Adam Doboszyński – W pół drogi cz. I

206

Gdy Naród polski przystąpił w roku 1918, po wiekowej niewoli, do odbudowy własnego państwa, piętrzył się przed nim szereg trudności, z których niektóre były tak poważne, że obciążona nimi niepodległość wydawała· się na dłuższą metę niemożliwa do utrzymania. Granica z Niemcami, ujmująca Rzeczpospolitą w kleszcze od Śląska po Grodzień­szczyznę, przerwana fatalnym „korytarzem” pomorskim, nosiła w sobie zarodki nieuchronnej wojny.

Życie gospodarcze Polski, jej przemysł, handel i finanse, były w dziewięćdziesięciu z górą procentach w rękach kapitału niepolskiego, po części zagranicznego, niechętnego państwowości polskiej. Ziemie nasze stanowiły już od paru wieków główny rezerwat narodu żydowskiego; mieliśmy najwyższy na świecie odsetek ludności żydowskiej, kilkanaście razy wyższy niż Anglia, Francja lub Niemcy, skrupulatnie strzegący swego separatyzmu. Tego rodzaju układ gospodarczy i ludnościowy sam w sobie wykluczał możność prawdziwej niepodległości, a ponadto uniemożliwiał Narodowi polskiemu przebudowę ustroju w duchu sprawiedliwości społecznej. Co gorzej, ogół Polaków stanowił wówczas jeszcze masę dość bezkształtną, w której świadomością narodową objęta była najwyżej trzecia część ludzi, mówiących po polsku. I choć był to już pewien postęp w stosunku do czasów szlacheckich, tak jeszcze niedawnych, kiedy co dziesiąty zaledwie Polak miał świadomość narodową, to jednak jeszcze w roku 1918 duża część robotników i większość chłopów nie uświadamiała sobie swej przynależności do wspólnoty narodowej; trzeba było dopiero dwudziestu lat własnej państwowości, a następnie wieloletniego ucisku przez Niemców, by w najszerszych masach polskich rozniecić iskrę świadomości narodowej.

Jakże inne niż w roku 1918 jest dziś położenie Polski. Znikły kleszcze niemieckie, granica Odry i Nysy unicestwiła Prusy i daje nam najlepsze możliwe widoki obrony przed niemieckim parciem na Wschód. Wielkie zbiorowe przeżycia okupacyjne zrobiły to, co w zwyczajnych okolicznoś­ciach wymagałoby wieku: świadomość narodowa objęła ogół Polaków, a w szczególności rozlała się szeroką falą na wieś polską. Chłop polski jest dziś świadomym Polakiem i wznosi się szybko ze stanowiska klasowego na narodowe.

Z czteromilionowej masy żydowskiej, monopolizującej w swych rę­kach życie gospodarcze i rozsadzającej społeczeństwo polskie, został tylko nieznaczny ułamek, tak że zagadnienie żydowskie straciło swój charakter masowy i przestało ciążyć na życiu polskim. Oczywiście, potępialiśmy i potępiamy nadal jak najbardziej stanowczo potworne metody zastosowane przez Niemców dla wytępienia Żydów i dumni jesteśmy, że żaden Polak nie przyłożył ręki do tej zbrodni. W tym miejscu warto przypomnieć, że polski Obóz Narodowy rozumiejąc niemożność utrzymania separatystycznego rezerwatu żydowskiego na ziemiach polskich, wysuwał przed wojną żądanie· masowej emigracji Żydów z naszego kraju.

Chodziło po prostu o przeniesienie światowego rezerwatu Żydostwa w inne miejsce globu, jak to naród żydowski czynił już tylokrotnie w ciągu swych długich i burzliwych dziejów. W perspektywie Treblinek, Oświęcimiów i Majdanków widać, jak straszną krzywdę wyrządzili Żydom ich przywódcy, nie chcąc im zawczasu nakazać emigracji z Europy Wschodniej. Potępiając więc metody hitlerowskie nie możemy jednak nie stwierdzić faktu, że w ostatnich latach zniknęła jedna z najpoważniejszych trudności, leżących na drodze do naszej pełnej niepodległości. Wreszcie, warto sobie uprzytomnić, że nacjonalizacja wielkiego przemysłu, handlu i finansów, będących dotychczas niemal w całości w rękach żydowskich i zagranicznych niezmiernie trudna do przeprowadzenia dla samych Polaków i dokonana na rozkaz sowieckiego okupanta wybiła jednak rygiel z wrót, zagradzających nam drogę do reform społecznych i to nie tylko jak to mieli na myśli nasi okupanci do reform w duchu marksistowskim, ale i do reform w duchu katolickim i narodowym.

Tak więc, w ćwierć wieku po odzyskaniu niepodległości zniknęły cztery największe głazy zagradzające drogę dziejową naszego Narodu. Na pierwszy rzut oka wydać się może upokarzające dla nas, że głazy te odwalone zostały rękami naszych najgorszych wrogów, bez żadnego na pozór z naszej strony współudziału. Czyż nie jest to jednak tylko pozór?

