REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Dr Patey: Jeszcze o „Akcji Wisła”

301
Wraca ostatnio temat „Akcji Wisła”. Przypomnijmy, komuniści kontynuując politykę przesiedleń ludności białoruskiej i ukraińskiej na tereny BSSR i USSR prowadzonej już od 1945 r. tym razem zdecydowali się wysiedlić głównie grekokatolickich Ukraińców, Łemków i Bojków na tzw. Ziemie Odzyskane.

Przy tej okazji powtarza się ciągle mity wyprodukowane przez propagandę komunistyczną. A w dużym skrócie prawda wyglądała z dużą dozą prawdopodobieństwa jednak inaczej. UPA w 1945 r. uznała już milcząco swój błąd strategiczny, polegający na niedocenieniu siły Sowietów i przecenieniu możliwości Niemców. Po II wojnie światowej miast plebiscytów i referendów o przyszłości spornych ziem dawnej Rzeczpospolitej decydować miała siła Armii Czerwonej i aparatu bezpieczeństwa. W tych warunkach nawiązana została (na poziomie taktycznym) współpraca AK-WiN z lokalnymi strukturami UPA. Ustały napady na polską ludność cywilną. Również podziemie narodowe zaczynało czynić rozeznanie na temat możliwości zawieszenia walk i skierowania sił przeciw komunistom i NKWD. Znana jest historykom misja ppor. Stanisława Kossakowskiego z NZW (co prawda nieudana).

Doszło do spektakularnej wspólnej akcji Polaków i Ukraińców przeciwko sowiecko-komunistycznej władzy w Hrubieszowie i uwolnieniu przetrzymywanych w lokalnym więzieniu żołnierzy polskiego podziemia. Współpraca została przerwana, bowiem w tym czasie komunistyczne formacje zbrojne, KBW, agentura w lokalnych wiejskich samoobronach w polskich mundurach zaczęły prowadzić pacyfikacje wsi ukraińskich. Cel był jasny, sprowokowanie UPA do dalszych działań przeciw ludności polskiej. Niestety ta prowokacja komunistom się udała. Współpraca polskiego i ukraińskiego podziemia została wstrzymana. Rzezie kontynuowano.

REKLAMA

Reklama / Advertisement

Mitem jest zatem zaangażowanie się komunistycznych sił bezpieczeństwa w walkę z ukraińskim podziemiem w celu ochrony ludności polskiej. Celem było tylko i wyłącznie utrwalenie „władzy ludowej”. Polacy w tej grze o tron traktowani byli przez komunistów czysto instrumentalnie.

UPA działała dłużej niż WiN dlatego, że NKWD, UB i KBW skupiły się na walce z polskim podziemiem, nie ukraińskim (UPA była im czasowo potrzebna, by budzić strach i legitymizować władzę ludową na tamtym obszarze). Ciekawe, że czasem dochodziło do współdziałania NKWD z oddziałami ukraińskimi przeciwko polskim organizacjom podziemnym.

Dzisiaj wiemy, ze „Akcja Wisła” miała inne cele niż zniszczenie UPA (to było załatwione, jakby przy okazji) Celem komunistów bowiem było przeprowadzenie eksperymentu społecznego najpierw na ziemiach przyłączonych, a potem w całej Polsce. By zacząć komunizacje mieszkańców zagospodarowujących Ziemie Zachodnie, postanowiono wymieszać ludność polską przybyłą z Kresów, (jak liczyli komuniści wykorzenioną i wdzięczną Armii Czerwonej za ocalenie z rzezi Wołynia i Małopolski Wschodniej) z ukraińską i żydowską. Taki miks gwarantował, zze to „władza ludowa” miała być oparciem, gwarantem bezpieczeństwa i arbitrem w sporach.

Reklama / Advertisement

Eksperyment częściowo się udał. Mieszkańcy ziem zachodnich głosują po dziś dzień częściej na post-komunistów, mniej są przywiązani do tradycyjnych wartości, słabsze są więzi rodzinne i więcej notuje się rozwodów. Tam też powstawały polskie sowchozy i kołchozy. Do dziś więcej na Ziemiach Zachodnich własności państwowej, mniej rodzinnych gospodarstw rolnych niż w innych regionach kraju…
Oczywiście, wielu Polaków kresowych nie dało się uwieść komunistycznej propagandzie i trwało w biernym oporze. To z nich wyrósł ruch społeczny Solidarność Wrocławia, Szczecina, Gdańska, Olsztyna.

Wracając jednak do końca lat czterdziestych, akcja Wisła była ściśle powiązana z operacjami przeprowadzonymi w ZSRS na ziemiach zabranych. Nie bez przyczyny Rosjanie przyjmowali chętniej prawosławnych Ukraińców z Chełmszczyzny, ale nie bardzo chcieli unickich Łemków z Bieszczad. W tym czasie trwała bowiem walka z unitami w USSR, aresztowania, rabunek mienia i w końcu przymusowe włączenie kościoła greckokatolickiego do struktur cerkwi prawosławnej, co wytworzyło silnaa opozycjee wiernych do władzy sowieckiej.

Stalin zresztą nasiedlał intensywnie polskie województwa wschodnie zabrane nam ludnością rosyjską. Tylko jej wierzył. Nie chciał zatem kolejnej fali repatriantów wrogo nastawionych do władzy sowieckiej. We Lwowie w 1950 r. ludność rosyjska stanowiła 20% mieszkańców. Ukraińców zatem w 1947 r. już nie chciał. Sam zresztą przesiedlił w tym czasie ok. 70 tysięcy Ukraińców na wschód. Ukraińcy zamieszkujący Polskę – nie cieszący się zaufaniem i sympatią Polaków (co zrozumiałe) – mieli posłużyć do łatwiejszej komunizacji polskiego społeczeństwa. Wiele wiosek ukraińskich było zresztą skomunizowanych i wrogo nastawionych nie tylko do naszego podziemia, ale także do UPA.

Stwierdzenie, że komuna nie mogła sobie poradzić ze słabnącą partyzantką upowską (w 1947 r. liczyła raptem 1500 ludzi) tez można miedzy bajki włożyć. Do apologetów władzy komunistów, którzy szukają dobrych intencji w działaniach Stalina jedna uwaga. Jeśli Stalinowi drogi byłby los polskiej ludności, to nie paktowałby z Hitlerem i nie dokonałby rozbioru Polski.

<Dr Mariusz Patey – działacz obozu narodowego, dyrektor think tanku narodowego Instytutu im. Romana Rybarskiego

Reklama / Advertisement

Dziennik Narodowy poleca