REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Białek: Obecnie trzy grupy finansowe posiadają łącznie 12 bilionów dolarów i praktycznie rządzą światem

690

Z Józefem Białkiem, właścicielem kwartalnika „Opcja na Prawo”, z okazji 150. jubileuszowego wydania rozmawia Wojciech Trojanowski. Druga część wywiadu który ukazał się 150. jubileuszowym wydania pisma „Opcja na prawo”.

– Tytuł „Opcja na Prawo” sugeruje, że jest to kwartalnik o jasno zarysowanym prawicowym profilu, a pojawiają się w nim artykuły również osób o czasami skrajnie innych zapatrywaniach. Jak to skomentujesz?

– To właśnie kolejna, ciekawa do omówienia sprawa. Myślę, że w obecnych czasach muszą ulec zredefiniowaniu pojęcia prawicy i lewicy, których definicje są mocno przestarzałe, bo ukute jeszcze w XVIII-XIX wieku. Przez te dwieście lat świat jednak bardzo się zmienił. Sam przepływ informacji, towarów – wszystko poszło do przodu a my nadal tkwimy w XIX wiecznych teoriach, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. W minionych wiekach nie istniało praktycznie zjawisko wielkich korporacji o takim zasięgu jak dzisiaj. Obecnie trzy grupy finansowe posiadają łącznie 12 bilionów dolarów i praktycznie rządzą tym naszym światem. Czy przeciwstawianie się im należy dzisiaj do lewicy – tradycyjnie wrażliwej na ucisk mas, czy może do prawicy, która tradycyjnie powinna odrzucać je jako hybrydy postępu niszczące zastany porządek? Bywa, że ludzie przypisywani kręgom lewicowym mają lepsze pojęcie o tym co dzieje się w gospodarce, czy geopolityce niż tzw. prawica. Przykładem mogą być niektóre wypowiedzi Leszka Milera.

Z drugiej strony wiele kręgów zarówno lewicowych w ramach aliansu z liberalizmem kulturowym, czyli tzw. postmarksizmu, jak i prawicowych, w ramach błędnego poparcia udzielanego liberalizmowi ekonomicznemu, ręka w rękę przykłada się do budowania tego nowego światowego porządku. Czym więc dzisiaj jest owa lewica i prawica? Te podziały są dziś zamazywane również na wysokich szczeblach władzy. Jeśli obecnie np. CDU tworzy koalicję z SPD, to o czym my mówimy. Czas zredefiniować cele, pojęcia i dążenia. Dla konserwatysty, ale chyba tym bardziej dla części pseudopostępowej lewicy te różnice ideologiczne postawione są na pewno na gruncie moralnym, coraz mniej na geopolitycznym, czy gospodarczym. Tutaj podziały przebiegają w poprzek. Prędzej czy później ideologii globalizacji czy korporacjonizmu musi się przeciwstawić idea państwa, która może być przypisana zarówno części lewicy czy tzw. prawicy. „Opcja na Prawo” na pewno wychodzi z pozycji konserwatywnych i prawicowych w kwestiach kulturowych i moralnych. Chcemy cały czas stać na straży obyczajów, tradycji, wiary. Te idee stanowią fundament, od którego zależy być albo nie być naszej cywilizacji.

REKLAMA / Advertisement

Nasza prawica tego, o czym tu powiedzieliśmy, wydaje się nie zauważać. Zamiast tych współczesnych bolączek, mamy wciąż w przestrzeni tematy historyczne, rozrachunki krzywd, skrajny antykomunizm (czyli nienawiść do systemu, który przestał istnieć), żołnierzy wyklętych, tematy: „kto kogo bardziej w przeszłości skrzywdził”, organizację marszy i pikiet podejmowanych w tych dziedzinach, nikt jednak nie przejmuje się tym co obecnie dosłownie wisi nam nad głowami.

– No właśnie w dzisiejszej „Opcji” mało jest tematów stricte historycznych

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

– Kiedyś, w miesięczniku pod redakcją Romka Lazarowicza, było trochę inaczej. Ja zgadzam się z linią, jaką przyjąłeś jako redaktor naczelny, że obecnie ten aspekt jest zupełnie poboczny, choć nie da się całkiem od niego odejść. Owszem, przeszłości należy się pamięć i szacunek, ale gdy zajmuje ona miejsce spraw decydujących o naszej egzystencji czy nawet o przetrwaniu, kiedy wypiera z przestrzeni publicznej rzeczy pierwszej wagi, jak polityka moralna, gospodarcza, geopolityka, to coś jest nie tak. Mimo, że elektorat PiS czy niektórych partii narodowych jest z tego zadowolony, odnosi się wrażenie, że są to specjalnie dla niego konstruowane tematy zastępcze, które mają odwrócić uwagę od tego jak się np. w tej chwili w Polsce monopolizuje całe życie gospodarcze. Za chwilę będziemy trzydziestomilionowym krajem niewolników, pracujących w zachodnim korporacjach i na kasach w marketach, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Oczywiście elektorat Platformy miał mniejsze wymagania i wystarczyła mu, jako temat zastępczy, „matka małej Madzi”, ale czy to ma mnie pocieszyć? Treść tematu zastępczego jest nieistotna, gdy efekt pozostaje ten sam: obudzimy się jako ludzie zależni finansowo, bez prawa głosu. O tej nowej formie kolonizacji jakoś wszędzie głucho. Mamy za to w tej chwili wręcz przesyt historyzmu w przestrzeni publicznej, ale w „Opcji” chcemy, jak wiesz, przywracać właściwą równowagę.

