REKLAMA / Advertisement

Reklama /Advertisement

Dr Nałęcz: Żaby na wolnym rynku

327

Tegoroczny kongres Polska Wielki Projekt zobowiązuje do przemyśleń w jakim kierunku zmierza tytułowy podmiot? Jakie ramy na najbliższe lata nakreśli rząd i w jak rozwijać będzie się nasza gospodarka? Czy rozwój Polski powinien być determinowany przez niewidzialną rękę rynku czy też gospodarkę planową?

Do tych przemyśleń zmusił wykład laureata Nagrody Nobla z zakresu ekonomi Thomasa Johna Sargenta. Okazuje się, że te dwie pozornie sprzeczne idee wcale się nie wykluczają, a wręcz przeciwnie stanowią one logiczne uzupełnienie. Oczywiście pojawia się pytanie, który element powinien przeważać i w jakim zakresie? Sargent stwierdził, że Oskar Lange odkrył, że zarówno wolny rynek, jak i gospodarka planowa mają swoje dobre strony.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Z wykładu prof. Sargenta wyłania się jeden podstawowy wniosek wskazujący, że prosperity państwa zależy od mechanizmów rynkowych, ale pewne dziedziny powinny być jednak wsparte przez rząd, który powinien nakreślać ramy poprzez instytucje wyznaczające kierunki działania państwa i dbające o jego bezpieczeństwo. Z powyższego wywodu wyłania się obraz wskazujący potrzebę silnych i sprawnych instytucji państwowych tworzących podstawy do rozwoju otwartego rynku. Oczywiście ciągle pozostaje otwarte jaki udział powinno mieć państwo w gospodarce rynkowej?

Z pomocą przychodzi prof. Roman Rybarski, stwierdzając „Kto ponosi odpowiedzialność musi mieć swobodę działania na własny rachunek. Gdyby państwo dyktowało ceny, rozstrzygało o stanie zatrudnienia, płacach itd., to ten system prowadził by automatycznie do bezpośredniego etatyzmu, do przejęcia na rachunek państwa całych działów produkcji”. Rybarski zdecydowanie przeciwstawiał się także administracja państwowa stwarza nieuzasadnione prywatne monopole”.

REKLAMA / Advertisement

Jak widać, zdania są podzielone i do dziś ekonomistom nie udało się wypracować jednoznacznego rozwiązania. Jednakże niezależnie od roli instytucji państwowych i ich roli w kształtowaniu rynku należy podkreślić ich znaczenie, gdyż w wielu aspektach decydują o sukcesie państwa.

Amartya Sen, ekonomista indyjski, także laureat Nagrody Nobla, który obecnie wykłada na Harvardzie, wspomniał kiedyś, że „jest taka ładna opowieść w sanskrycie o żabie, która rodzi się, żyje i umiera w studni. Jej obraz świata ogranicza się do studni. Tak też wyglądał świat dla wielu ludzi na naszej planecie, zanim upadł mur berliński. A kiedy upadł, poczuli się jak ta żaba w studni, która nagle mogła porozmawiać z żabami z innych studni (…). Jeśli świętuję upadek muru, to dla tego, że jestem przekonany, iż ludzie mogą się od siebie wiele nauczyć. Wiedzę nabywa się zwykle dzięki wymianie informacji ponad granicami”. Słowa te oczywiście dotyczyły relacji społecznych po upadku muru berlińskiego, ale wydaje się że można je odnieść w dużo szerszym kontekście.

Studnie wspomniane przez Sena stanowią bardzo trafną alegorię silosów instytucjonalnych jakie przez lata wytworzyły się w polskiej administracji. Thomas Sargent uzależniał sukces gospodarki od sprawnych ram państwa, ale czy można mówić o sprawnym działaniu w ramach „Polski resortowej” zamkniętej w swoistych silosach? Oczywiście to nic nowego, gdyż „Polska resortowa” została już dawno zdiagnozowana, ale niestety nasze rodzime „żaby” raczej nie dążą do zburzenia murów studni, w których od lat funkcjonują. Wydaje się, że życie jakie wiodą zupełnie im odpowiada. Wobec powyższego pojawiają się podstawowe pytania: czy komukolwiek zależy, aby upadły mury między instytucjonalnymi silosami oraz czy nasze rodzime „żaby” bedą się bronić, aby w spokoju dokonać żywota w swoim wyalienowanym środowisku?