Czyż wspaniałe zachowanie się naszego Narodu w czasie ubiegłej wojny, bezmiar heroizmu, męczeństwa i ofiary, dyktowanej najszlachetniejszymi pobudkami, ogrom samozaparcia i modlitwy, nie zasługiwały na taką nagrodę, choć związek między czynem i ofiarą z jednej, a osiągnięciami z drugiej strony, nie wykazuje tu utartej kolei przyczyny i skutku? Choć wspaniałość moralna naszego Narodu stała przez całą wojnę w tak jaskrawej sprzeczności z ubóstwem myśli jego politycznych kierowników? Jest w tym niespodziewanym, zupełnie irracjonalnym powiązaniu ofiary z nagrodą jakaś tajemnica, którą odgadną tylko dusze wierzące, a przed którą sam rozum w pokorze uchylić musi czoła. Jak napisało w najgorętszych czasach wojny, bo we wrześniu 1943, jedno z pism ludowych: przy głębszej analizie wypadków rozgrywających się na przestrzeni tych czterech lat nie trudno dostrzec, że ów łańcuch niespodziewanych wydarzeń związany jest tajemniczą logiką i tworzy bardzo konsekwentny, wytyczony snać ręką Opatrzności szlak (Orka, Nr. 25). Owa zaś tajemnicza logika tych czterech lat wskazuje na nieubłagane działanie nadnaturalnej sprawiedliwości, która zmusza „Zło do czynienia Dobra”.

Niezłomność polskiej wiary, męczeństwa i bohaterstwa rozpaliła jakiś mistyczny żar, w którym, choć bez naszego świadomego współudziału, musiały się stopić najtragiczniejsze zapory naszego narodowego bytu.

Obecnie została nam jeszcze jedna zapora, której nie mieliśmy w roku 1918, a którą jest okupacja rosyjska i związana z nią komunistyczna groźba dla naszej religii i samoistności narodowej. Nie trzeba jednak wielkiej przenikliwości politycznej, by stwierdzić, że obecne położenie świata nie ma cech trwałości. Narasta olbrzymie, nieuchronne starcie między imperializmem sowieckim i amerykańskim, pogłębione przeciwieństwem między światopoglądami komunistycznym a liberalnym, chrześcijaństwem i materializmem. Nie warto się zapuszczać w przewidywania co do czasu i sposobu rozegrania tego starcia, na którego przyśpieszenie czy opóźnienie nie możemy sami mieć żadnego wpływu;narasta ono z nieubłaganiem wydarzeń żywiołowych. Co więcej, ani zwycięstwo schyłkowego kapitalizmu Stanów Zjednoczonych ani totalistycznego marksizmu Sowietów nie rokuje światu trwałego rozwiązania nękających go trudności. Błyskawiczny rozwój techniki, przy równoczesnym upadku wartości religijnych i moralnych, zakłócił tak głęboko równowagę społeczną większości krajów świata, że przyszłe wypadki mogą przyznać słuszność tym czarnowidzom, którzy jedynie w apokaliptycznych zmaganiach, w których wyginąć może duża część ludzkości i utonąć obecne kształty cywilizacji, dopatrują się możliwości wyrównania poziomu materialnego i duchowego człowieka.

Najnowsze środki masowego niszczenia, wobec których bomba atomowa jest już dziś narzędziem przestarzałym, pozwalają na niszczenie życia organicznego na całych połaciach ziemi, a więc na niszczenie całych państw i narodów. Przy dzisiejszym zdziczeniu ludzkości, którego przykłady dały nam w ostatnim dwudziestoleciu trzy tak wielkie narody jak Niemcy, Rosja i Japonia, trudno liczyć na to, by potworne środki niszczenia, będące w dyspozycji dyktatorów, nie znalazły zastosowania w praktyce. Utarło się porównanie naszych czasów do schyłkowego okresu upadku Rzymu, po którym przyszły wędrówki narodów. Niszczenia i przesiedlenia milionowych mas ludności, nieznane od wieków, a stające się szybko znamieniem naszej epoki, wydają się przygrywką do tragicznych czasów, w których wyludniać się mogą całe kontynenty.

Adam Doboszyński

———————-
Adam Doboszyński (1904 – 1949) był politykiem endeckim i pisarzem, członkiem Stronnictwa Narodowego. Był współzałożycielem Bratniej Pomocy Zrzeszenia Studentów Polskich oraz prezesem Związku Akademików Gdańskich „Wisła”. Otrzymał także godność członka honorowego Związku Polskiej Młodzieży Akademickiej i Związku Polskich Korporacji Akademickich. W 1931 r. przystąpił do Obozu Wielkiej Polski. W 1933 r. podczas pobytu w Anglii, nawiązał znajomość z Gilbertem Keithem Chestertonem, pisarzem i myślicielem, którego koncepcja dystrybucjonizmu wywarła duży wpływ na poglądy Doboszyńskiego. Znalazło to wyraz w wydanej rok później pracy Doboszyńskiego „Gospodarka narodowa”. W reakcji na zabójstwo przez policję Wawrzyńca Sielskiego, Doboszyński zorganizował bojówki, które w nocy z 22 czerwca na 23 czerwca 1936 r.opanowały zbrojnie na kilka godzin miasteczko Myślenice, akcja ta została później nazwana „wyprawą myślenicką”. Na emigracji krytykował SN i jego prezesa Tadeusza Bieleckiego za ugodowość wobec rządu gen. Władysława Sikorskiego i oficjalnie wystąpił ze Stronnictwa Narodowego. Brał udział w pracach powołanego wiosną 1942 r. Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego. Celem komitetu było wypracowanie wspólnego stanowiska politycznego i zbliżenia Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” i falangistów Bolesława Piaseckiego. W grudniu 1946 r. przedostał się do Polski. Aresztowany i sądzony przez komunistów, został stracony w sierpniu 1949 r.