– „Opcja” poświęca wiele miejsca polityce zagranicznej i jak się wydaje również nie wpisuje się tutaj w najbardziej popularny nurt światopoglądowy.
– W epoce globalizacji i tak ogromnych wzajemnych zależności temat prowadzenia dobrej strategii geopolitycznej jest fundamentalny, jak nigdy dotąd. Tak jak mówiłem świat się szybko zmienia, i żeby być dobrym komentatorem, żeby mówiąc kolokwialnie: wiedzieć o co chodzi, trzeba się mocno i uczciwie, bez nadmiernego zacięcia ideologicznego temu przyglądać. Mówiąc o odmiennym nurcie światopoglądowym „Opcji” masz zapewne na myśli to, że nie boimy się, w kontekście polskiego interesu narodowego, pisać obiektywnie na temat Rosji i Chin. Choć, jak wiesz, publikują u nas różni autorzy o różnych zapatrywaniach na tę sprawę. Poważne i rzeczowe argumenty same się obronią, a cenzury w „Opcji” nie ma.

– No a jaka jest Twoja prywatna opinia na temat Rosji?

– Formułowałem ją wielokrotnie jako publicysta. Rosja stawia kroki na drodze do samostanowienia i jest dla nas dobrym przykładem prowadzenia mądrej propaństwowej polityki. Po Jelcynie, który zgodnie z wolą Ameryki otworzył rynki zachodnim korporacjom i doprowadził wychodzącą wolnym krokiem Rosję z komunizmu do ruiny, kraj ten odbudowuje swoją tożsamość, gospodarkę i kulturę. Oczywiście nie jest to łatwe, tym bardziej gdy dzieje się to w sytuacji wrogiego nastawienia USA, które prowadzi bezpardonową i nie liczącą się z nikim politykę zagraniczną, nie wahając się przed wzniecaniem krwawych konfliktów, co jasno formułują tacy doradcy, jak George Friedman, który, paradoksalnie, znajduje w Polsce posłuch w prawicowych i podobno katolickich środowiskach PiS. Jak katolik może zgodzić się na tak instrumentalne podejście do innych narodów, jakie prezentują ludzie pokroju Friedmana – pozostaje dla mnie zagadką?

Cywilizacyjnie doszło też do paradoksu, że Zachód przestał być obrońcą swoich tradycyjnych wartości, próby ich zachowania podejmuje lider postkomunistycznego państwa, który z dumą pokazuje światu prezydencką cerkiew na Kremlu. Oczywiście w świecie nic nie jest czarno-białe, ale miejmy na tyle odwagi, by spojrzeć obiektywnie, zwłaszcza mając na uwadze polski interes. Czy może być dla nas zyskiem angażowanie się jako kraj przodujący w awanturę przeciw silnemu mocarstwu u jego granic? Stwarzamy sobie fikcyjne poczucie zagrożenia, prawdopodobnie realizując narrację na zamówienie amerykańskich służb. Nikt nie zadaje sobie pytania: po co by Rosja miała napadać na Polskę? Niektórzy odchodzą już od tej najbardziej skrajnej narracji, twierdząc jednak, że co prawda Rosja raczej na nas nie napadnie ale chce uczynić nas strefą wpływu. Ale to jest raczej zarzut odnoszący się do kondycji naszego państwa. Tak czy siak panuje globalizacja a my pozwalamy sobie obecnie nie tylko na to żeby być strefą czyichś wpływów, ale w zasadzie oddaliśmy, jak wiele państw swoją suwerenność tworowi niezwykle wątpliwemu moralnie i cywilizacyjnie, jakim jest Unia Europejska. Stawiamy się też w sytuacji wręcz wasalnej w stosunku do imperium zza Atlantyku. Dobrym przykładem jest ostatnie napominanie Polski w kwestii ustawy o IPN.
Zamiast dążyć do tego, by z Rosji uczynić ważnego partnera handlowego, co daje nam spore możliwości i czemu tak mocno sprzeciwia się Zachód, wypełniamy polecenia płynące z Waszyngtonu i Brukseli. Pogłębiamy wrogość z własnej i nie przymuszonej woli machając szablą, co, jako Polacy, lubimy najbardziej. Naszym elitom brakuje wyobraźni. W polityce zagranicznej porobiono masę błędów, czego przykładem może być np. popieranie ustanowienia niezależnego państwa w Kosowie czy poparcie dla ukraińskiego, banderowskiego Majdanu. Często zły stosunek do Rosji jest w Polsce tłumaczony wolą obrony tzw. praw człowieka. Brak tu jednak albo wiedzy, albo elementarnej uczciwości. Nawet gdybyśmy uznali zajęcie Krymu, czy wojnę w Gruzji za ewidentne przykłady łamania prawa międzynarodowego trudno mówić nawet o jakiejś równowadze w tej kwestii między Rosją a USA. Wojna w Iraku, Afganistanie, Syrii, Libii, bombardowanie Serbii, tragiczne skutki jawnych i utajnionych ingerencji w sprawy wewnętrzne wielu państw w Ameryce Południowej, na Bliskim Wschodzie czy Afryce sprawiają, że możemy mówić o jedynym i niekwestionowanym liderze łamania praw międzynarodowych, których ofiary możemy liczyć dzisiaj, jak podają różne źródła, w milionach! No ale cóż, kiedy większość z nas wiedzę na temat tego, co się dzieje, czerpie z najskuteczniejszego ośrodka kształtowania opinii publicznej, monopolisty w tej dziedzinie – Hollywood.