Wszystko to skłania do refleksji nad funkcjonowaniem instytucji państwowych. Niestety obserwacje i doświadczenia nie skłaniają do pozytywnych wniosków. Większość instytucji państwowych nie tylko żyje w swoich wyizolowanych studniach, ale wręcz broni ich jak niepodległości cementując izolacjonizm. Okazuje się, że instytucje te wyspecjalizowały się w funkcjonowaniu dla samych siebie, a wszelkie inicjatywy są nie mile widziane. Wyłania się jeden zasadniczy problem, związany z finansowaniem silosów ze środków publicznych. Instytucje te nie tylko bronią się przed poziomymi formami współpracy, ale co gorsza przez lata wypracowały także mechanizmy obronne przed głównym interesariuszem, czyli społeczeństwem. Niestety konkluzja est smutna i wskazuje, że szereg instytucji funkcjonuje głownie sama dla siebie, skupiając się przede wszystkim na zapewnieniu środków na przetrwanie w niezmienionej formie. Obywatel, któremu te instytucje powinny służyć pozostaje, gdzieś na marginesie. Instytucje państwowe konkurują między sobą gubiąc zupełnie główny cel dla którego zostały powołane. Znika też stymulowanie i wspieranie mechanizmów wolnego rynku. Niezdrowa konkurencja powoduje, że coraz bardziej zasklepią się w swoich studniach, a rozmowa i współpraca stanowi wręcz zagrożenie dla ich istnienia.

Jeżeli Projekt, o którym wielowątkowo mówiono podczas kongresu, ma się ziścić w najbliższej przyszłości to przede wszystkim należy pomyśleć o stworzeniu ram instytucjonalnych, które bedą wspierały mechanizmy wolnorynkowe. Tak jak uwolniono optymizm burząc mur berliński pozwólmy naszym „żabom” spojrzeć na świat poza murami i ułatwić im rozmowę z sąsiadami. Oczywiście w pierwszej fazie będzie to terapia szokowa, ale cele nie dotyczą jednostek ale państwa. Dalsze utrzymywanie izolacjonizmu „Polski resortowej” stoi w sprzeczności z budową nowoczesnej i innowacyjnej gospodarki. Należy umożliwić płaszczyzny współpracy międzyinstytucjonalnej. Niezależnie od wszystkich pozytywnych skutków takiego działania, jeden podstawowy cel zostanie osiągnięty, a mianowicie zoptymalizowane zostaną koszty funkcjonowania instytucji państwowych.

Kontynuując wywód prof. Sargenta rząd (i podległe mu instytucje) powinien tworzyć ramy wspierające działania wolnorynkowe, ale ramy tem muszą być otwarte na dialog i rozmowę. Być może największym wyzwaniem na najbliższe lata jest uwolnienie „żab” z pieczołowicie budowanych silosów, aby mogły się porozumiewać miedzy sobą, ale także pełnić pożyteczną rolę dla społeczeństwa inicjując i wspierając procesy wolnorynkowe.

Dr Tomasz Nałęcz

REKLAMA / Advertisement

Dr Tomasz Nałęcz – uznany ekspert w zakresie geoinformacji, wód podziemnych, ochrony środowiska i polityki surowcowej. Doktor nauk o Ziemi ze specjalizacją hydrogeologia. Przez niemal 25 lat związany z Państwowym Instytutem Geologicznym, gdzie piastował szereg stanowisk kierowniczych. Wykładowca uniwersytecki, kierownik projektów naukowych i wdrożeniowych oraz autor licznych publikacji z zakresu nowoczesnych technologii w geologii i informacji przestrzennej.

REKLAMA / Advertisement