Romana Rybarskiego i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.