– No ale przecież Polska ma z Rosją wiele zaszłości…

– No właśnie… teraz mówisz głosem stada, a stado kierowane jest przy pomocy sentymentów.

REKLAMA / Advertisement

– Dlaczego nie powinniśmy kierować się sentymentami?

– Sentymentami w polityce możemy się kierować w bardzo nieznacznym stopniu. Pan Bóg dał człowiekowi rozum i nieużywanie go prowadzi do tragedii. Przykład Ukrainy. Byliśmy trzecim eksporterem towaru do tego państwa. Poparliśmy Majdan, który spowodował, że jesteśmy dzisiaj co najwyżej dziesiątym, a nasze miejsce zajęli Niemcy, Holendrzy, Amerykanie itd. Wiele polskich firm poniosło niepowetowane straty. Ta polityka jest dobrym przykładem kierowania się sentymentami. Polskie poparcie dla Majdanu miało chyba na celu tylko tyle, że zrobimy Rosji na złość. Wiadomo było, że zbliżenie Ukrainy do Europy to otwarcie drzwi w tym państwie na wymieniony wyżej wolny rynek i tym samym na zachodnie korporacje. W ślad za tym musiało pójść wyrugowanie z Ukrainy nie tylko części rosyjskiego biznesu, ale także polskiego, choć my, w przeciwieństwie do Rosji, jesteśmy przecież sojusznikami państw zachodnich.
Wielokrotnie już mówiłem o tym, że zupełnie niezrozumiała jest w kontekście polskiego interesu gospodarczego nasza polityka wobec Rosji, która jest głównym importerem surowców do Polski. Zamiast wykorzystywać – zwłaszcza teraz, tą sprzyjającą negocjacjom, sytuację osaczania Rosji i rozmawiać o cenach gazu, ropy, wolimy kupować te surowce w Katarze, w Stanach Zjednoczonych, płacąc może i ze 40% więcej za gaz.

– Czyli, co – mamy postawić na Rosję i zrezygnować z rynków zachodnich?

– Z niczego nie mamy rezygnować. Polityka jest grą interesów. Mówiąc językiem biznesowym: jeśli mamy interes do z Niemcami, to robimy deal z Niemcami. Jeśli wychodzi, że są dla nas za mało atrakcyjni powiedzmy w porównaniu z Czechami, negocjujemy, stawiamy warunki, wybieramy lepszą, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki – atrakcyjność finansową, jakość, jak również długofalowość inwestycji. Stawiamy się wtedy w pozycji gracza, który ma swoje karty przetargowe i nie prowadzimy polityki klientystycznej, a z drugiej strony nie wszczynamy niepotrzebnych awantur. To tylko biznes. Brzmi to dość cynicznie, ale to właśnie powodzenie tak pojętego naszego polskiego biznesu zagwarantuje przyszłym pokoleniom nie tylko lepszy byt, ale i niepodległość.

Jest taki znany dowcip, w którym Rosjanin podróżuje pociągiem do Paryża a Francuz w przeciwnym kierunku do Moskwy. Obaj wysiadają na dworcu w Warszawie i myślą, że są na miejscu. Jesteśmy krajem tranzytowym między Wschodem i Zachodem i powinniśmy to umieć wykorzystać. Zamiast tego trąbimy o tym jak bardzo złe jest nasze położenie pomiędzy wrogimi państwami. Zła jest jedynie nasza strategia polityczna, wrogiego nastawienia wobec sąsiadów i szukania przyjaciół za morzem. Dzisiaj potęgi nie zdobywa się militarnie. Musimy się bogacić. Wygrywać wojnę o gospodarkę. Inna prezentowana przez nas postawa to serwilizm. Ta postawa powoduje, że bezkrytycznie przyjmujemy wszystkie wytyczne zagraniczne.

– Z tego, co mówisz, można wywnioskować, że mimo zmiany zapatrywań na wolny rynek po środowisku dawnego UPR zostało Ci pragnienie prowadzenia tzw. polityki realnej.

– Tak, i jak wiesz to w zasadzie jest mottem przewodnim „Opcji na Prawo”. W naszym kwartalniku staramy się głównie o to, by szeroko opisać czym miałaby taka polityka być. Wypracowywaliśmy tę formułę przez lata.

 

REKLAMA / Advertisement