Chwała i hańba geologii

268

Przy okazji mojego spotkania z koleżanką znów wypłynął temat geologii. Czytała moje teksty o geologicznych układankach „dobrej zmiany”, więc postanowiła się ze mną podzielić wrażeniami ze swojej ostatniej wizyty w Warszawie. Ale po kolei. Przy okazji załatwiania w Warszawie różnych spraw stwierdziła, że zabierze dzieci, aby zobaczyły stolicę. Chciała połączyć przyjemne z pożytecznym. Starówka, PKiN, Centrum Kopernika, ale także Muzeum Geologiczne, bo dzieciaki mają świra na punkcie minerałów. Do Muzeum Geologicznego łatwo dojechać metrem. Po drodze można było pokazać dzieciakom miejsce kaźni polskich patriotów na Rakowieckiej, szczególnie, że było to 1 marca – w święto Żołnierzy Wyklętych. W godzinach popołudniowych dotarli w okolice Rakowieckiej – więzienia gdzie zamordowano Rotmistrza Pileckiego, ale i Muzeum Geologicznego, w zaciszu którego chcieli się schronić po zgiełku obchodów, jakie odbywały się pod więzieniem. I jakie było jej zaskoczenie, gdy wchodząc do głównego gmachu Muzeum zobaczyli wielkie zamieszanie, kompanię honorową Wojska Polskiego, mnóstwo oficjeli. Brakowało tylko salwy honorowej. Co tu się dzieje? Feta była chyba jeszcze większa niż przed więzieniem na Rakowieckiej. Była mocno zdziwiona. Ja też więc ciągnęłam ją za język dalej.

Zaskoczyło ją co łączy Muzeum Państwowego Instytutu Geologicznego z patriotami walczącymi z komuną? Jako wnuczka Żołnierza Wyklętego i historyczka (choć niepraktykująca) pochłonęła chyba całą literaturę na ten temat i do tej pory nie natrafiła na żadne „geologiczne” tropy. Na miejscu okazało się, że odsłaniano specjalną tablicę upamiętniającą wyklętych geologów. Stwierdziła, że musi poznać chociaż ich nazwiska. Dzieci poszły sobie oglądać różne okazy skał i skamieniałości a ona przyglądała się z boku uroczystości, bo okazało się, że oprócz złożenia wieńców przez dyrekcję instytutu oraz Ministerstwo Środowiska i leśników, zaplanowany jest cały szereg wystąpień patriotycznych. Była zafrapowana, że będzie mogła poznać ludzi, którzy walczyli o wolność Polski, a o których nigdy nie słyszała.

Weszła na salę i usiadła gdzieś w kącie. Na szczęcie nie było tłoku i były puste miejsca. Rozpoczęło się bardzo doniośle, był poczet sztandarowy, starsi panowie w mundurach wojskowych, a na mównicę prowadzący zaprosił wiceministra ochrony środowiska i głównego geologa kraju. Pomyślała, że muszą to być prawi ludzie, bo ufundowali taką piękną pamiątkę. Okazało się, że to był jeden człowiek o intrygującym podwójnym imieniu i to on jest jedynym fundatorem tablicy. Na początku było jeszcze trochę kłopotów z obniżeniem mikrofonu i zaczęło się przemówienie. Trochę ją zdziwiło, że w swoim wystąpieniu Minister niewiele mówił o żołnierzach wyklętych, a bardzo szybko przeszedł do opowieści o wyzwaniach związanych z realizacją jego projektów i powołania jakiejś Agencji. Wspomniał też, coś o drugiej nodze geologii, którą miał zostać Instytut Geologiczny, w którego gmachu się właśnie znajdowała. Następnie nawoływał pracowników, ażeby pomagali mu w realizacji tych doniosłych planów. Trochę to nie na miejscu i raczej nie pasowało w żaden sposób do całej uroczystości, która powinna chyba podkreślać inne wydarzenia.

Następnie pojawił się dyrektor Instytutu – bardzo wysoki pan, który też miał bardzo doniosłe i patriotyczne wystąpienie. Mówił o chwale i hańbie. Wskazywał chwalebne i patriotyczne działania pracowników, a także ciemne karty tej instytucji – w postaci jakiegoś prokuratora, który najpierw po wojnie mordował ludzi, a później pracował w tymże instytucie. Jakoś mało naturalnie i przekonywująco to wszystko zabrzmiało, a po sali przeszedł pomruk.

Następnie wystąpili Żołnierze Wyklęci: sprawdziłam w relacji PIG – ppłk Mieczysław Orzełek – prezes Koła Leśników Kombatantów przy Ministerstwie Środowiska oraz płk Zbigniew Zieliński – kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, którzy doprowadzani byli do mównicy wspierając się na silnym ramieniu samego Głównego Geologa Kraju. Opowiadali o swoich doświadczeniach wojennych i szczególnie interesujące były te powojenne. Bardzo to wszystko było ujmujące i podniosłe. Podobno czasami patrząc na tych starszych patriotów aż łza w oku się kręciła, co musieli przeżywać w młodości. Sala krzyczała „Chwała bohaterom” i biła brawo na stojąco. Szczególnie emocjonujące było wystąpienie ppłk Mieczysława Orzełka, któremu głos się łamał ze wzruszenia i dziękował, że aż tyle osób przybyło, aby posłuchać opowieści starszych panów. Mnie jednak zdziwiło, że coraz mniej jest ludzi na sali i ci z tylnych rzędów powoli się wymykają i nie wyglądają na zainteresowanych. Kolejnym punktem programu była prezentacja postaci prof. Józefie Zwierzyckim, który odkrył polską miedź. Po zakończeniu wykładów był jeszcze występ artystyczny i bankiet..

Dzieci kończyły bieganie pomiędzy gablotkami, a dociekliwa koleżanka jeszcze chwile pokręciła się między ludźmi, żeby posłuchać co się dzieje w tej szanownej instytucji, którą urządza takie patriotyczne akademie i nakarmić dzieci i sama pożywić się pierogami, które serwował catering. I tu dowiedziała się pewne zaskakujących faktów. Nawet mnie to zaszokowało.

Z rozmów nieco rozdrażnionych pracowników wywnioskowała, że Instytut Geologiczny nie ma nic wspólnego z Żołnierzami Wyklętymi, a pracownicy byli bardzo zdziwieni że pojawiła się tablica, a tym bardziej, że w takim miejscu minister zorganizował akademię. Cel może słuszny, ale chyba nie to miejsce – mówili między sobą. Poza tym w trakcie rozmów dowiedziała się też, że część ludzi została przewieziona autokarem z Dolnego Śląska na polecenie Głównego Geologa Kraju. Kolejna grupa widowni to pracownicy Instytutu, którzy jednak nie znaleźli się tam do końca z własnej woli, gdyż dostali polecenia służbowe by wypełnić salę. Co by powiedział ten starszy pułkownik, który jeszcze chwile temu prawie płakał przemawiając, gdyby wiedział jaka jest prawda?

Z opowieści mojej koleżanki wyłania się chyba niezbyt szczery charakter tego spotkania. Jasno widać, że cała to uroczystość, bardzo szlachetna i podniosła w swoich założeniach, niestety stanowiła głównie podłoże do autopromocji pana ministra Jędryska. Trochę to dziwne, że minister polskiego rządu wykorzystuje takie uroczystości do swoich wystąpień związanych z ustawą o państwowej służbie geologicznej.

Poruszyłam kilka swoich najstarszych kontaktów spośród emerytów z PIG i postarałam się sprawdzić kim byli ci Wyklęci Geolodzy, których dotyczyła odsłonięta tablica i z takimi honorami składane były pod nią wieńce. Moi rozmówcy nie kojarzyli żadnych pracowników, którzy byliby represjonowani w tamtych latach. Czyli była to tylko mistyfikacja dla realizacji partykularnych celów? Ciekawe z jakich funduszy została sfinansowana ta cała akademia i dlaczego akurat w Instytucie? Czy nie należy rozdzielać podniosłych i ważnych obchodów patriotycznych od propagandowej promocji polityka? Z jakich funduszy opłacono wycieczkę zwolenników pana ministra Jędryska z Dolnego Śląska? Postanowiłam zweryfikować również drugi wątek wystąpienia GGK. Też mi to wygląda na historię alternatywną. Okazało się też – o czym wie każdy adept geologii – że prof. Zwierzycki wcale nie do końca był odkrywcą polskiej miedzi, gdyż dokonał tego prof. Wyżykowski, który został wykończony przez komunistów, ale minister Jędrysek próbuje stworzyć swojego bohatera z Uniwersytetu Wrocławskiego. Coś jak historia o Henryce Krzywonos i Annie Walentynowicz.

Koleżanka nieco zniesmaczona zabrała dzieci i wyszła z muzeum. Chyba na długo zapamięta tą wizytę w Państwowym Instytucie Geologicznym. Mówiła, że jeszcze brzmi jej w uszach łamiący się głos płk Orzełka. „Czy on wiedział że walczył, żeby jakiś pan minister mógł teraz sobie zrobić jakąś Agencję?” Zapytała retorycznie na pożegnanie.

Danuta Franczak